Wyniki wyszukiwania dla słów: koń zimno krwisty

no to odradzam kupowanie jakiego kolwiek konia
prosze cierpliwie poszukac tematów na tutejszym forum ; poczytać o problemach z kupnem konia jego naturą i licznymi problemami
za przeproszeniem ktos kto nazywa konia zimno krwistym dlatego że kon przebywa na dworze nie zdobędzie tytaj zaufania
prosze pamietac że koń to zywe stworzenie i to całkiem inne niż pies czy kot


no to odradzam kupowanie jakiego kolwiek konia
prosze cierpliwie poszukac tematów na tutejszym forum ; poczytać o problemach z kupnem konia jego naturą i licznymi problemami
za przeproszeniem ktos kto nazywa konia zimno krwistym dlatego że kon przebywa na dworze nie zdobędzie tytaj zaufania
prosze pamietac że koń to zywe stworzenie i to całkiem inne niż pies czy kot


SPROSTOWANIE:
MATKA: POCHODZENIA NOWIELICKIEGO
OJCIEC: KUC FELIŃSKI

ZADAŁAM PYTANIE OCZEKUJĄC POMOCY - NIE POGARDY!

CZY WSZYSCY PAŃSTWO URODZILI SIE Z TA WIEDZĄ NA TEMAT KONI?

JESTEM LAIKIEM, ALE Z TEGO CO WIEM CZŁOWIEK UCZY SIĘ CAŁE ŻYCIE.

KUPUJĘ NIE ŚWINKĘ MORSKĄ, CZY CHOMIKA, ZDAJĘ SOBIE Z TEGO SPRAWĘ, JESTEM DOROSŁĄ I ODPOWIEDZIALNA OSOBĄ.

Był, jest... powinno się go ukrócić. Znaczy odpowiednie instytucje (ZHK) powinny.

Pogrubiony reproduktor nie da źrebaków o takiej masie, jak zimnokrwisty (poza tym będą bardzo zróżnicowane, w zależności, które geny "wyjdą" - czy dziadków zimn. czy gorącokrwistych), więc nie sądzę, żeby nawe za 100 zł. jakiś hodowca zdecydował się "zepsuć" nim klacz na cały sezon. Zwłaszcza, że są zimnokrwiste za 100 zł, za flaszkę, albo za kartofle.

W moim rejonie już nawet hodowcy koni na mięso kryją licencjowanymi ogierami. Raz, że nie ma problemu z paszportem, a co za tym idzie - sprzedaniem pośrednikowi z włoskiej, a nie polskiej rzeźni (podobno lepiej płacą), dwa że mniej więcej wiadomo, co taki reproduktor daje. Ogiery państwowe na punktach mają naprawdę duże wzięcie.

Bardzo dziekuje Diadkowi i moderatorowi za odblokowanie tamatu. Dziadku bardzo ciekawa wypowiedz tylko szkoda ze Met nie zrozumiała Twoich dobrych intencji i Ci sie na koniec oberwało. Dziwie sie tez Met ze ma czas i ochote na odpwiadanie na Twoje posty a nie moze sie zmobilizować (poza jednym stwierdzeniem - ze to pomówienia) na odpowiedz na stawiane pod jej aderes zarzuty. Bardzo ciekwe posty na volcie Met ,tez dają co najmniej do myślenia. Ratowanie koni "zimnych" jest dla niej bez sensu w takim razie jak wytłumaczy ratowanie przez nią samą takich koni i to za "takie pieniądze" w Kocmyrzowie. Koni bez papierów, wprawdzie niektóre wyglądały na "szlachetne" ale tylko wyglądały. Kilka z wykupionych w dokumentach miały napisane "zimnokrwisty" - wiec jak to jest Met - czy Ty juz sama nie wiesz co robisz ? a moze sie po prostu juz w tym pogubiłas i wykupiłas (w Twoim mniemaniu uratowałaś) konie zimnokrwiste przez przypadek, tak po prostu w "ferworze walki" kupiłas je po 5 tys no bo przeciez nie za swoje pieniądze tylko za podarowane Ci przez "Milo sport" http://www.milo.pl/. Łatwo sie wydaje cudze ? trudniej zarobić


Slązaki nie są końmi zimnokrwistymi a gorącokrwistymi

W ogóle nasze polskie nazewnictwo jest pogmatwane używa się tylko 2 określeń zimno - gorącokrwisty.

Po angielsku są 3 określenia - jest cold-, hot- and warmblooded horse - czyli zimno, gorąco i ciepłokrwisty koń.

Zimnokrwisty - wiadomo - grubasy pociągowe

Gorącokrwisty - araby, folbluty, akałotekińce

Cieplokrwiste - to konie półkrwi arabskiej, angielskij , mieszanki powyższych - konie sportowe ogolnie rzecz biorąc.

Holendrzy mają coś takiego jak rasa "ciężkie konie ciepłokrwiste" (wg polskiego nazewnictwa "gorącokrwiste") podobnie Niemcy - w hodowli których używają również naszych ogierów śląskich starego typu.

Mam kilka zdjęć ale małych będę miała potem większe a jeśli mam coś o niej powiedzieć to dokładnie nie wiem co. Husaria ma 10 lat jej córką jest Hawana która stoi obok. Husaria nie jest z byt wysoka ale za to jest gruba i nie jest ujeżdżana jest maści karej i jest zimno krwista.
Jest bardzo zadziorna jeśli chodzi o głaskanie innych koni lubi gryźć ale nie mnie no i podobno jest nie bezpieczna ale ja w to wątpię. Nie galopuje za dużo gdybym miała ją ujeżdżać zrobiła bym z niej kłusaka




dnia Śro 10:17, 06 Sie 2008, w całości zmieniany 2 razy

Mam kilka zdjęć ale małych będę miała potem większe a jeśli mam coś o niej powiedzieć to dokładnie nie wiem co. Husaria ma 10 lat jej córką jest Hawana która stoi obok. Husaria nie jest z byt wysoka ale za to jest gruba i nie jest ujeżdżana jest maści karej i jest zimno krwista.
Jest bardzo zadziorna jeśli chodzi o głaskanie innych koni lubi gryźć ale nie mnie no i podobno jest nie bezpieczna ale ja w to wątpię. Nie galopuje za dużo gdybym miała ją ujeżdżać zrobiła bym z niej kłusaka


Wszystko tam opisałam ja i brzoskwinka ujeżdżamy koniki

Jej wzrok w jednej chwili stał się zimny niczym lód. Przeniosła go kolejno z Kaethii na Calleana i na Hestię. Zacisnęła wargi, ścisnęła mocniej uzdę tak, że aż zbielały jej kostki. Pochyliła lekko głowę, co sprawiło, że włosy opadły jej na oczy.
Po chwili jednak bez słowa wskoczyła na konia i ułożyła się wygodniej w siodle. Nic nie bolało, no... może trochę, ale nie aż tak, że nie dało się tego wytrzymać.
Odwróciła od nich wzrok i spojrzała na horyzont. Krwista łuna rozlewała się po niebie oświetlając ciężkie, burzowe chmury. Krople deszczu skapywały jej z nosa, ubranie było już całe przemoczone. Ręce zaciskające się na lejcach momentalnie stały się sine od zimna. Dodatkowo wiał lekki wiatr i sprawiał, że siłą rzeczy musiała drżeć.
Przełknęła ślinę, po czym odjechała parę metrów w bok, po czym wróciła ostatecznie sprawdzając czy nic jej nie dolega. Znając życie i tak wszystko się ujawni podczas dłuższej jazdy, ale jak na razie było w porządku.
Poklepała zwierzaka po okazałej szyi. Koń zadrżał pod jej dotykiem. Nic dziwnego. Najwyraźniej wyczuł, że nie ma w tym geście nic szczerego a jedynie zimne wyrachowanie wynikające z konieczności.
Nie próbowała się włączyć w telepatyczną rozmowę towarzyszy, chociaż wiedziała, że ze sobą rozmawiają. Nie chciała w ogóle do nikogo się odzywać. Po prostu siedziała w siodle i czekała aż ktoś usiądzie za nią, by mogli w końcu jechać. Było jej obojętne czy to będzie Hestia czy Kaethia.

Tarses jęknął głucho, potrząsnął głową próbując przegonić czarne mroczki w oczach. Nagły ruch sprawił, że ciało Nemedyjczyka przeszyła fala palącego bólu, idąca od złamanych żeber i niemal paraliżująca ogromem cierpienia mięśnie. Najemnik przekrzywił z wysiłkiem głowę, spojrzał zamglonymi oczami ponad stertami skalnego gruzu na leżącego obok konia. Zwierzę nie żyło, spod pokrytego grubą warstwą pyłu zezwłoka sterczała wykrzywiona pod nienaturalnym kątem ludzka stopa, odziana w skórzany kawaleryjski but szyty na zamoryjską modłę. Tamadura Nemedyjczyk nigdzie nie dostrzegał, zważywszy jednak na to, że miał ograniczone pole widzenia, Turańczyk mógł leżeć na wyciągnięcie ręki od najemnika i pozostać niezauważonym.

Tarses jęknął ponownie, na przemian wzywając w myślach Mitrę i klnąc plugawo. Spróbował się przekręcić w biodrach, ale zrezygnował czując natychmiast potworne kłucie w piersiach. Zakaszlał na próbę, splunął śliną na przedramię i poczuł zimny dreszcz dostrzegając krwistą barwę plwociny. Nie znał się na medycynie i sztuce uzdrowicieli, ale doświadczenie wyniesione z bitewnych pól podpowiadało mu, że któreś ze strzaskanych kamieniami żeber przebiło płuca.

Wywołana magią skalna nawałnica ustała bez śladu, grzebiąc pod kawałkami skał i grubą warstwą piachu trzech lekkomyślnych mężczyzn i ich wierzchowce. Nemedyjczyk jęknął ponownie, przekręcił głowę w drugą stronę posykując przez zaciśnięte zęby, ale wszędzie widział jedynie skalne rumowisko.

Miom ulubionym koniem jest: Koń zimnokrwisty Clydesdale. Oto kilka informcji o nim:

Pochodzenie: Wielka Brytania
Wysokość w kłębie: 160 - 172 cm
Umaszczenie: dereszowate, gniade, kasztanowate
Pokrój: ciężka budowa, silny, krótki grzbiet, duże kopyta
Charakter: zrównoważony, spokojny temperament
Użytkowanie: do ciężkich prac transportowych, konkursy orki, wystawy

Źródło:http://www.konie.miscior.pl/zimne/index.htm

A jakie są wasze ulubione konie??

nie to niema nic wspólnego z temperaturą krwi zimno krwiste są masywniejsze i mogą służyć do ciężkich prac nazwa wzięła się z tego że są opanowane i spokojne czyli potrafią zachować zimną krew konie gorąco krwiste mają inną budowę ciała i są bardziej płochliwe i łatwo reagują na bodżce

masz? mam
jaką? zimnokrwisty/fryzyjski
dlaczego akurat ta? bo sąpiękne
jak masz wklej fote :
zimnokrwisty:

fryzyjski:


opisz: konie zimnokrwiste nie są określane 'zimnokrwistymi' z powodu temperatury ich krwi. Nazwa: 'zimnokrwisty' pochodzi stąd, że większość tych koni jest spokojna i opanowana - wykazuje 'zimną krew'. Przed wynalezieniem i rozpowszechnieniem ciągników i samochodów hodowano te łagodne olbrzymy do prac rolniczych i transportowych.

Koń fryzyjski (fryz) pochodzi z Holandii (Fryzja). W hodowlach dopuszcza się maść wyłącznie karą, jednak w dwóch odmianach: krucza i płowiejąca. Jest użytkowanym zaprzęgowo i wierzchowo koniem gorącokrwistym. dnia Wto 19:22, 26 Lut 2008, w całości zmieniany 2 razy

ten koń jest zimno krwisty
No jeśli tak, to ja stawiam na shira, bo
1. mi jest trudno wymówić tę nazwę
2. pochodzi z Angli
3. z zimnokrwistych jest chyba "najlżejszy"

Szkoda, że ci zwolennicy to głównie Włosi...prawda?
Dlaczego tylko Włosi? Znam mnóstwo ludzi, którzy uwielbiają konie zimnokrwiste i to nie na talerzu i nie jako kg mięcha- masy rzeźnej , a jako wspaniałych odważnych przyjaciół do jazdy wierzchem (super dla ciężkiego jeźdźca) i idealnych koni do bryczek, wozów sań. Sama też jak będę kupowała nowego konia to będzie to zimnokrwisty, albo pogrubiony. Znam całe rzesze ludzi, którzy uważają, że zimnokrwiste są dużo ładniejsze od gorących i arabów. Znam z virtuala dziewczynę, która ma zimnego wałka, który dobrze ujeżdżenie chodzi i jakoś Włoszką nie jest: http://re-volta.pl/forum/....html#msg273238 trzeci post na stronie= pierwszy post ze zdjęciami

A ja posiadam wałacha o imieniu Maciek. Jest to koń rasy zimno krwistej dobrze chodzi w bryczce w wozie jak i pod siodłem, ale niestety jest już dosyć stary ma 14 lat.

Ale tak nie chwaląc się to mój dziadek go kiedyś pożyczył od mnie i pojechał kupić żwir to ten koń 3 tony żwiru pociągło pod górkę szacuneczek dla tego konika, no i jeszcze mój maciek jest bardzo spokojny nie gryzie nie kopie w stajni to ja sobie mogę pod nim leżeć i spać i nic mi nie zrobi a jak rano wchodzę dać mu jeść to tak mi twarz wyliże, że to jest po prostu szok

Dla mnie tez nie ma znaczenia, czy zimno czy gorąco - krwisty. Ale tez mam grupe koni na punkcie ktorych mam pier...ca a sa to baroque horses i zaliczaja sie do nich Lipizzan, Andalusian, Lusitano, Friesian i uwielbiam tez kucyki Shetlandzkie.
Aprops masci to jak dla mnie siwki, deresze, i wszelkie myszowate sa najpiekniejsze, zreszta 'kto nie miał siwego ten nie miał dobrego' . Ale mam podobnie jak Anka, kón to kón, czy jest siwy czy gniady czy szalony czy kaleki kocham je wszystkie.

Krysiu,
Z miła checia pomoge Ci troszke, nie wydaje mi sie zeby Certus byl koniem zimnokrwistym.

Zimno a goraco-krwisty różnice dotyczą budowy ciała, masywności i kalibru, a wskutek tego ruchu i przydatności do pracy określonego typu. Nazwa „zimnokrwisty” pochodzi stąd, że większość tych koni jest spokojna i opanowana, a zatem wykazuje „zimną krew”. Konie gorącokrwiste przeciwnie, szybko reagują na bodźce, są bardziej energiczne, pobudliwe a także łatwiej się denerwują.

Oczywiscie bylo by latwiej okreslic jego rase, widzac go na zywo. Niestety nie kazdy sie zna zeby okreslic rase bez spogladania w papiery

Łoo mather, wiesz co, toż to normalnie słownik slangu internetowego!

Ja tam uważam, że każdy koń ma swój charakter, bez różnicy czy gorącokrwisty czy zimno.Taki zimnokrwisty mi wierzgał jak szalony i ciagle chciał szybciej, a znowu gorącokrwisty leniuchował i nie chciało mu sie kłusować;P Nie wiem, które wolę, koń to koń, każdy jest wspaniały.

Pola jezdzij ją co drugi dzień. Wiem mozna zwiariować kazdy co innego pisze , ale gdy zaczniesz jezdzic co drugi dzien, wiecej energi bedzie kumulowane. A jak ona zachowje sie po wypuszczeniu luzem na padok, bryka przez pierwsze 10-15 minut? tarza sie? jak czesto sie tarza? A czy jak biega na padoku to tez sie potyka? Czy ciągle koczuje przy wyjsciu z padoku jak chodzi luzem? Moze jest poprostu domatorka. woli spedzac wiecej czasu w stajni, koło stajni . Konie zimno krwiste maja to do siebie ze wygladaja jak by byly znudzone zyciem i czesto sie tak zachowuja, nie wszystkie oczywiscie.
Pola poukladaj dragi na padoku na ktorym jezdzisz, jeden od drugiego w odległosci nie calego metra, dobrze by bylo zeby tych dragow było 6 co najmniej, to ustawienie jest do stepa. Jak sie boisz ze sie potknie to wez ja w reke i przeprowa przez te dragi. Wtedy zobaczysz jej reakcje na nie.Trzeba na nie najechac stempem roboczym, co najmnuiej zeby slad tylnych kopyt wstepywał w ślady przednich a nawet mogą je troche przekraczac. Jak sie nauczy przechodzic przejdz do klusa ale odleglłość pomiedzy drągami musi byc metr i 10-20 cm.
I taka jeszcze jedna rada nie przyzwyczajaja jej chodzic w zastepie za innym koniem, jesli juz to obok albo niech ona prowadzi zastep, konie maja duze pole widzenia wiec bedzie wiedziała ze nie idzie sama.
Trzymaj sie to jest młoda klaczka dacie sobie rade i bedzie wszystko dobrze

co do Sokołka to poprostu ma dobrze!!Zanim po niego pojechaliśmy to Scarlet powiedziała że to koń zimnokrwisty, wiec wyobrazałam sobie kawałek małego rocznego smoka.Wziełam mu derkę z mojej kobyłki rozmiar 3 i wmiare duzy kantar.Z trudem dotarliśmy na miejsce to był kwieciem i pieknie zasypana sniegiem polna droga..jakos dojechalismy ale obawialismy się ze z potężnym zimnokrwistym koniem bedzie ciężko wyjichac pod górkę spowrotem.Potężny Sokół okazał sie konikiem wielkości kuca z małym brzuszkiem i oczywiście duuuzo za wielka derka na grzbiecie W przyczepce był "zapiety"najciasniej jak sie tylko dało a i tak biedactwo latało po całej przegrodzie!!
a teraz to nie ten konik..wzrostem nadal może nie grzeszy ale za to nadrabia brzuszkiem!!

[ Dodano: 9 Styczeń 2006, 15:25 ]
Co do jazdy to troche lat mam za sobą i ciągle uczę się czegos nowego.Od kiedy kupiłam moja lekko "świrniętą"Marike odkryłam że dobre i mądre zajeżdżenie konia to nie lada sztuka.Tradycyjne metody odrzuciłam z dniem w którym Marika zaprotestowała i powiedziała ze nie przyjmie żadnego zimnego i metalowego wędzidła ani nie zamierza kręcić sie w kułko na jakiejś śmiesznej linie!!!Dzięki pomocy kolezanki poznałam naturalne jeżdziectwo które okazała sie kluczem do psychiki Mariki uważam że jest to najlepsza i najbardziej zrozumiała metoda nauki dla konia.

Jaki ja jestem obrzydliwie głodny
Patrzę na te wystawy
Na te wszystkie sklepy
Czy nawet najeść się nie jestem godny?

Może chociaż tą bułeczkę malutką
Taką pulchną zarumienioną
Za błahostki już zamykają
A nie najem sie za kluczem i kłódką

Konia z kopytami zjeść niby można
Ja brzydzę się wszak koniną
Wolę krwista poledwiczkę
Jakiejś utuczonej świni wprost z rożna

Â?eber nie lubię dziś lizałbym palce
Wątróbka podniebienia przysmak
Zimne nóżki i piersi w sosie
W samotności w jakiejs niewielkiej salce

Pójdę dziś wieczorem do restauracji
Tam coś napewno wybiorę
Albo kelnerkę poproszę
I spacer by dać ułożyć sie kolacji

To tylko marzenia
ÂŚciętej głowy
Nas nie chcianych
Nam zawsze wieje
Wiatr w oczy
Nie mile widzianych
Przy stole
Nie poda nikt ręki
Nam biednym

Kanibalom

Czytając Twoją interpretację odnoszę wrażenie, że nie potrafisz odczytać prostego przesłania, ale nie o to chodziło.

Odpowiadając na pytania:

Zimno krwiste cielska nie muszą być końmi, jakiejś tam krwi, ani też trupami. Możemy tak nazwać osobę, która nic nie czuje, mam na myśli uczucia darzone względem ludzi. Zwał, to potocznie nawał czegoś, ogrom, przesadnie dużo, za dużo, itp. itd. Ulica smutku to metafora, bądź przenośnia, jak wolisz określająca, kraj, nasz kraj. Ulica która biegnie przez cały ten kraj a my na niej, kroczymy, gdzieś, a za nami zło, bądź ci co wyrządzają zło, nam wszystkim. Jeśli się poddasz nie będziesz tym, prawie każdym.
A co do – już prawie nikogo nie ma na ulicy smutku, jest to przenośnia, że zawsze się ktoś znajdzie kto przetrwa nawet najgorsze. Może to Ty będziesz tego nikt nie wie ;) a tak na marginesie ten rechocze kto rechocze ostatni.

Pozdrowka i dziękuję Ci za czas spędzony na przeczytanie mojego wiersza

witam tak pisze o spacerach w ręku, klaczkę zakupiłem jak to ja stwierdziłem wiejskiego hodowcy!! nie będę pisał na co była hodowana klaczka jest mieszana matka jest to klacz mało polska a ojciec zimno krwisty co do jej gabarytów to wydaje mi się ze jak na dziewięć miesięcy to jest spora mam porównanie do ogierka w tym samym wieku którego ma znajomy, A nasze zaufania no to prawda kiepsko z tym zaufaniem klaczka musiał być bita ręką bo każdy gwałtowny ruch budzi w niej popłoch klaczka jest zemną dopiero od miesiąca są dni że zaczyna współpracować ale są takie że po prost nie wiem co mam z nią robić! moje umiejętność może napisze tak z końmi współpracować za czołem jak miałem 13 lat jeździłem na różnych małych i dużych, spokojnych i jak ja to mówię z wielkim temperamentem więc zachowanie koni przez te kilka lat poznałem tylko że to były już konie ułożone a czarna nie jest tego nauczona wielkim przełomem było nauczenie chodzenia na lince nie mówię tu o lonżowaniu to dopiero przed nami napisze jeszcze że widać ze chce przebywać z ludźmi są chwile kiedy wchodzę na pastwisko a ona przychodzi stanie przez chwile a potem się rozbiega i bryka po łące i tak kilka razy powtarza wygląda to naprawdę zabawnie niektórzy mówią mi ze jestem za łagodny ale ja nie chcę aby ona się mnie bała no troszkę się rozpisałem proszę o odpowiedzi i pozdrawiam

ja mam bliżej siebie stadnine koni zimno krwistych w kętrzynie jeźdze c roku na czampionaty grubasków hehe czasami w tv pokazują zaprzęgi bardzo fajna stajnia mają strasznie duzo koni i tylko ogiery

na oko to ona ma z 7-9 lat, jest zimno-krwista, chodzi w zaprzęgu (ale nie chętnie)
gniada, z białą strzałką, niezbyt duża jak na konia swojej postóry, króche nie zadbane kopyta... lubi przebywać w towarzystwie innych koni..;



1. Imie: Troya
2. Rasa: Koń fryzyjski
3. Wiek: dorosły 100%
4. Hodowla: Italia
5. Płeć: klacz
6. Grupa: zimno.krwiste

Żeby nie było, że ktoś mi napisze "Apaloosa to rasa koni gorącokrwistych", zamieszcze tutaj informacje na temat typów ras koni.

1. Konie gorącokrwiste. Wbrew ogólnej opinii nie są nimi wszystkie konie w typie szlachetnym, a wyłącznie wybrane rasy. I tak:
- Konie gorącokrwiste są przystosowane do życia w ekstremalnych warunkach;
- Mają one suchą budowę, są niewielkich rozmiarów;
- Należą do nich rasy od wieków żyjące w gorących rejonach świata;
- Często są to konie pierwotne, niepowstałe w wyniku selektywnej hodowli;
Przykładami koni gorącokrwistych są: koń arabski, koń achałtekiński, koń pełnej krwi angielskiej. Zdjęcie dla łatwiejszego zapamiętania:


2. Konie ciepłokrwiste (półkrwi). Wiele książek o konach nie podaje takiego typu, uważając wszystkie konie szlachetne za gorącokrwiste. Jednak istnieje też taki typ konia. Należy do niego większość dzisiejszych rumaków. Jest to coś pomiędzy gorącą-a zimną krwią.
- Konie takie mają zróżnicowaną budowę;
- Hodowano je do konkretnego celu;
- Są zróżnicowane wzrostem;
- Dziś wśród koni ciepłokrwistych są różne rasy: do skoków, zaprzęgowe, westernowe.
Przykładem koni ciepłokrwistych są: koń wielkopolski, Apaloosa, koń holsztyński, traken. Foto:


3. Konie zimnokrwiste. Zostały stworzone do pracy na roli lub ciągnięcia wozów. Odznaczają się spokojnym charakterem (od tego nazwa typu) i łagodnością.
- Są masywne, zwykle mają krótkie nogi i potężny zad;
- Często na nogach występują szczotki pęcinowe;
- Zwykle są wysokie;
- Nadają się także pod siodło;
Przykładami koni zimnokrwistych są: Shire, polski koń zimnokrwisty, Clydesdale, perszeron. Fotka:


4. Kuce mogą być wszystkich powyższych typów (choć zimnokrwiste należą do rzadkości), charakteryują się specyficzną budową i niskim wzrostem.
- Mają krótkie nogi i dość dużą kłodę;
- Są silniejsze od koni (mogą nosić na grzbiecie dorosłego człowieka, mimo, że są małe)
- Są małe, bo mierzą często poniżej 140cm
- Mogą być wszechstronnie użytkowane;
- Żyją dłużej niż koń;
Przykładami kuców są: konik fiordzki, kuc islandzki, falabella.


------------------------------------------------------
Oczywiście wszystkie typy koni mają jedną temperature krwi (ok. 38 stopni), nazwy typów pochodzą od charakteru wierzchowców.

Koleżanka była na wsi spadła z konia i wypał jej dysk,Leży teraz na Arkońskiej i bidulka wyje.A swoją droga to dziwię się osobą które namiętnie spadają i jeżdżą dalej! Ja tam kocham moje prace manualne,pędzle, farby, i malowanki!Zastanawiam się teraz czy do niej jechać, zimno dzisiaj jest a do Szczecina daleko!


Nie ja uważam że to nie jej wina tylko durnego właściciela konia, instruktora, który powinien znać swego konia, wiec nie sadza się na konia osoby zielonej, gdzie wiadomo że koń jest narowisty, to powinien wiedzieć ten właściciel to i tak jest szczęście ze nic gorszego jej się nie stało, a po tym zajściu osobiście bym powiadomił odpowiednie organa do kontroli, ta biedna dziewczyna mogła się zabić i co wtedy?? Trzeba zapobiegać takim zdążenia bo następnym razem ktoś sobie skręci kark!!! Taki koń powinien mieć odpowiednie kwalifikacje, wymogi, gdzie to Polski Związek Hodowców Koni je nadaje i ocenia konia, a dopiero później można mówić o jeździe, ale cóż takich pseudo hodowców jest pełno co by tylko bele chabetę posiadali i dawaj zarobek na niej – biedne konie. I taki uważa się za wielkiego …. Bo jakąś biedna chabetę wytrzasnął sam znam osobiście paru takich w okolicach Nowogardu gdzie kryją te klacze na potęgę nawet tygodnia jej nie dadzą odpocząć po porodzie, jeszcze źrebak doi klacz a w brzuchu już rośnie następny, to dopiero obciążenie dla konia, ale to nic jeszcze taka klacz się zaprzęga do bryczki i dawaj na pełnym gazie ją, ze ledwie nie padnie ze zmęczenia a o źrebaku w brzuchu już nie wspomnę (najgorsze ze to lokalny nowogardzki biznesmen), oczywiście właściciel ponosi odpowiedzialność za swego konia gdzie jeszcze osoby obce na niego wsadza – KATASTROFA NAPRAWDE, SKANDAL ze jeszcze tacy właściciele są co aby 20 zl zarobić Jedno co mogę wam powiedzieć ze w gminie Nowogard NIE MA DOBRYCH KONI gdzie by przeszli BONITACJE i wymogi przez Polski Związek Hodowców Koni, wszystkie są kryte na dziko, bez dokumentacji, bez zachowania czystości razy, nie patrzy się co to za ogier byle na stuknę, gdzie konia gorąco krwistego dopuszcza się do zimnokrwistego – to jest nie dopuszczalne, klacz przechodzi takie Bóle w czasie porodu ze może padać ze zmęczenia, na siłę się wyciąga zrębie z łona matki SKANDAL takich mamy właśnie hodowców także zanim usiądziecie na konia najpierw dowiedzcie się coś o nim.

"Jestem głosem tych, które nie mówią. Dzięki mnie będą mogły przemówić. Aż uszy głuchego świata usłyszą. O krzywdzie, jaka się dzieje słabszym, którzy nie znają słów. To ja jestem obrońcą mych braci! I będę za nich walczyć. I wymawiać słowa w imieniu zwierząt i ptaków. Aż świat naprawi ten stan rzeczy." Ella Wheeler Wilcox

WYPRACOWAŁ SOBIE...ŚMIERĆ?
"Spracowany Zimny miał się pożegnać z życiem wczoraj, dzisiaj jeszcze żyje....a jutro? No właśnie. Co będzie jutro? Zimny stoi i czeka. Jakby wiedział na co. Nerwowo ogląda się, podrywa wzrok, z pośpiechem łapie następne i następne źdźbła siana. Gdzie on się tak śpieszy? Ktoś na niego czeka? NIE! TO ŻYCIE MU UCIEKA....
A Zimny? A Zimny chce żyć. Jeszcze chwilkę, jeszcze trochę. Błagalnym wzrokiem prosi końskiego boga o chwilę spokoju, jeszcze jeden dzień życia. Czym sobie na to załużył? Na taki "prezent" od człowieka. Tym że przez całe swoje życie wiernie pracował? Z nadzieją w serduszku, że kiedyś nadejdzie ten lepszy dzień...
A Zimny marzył...marzył o tawie, o chwili wolności, odrobinie radości, promieniach kilku..."

Życie Zimnego warte jest 1800zł. Wspólnie z fundacją Stacyjka Maltusia pragniemy mu to życie podarować....

Zimny to stary, spracowany zimnokrwisty wałach, potulny jak baranek. Trafił do handlarza. Jego los od razu został przesądzony. Rzeź. Bo kto kupi starego konia? Od początku miał być tuczony aby dostać za niego więcej...niestety jest jeszcze chudszy. Stoi uwiązany na łańcuchu i się nie rusza. Kopyta ma tak długie jakby nigdy kowala nie widziały, kości można liczyć. Wystarczy odsłonić resztki sierści aby zobaczyć jak bardzo jest zawszony. Nie wspominając juz o zarobaczeniu. Rzeźnik miał po niego przyjechać już w sobotę....nie miał czasu. Ruszyliśmy do akcji i chcielibyśmy go wyprzedzić. Sam transport może być dla tego konia jego końcem....długa droga do Włoch, ciężarówką przepełnioną jego braćmi, tratującymi się w panice, niehumanitarne warunki przewozu. Podarujmy mu ten kawałek ziemi i trochę nieba. Pomóżmy. Nie stójmy obojętnie. Podarujmy mu nowe życie.

"Nigdy nie pozbawiaj nikogo nadziei, może to wszystko co mu pozostało" H.Jackson Brown, Jr.

Zimny ma jeszcze nadzieję...

Zwracamy się do Was z prośbą o pomoc w wykupie Zimnego. W tej sytuacji liczy się każdy grosz. Musimy wygrać z czasem i pokazać że potrafimy. Poszukujemy także osób chętnych do wolontariatu-nagłaśnianiu sprawy Zimnego na internecie, przeprowadzaniu zbiórek pieniężnych na jego wykup, osób chętnych do wystawienia aukcjii na allegro na rzecz Zimnego. Każda pomoc się przyda. Liczymy na Was koniarze! Nie zostawiajmy naszego brata w potrzebie.

Pieniążki prosimy wpłacać na konto fundacji Stacyjka Maltusia:
Z dopiskiem DLA ZIMNEGO

Kredyt Bank O/Legnica

96 1500 1504 1215 0003 4871 0000

nr konta dla wpłat z zagranicy:

PL 96 1500 1504 1215 0003 4871 0000 KRDBPLPW
STACYJKA MALTUSIA
LUDZIE KONIOM - KONIE LUDZIOM

Chętnych do pomocy prosimy o kontakt z fundacją (można znaleźć na stronie www. fundacji) lub do mnie-wolontariuszki na gg 9735159.

www.stacyjkamaltusia.ovh.org

[img][/img]

[img][/img]


01 - Kurier

Ledwo co zdążył przejaśnieć różowy blask wczesnego poranka, zapowiadając nadejście kolejnego upalnego dnia, lecz Maasqini al Shalan, cały obolały, dopiero teraz zsiadł z siodła swojego rumaka. Przeciągnął się zmęczony. Wiedział, że udało mu się zgubić pościg koło Damaszku, lecz wciąż się obawiał o własne życie. Pierwszego zabójcę spotkał jeszcze w Talbiye. Próbował go zgładzić w tłumie kupców na targu, lecz Maasqini od razu dostrzegł biały kaptur skrywający twarz. Od tamtej pory, a minęło już pięć długich dni, zmuszony był zmierzyć się aż z trzema asasynami. Był co prawda kapitanem Saladyna lecz nie miał szans z wyćwiczonym i doświadczonym mordercą. Poza tym, nie mógł narazić się na utratę ważnych dokumentów które miał dostarczyć swojemu dowódcy.

Mężczyzna odgonił od siebie nieprzyjemne myśli. Jego prześladowcy pewnie wciąż byli w Damaszku, zaś on i jego koń potrzebowali odpoczynku. W pobliżu znajdowała się maleńka wioska ludzi sprzyjających jego panu i wiedział, że znajdzie tam i pokój i siano dla swojego rumaka. Miejscowi skierowali go do największego, dwupiętrowego budynku. Nikt w nim na stałe nie mieszkał więc korzystali z niego wszyscy wędrowcy. Wiedząc, że nie ma wyjścia, Maasqini ukrył torbę w pustym dzbanie w stajni i wszedł do środka.
-Ach! W końcu jakieś towarzystwo. - powitał go zmęczony głos ciemnoskórego mężczyzny siedzącego pod ścianą na wypłowiałych poduszkach. - Byłbyś tak łaskaw podać mi kule? Bez nich ciężko mi się podnieść...
-O-oczywiście. - Kapitan podał siedzącemu dwie drewniane laski, na których ten, podpierając się, wstał i zmierzył al Shalana wzrokiem.
-Nawet nie wiesz się, jak się cieszę, że spotkałem kogoś tak łaskawego. - niezgrabnie przełożył laskę z jednej ręki do drugiej i wyciągnął rękę - Nazywam się Shaik.
-Maasqini. Sam tu rezydujesz?
-Nie, wczoraj przybyło tutaj trzech mężczyzn z bronią. - Mężczyznę przeszedł zimny dreszcz. - Ale zignorowali mnie i poszli od razu na górę.
-Czy?... Czy oni jeszcze tu są? - Shaik spojrzał badawczo na rozmówcę.
-Nie. Wyjechali dziś w nocy.
-Dziękuję. Mogę coś dla ciebie zrobić?
-Właściwie... to chciałbym się dostać na górę. - Kapitan uśmiechnął się i westchnął z ulgą.

Resztę dnia spędził w pokoju na górze. Był skromnie umeblowany, jeśli pojedyńczą szafkę można nazwać meblem. Kapitan już miał się położyć, gdy nagle usłyszał odgłos kroków na parterze. Myśl, że był to kolejny zabłąkany wędrowiec nie pomagała mu. To mogła być ta trójka asasynów, która wróciła nie znajdując śladów. Kroki na schodach. "Idą po mnie!" pomyślał przerażony. Nie miał wyjścia, musiał uciekać przez okno. Klamka zaczęła drgać, naciskali ramieniem na drzwi! Maasqini otworzył okno i skoczył w ciemność dokładnie w chwili w której puścił zamek. Źle obliczył wysokość i upadł na ziemię krzywo. Nagle poczuł rwący ból w stopie. Przed oczyma zafalowały mu krwiste plamy. Bojąc się, by nie stracić przytomności, zaczął kuśtykać w stronę stajni przytrzymując się ściany. Gdyby tylko udało mu się dotrzeć do stajni. Na dziedzińcu nie było nikogo. "To dobry znak" wymamrotał do siebie i zabrał meldunek. Już miał wsiąść na konia, gdy nagle usłyszał za sobą jakiś szmer. Dobył miecza i błyskawicznie odwrócił się. Pod ścianą, opierając się o kule, stał Shaik. Gdy al Shalan opuścił ostrze, ten zbliżył się, uśmiechając.
-Teraz to ty potrzebujesz pomocy, co? - Zanim Maasqini zdążył odpowiedzieć, dostał drewnianą laską w twarz i stracił przytomność.

Kapitan ocknął się. Wciąż leżał w stajni, związany sznurem. Nad nim stał Shaik, pewnie stojąc bez kul, czytając raport dla Saladyna.
-Nasz przyjaciel się obudził... Bez kaptura nie tak łatwo mnie rozpoznać, co? - Leżący mężczyzna przypomniał sobie rysy twarzy asasyna z Talbiye. To były rysami Shaika!
-Gdybyś miał przy naszym pierwszym spotkaniu dokumenty, uszczędziłbym ci tego. - Maasqini obserwował powoli zbliżające się ostrze...

Różowy blask poranka zapowiadał kolejny upalny dzień.
/////
Troszku ponad 500 słów ._. Indżoj.

przytaczam relację jednego z wysłanników UEFA z naszego sparu (nie wszsyscy mają możliwość czytania forum naszego kochanego Nb), państwo pozwolą, że nie skomentuję :

NRr vs Nb [4:2]

przez vib wczoraj, o 23:08
Pierwszy sparing naszego zespołu zakończył się porażką z wyżej postawionymi kolegami z zaprzyjaźnionego NRr.
Wynik spotkania to 4:2 na korzyść drużyny, którą reprezentowali: Parter aka Piotruś, Jemek, Dedal oraz gościnnie Zuzia i Dorzeszek.
Czoła stawili im: Devil, Utopjec zwany Jackiem aka Czyste Zuo, Gilbert aka Żilbert, Assamoa oraz vib aka bONk.

Spotkanie oscylowało w wiele wspaniałych momentów, wysokich wzlotów i stricte bolesnych upadków.
Na przeciwko siebie stanęły dwie zaprzyjaźnione drużyny, jakby rzekł to spiker spotkań bokserskich:
"W czerwonym narożniku, drużyna reprezentująca krwiste stekowe mięso... NoBa... NoBaaaaaaaaaaaaaaaa!
W niebieskim narożniku, ważący 45 ton zawodnicy reprezentujący mroźną, zimną... bryzę póóóółnocyyyyy, brawa dla Nadeooo-Reeelax RAAAAACING!"
Chciałbym serdecznie podziękować tym, którzy się zjawili i walczyli do upadłego.
Poniżej przedstawiam charakterystykę zawodników dzisiejszego spotkania:
Zacznijmy od drużyny zwycięzców, czyli Nadeo Relax Racing:
- Parter aka Piotruś - walczył do upadłego, zdarł swój bieżnik i z należytym zgrzytem silnika przedarł się przez fałdy asfaltu prowadząc swój zespół do zwycięstwa
- Dedal - przed spotkaniem zapowiadał się mitologiczny upadek zapłakanego ojca, ale ku naszemu zdziwieniu grecki mistrz motoryzacji fantastycznej zbudował wehikuł oparty o wydech z odbytu minotaura i odstawił nas o niezły kawałek!
- Jemek - bliżej nieznany, nieokiełznany jeździec bez głowy, który swoją ambitnością i determinacją doprowadził naszego kolegę Devila do zawału serca, nie martwcie się - nic mu nie jest!
- Zuzia - kobieta-demon jak nazwałby ją wyznawca kultu voodoo. Prawdopodobnie najseksowniejsza zawodniczka dzisiejszego wyścigu zdobiła dzisiejszą rywalizację niczym wisienka mój tort urodzinowy
- Dorzeszek - admin psychopata, który za wszelką cenę chciał dziś zwyciężyć! Nie zapomniał jednak o dobrej zabawie i po kilku "głębszych" opuścił szeregi na rzecz CzarnegoWilka!
- BlackWolf - semper fidelis dzisiejszego spotkania, wyszedł z lasu, połknął zwierzynę i udał się na letarg!

Nie zapominajmy jednak o tych, którzy dzielnie stawili im czoła i zmusili do wyrżnięcia wszystkich potów ze swoich pach! Oto oni, drużyna Nb:
- Utopjec aka Wujek Samo Zuo - walczył obłędnie, bronił zwierzyny przed złym wilkiem, ale niestety... utopił się we własnym sukcesie i pomimo świetnej jazdy skończył w kostnicy z powodu bONka puszczonego przeze mnie lewą stroną boiska.
- Devil - diabolo pomidoro, dobry duch naszego zespołu. Zapłacił podatki od landbugów oraz zamienił opony zawodnikom przeciwnej drużyny na zimowe, jego bolid niestety został potraktowany z grubej rury przez okoliczne bandy!
- Assamoa - czarny koń dzisiejszych poczynań naszego zespołu. Pomimo tego, że na jednej z map kończył na bandzie over and over again przydał nam się na innych. Nieoceniony mózg i niezmierzony jego przewód pokarmowy i układ wydalniczy.
- Gilbert - pogodny duch naszego zespołu. Jeździł dobrze i równo na każdej z tras i porywczo reagował na niepowodzenia. Anioł Stróż zagubionych NRowych dusz!
- vib - pośmiał się, pojeździł i jest zadowolony z dzisiejszego dnia.

Hi Panowie.

TYLKO DLA OSÓB O MOCNYCH NERWACH!!!

pozwoliłam sobie przytoczyć dzisiejszą rozmowę z jedną z panienek, które tak bardzo walczą o dobry los naszych koni :?

Gosia (14:23)
to wszystko to walenie głowa o mur. Unia ma dawac dodatki za hodowle koni na mieso a my sie motamy
met (14:24)
wiesz, tego nie wyeliminujesz, bez sensu w ogole takie gadanie. mnie chodzi o warunki dla tych koni... warunki umierania...
Gosia (14:26)
tak ale czy jestesmy w stanie to zmienic? to napewno masz raceje
met (14:26)
a właśnie jesteśmy...
Gosia (14:27)
najlepszym przykladem tak jak wiele innych jest afera w rzeźni w rawiczu
met (14:27)
i jesteśmy w stanie wpłynąć jakoś tam na mentalność ludzi na wsiach
Gosia (14:27)
dla wielu ludzi kon to tylko kupa miesa , kltora słuzy do pracy a jak sie znudzi to na mieso i g....to kogos obchodzi co dalej najwazniejsza kasa. obserwujac naszych rolnikow to nie przypuszczam ze cos da sie zmienic to lezy w mentalnosci ludzi tak było od wieków
met (14:29)
to akurat takie jego prawo... ale ten, który go kupuje, nie ma prawa znęcać się nad zwierzakiem. jak ktoś sprzedaje konia sportowego, to nikt nie pyta, czy się nim znudził - a jak ktoś sprzedaje konia zimnokrwistego, to się robi z gościa sadystę. zastanów się, co mówisz
Gosia (14:30)
chyba sie nie rozumiemy
met (14:31)
narzekacie równo na rolników... a sportowcy robią to samo - kontuzja, więc na rzeź
Gosia (14:31)
nie ma znaczenia czy kon jest zimno czy goraca krwisty to jest zywe stworzenie zarowno jeden jak i drugi. no wlasnie
met (14:32)
ale ja słyszę non stop 'rolnik, rolnik, rolnik'
Gosia (14:32)
ja nie klne na rolnikow tylko na ich i nie tylko ich sposob myslenia, nie
met (14:33)
wiesz... wg mnie można działać... i powoli do tego dojdę...
Gosia (14:33)
jeszcze gorzej jak ktos deklaruje swa milosc do koni a robi to samo co nieszczesny rolnik
met (14:33)
nie chcę robić nic bez głowy
Gosia (14:34)
tak to napewno racja. tylko ze tu głowa niewiele da bo o wszystkim decyduje kasa
met (14:35)
kasa kasą... można i za ludzkie warunki brać kasę
Gosia (14:36)
tylko ze nikomu na tym nie zalezy. bo komu ma zalezec ?hodowcy , sportowcowi ,czy rolnikowi?/
met (14:37)
nie przesadzaj... znam 2 handlarzy, którzy lepiej traktują konie niż ludzi
Gosia (14:37)
ale to sa wyjatki
met (14:37)
trzeci zmienił postępowanie, jak z nim pogadałam kilka razy, pokazałam mu korzyści płynące z dobrze utrzymanych koni
Gosia (14:40)
sa hodowcy , hndlarze ktorzy dopoki konie sa u nich to o nie dbaja bo wiedza ze zadbany kon to zdrowy kon a za mieso zdrowego konia wiecej weźmie.
Ale w chwili gdy kon trafia do ciezarowki czy transportu to go juz to nie obchodzi co sie z nim dzieje w jakich warunkach jedzie .Czy przwoźnik po dradze swoja jazda i postepowaniem polamie mu jedna czy obie nogi, czy przy podnoszeniu go źgajac do niego pretem wybije mu jedno czy dwoje oczu
To sa niestey fakty
met (14:41)
ale co on ma na to poradzić? tego powinny inne organy pilnować, nie uważasz? jesteś niesprawiedliwa
Gosia (14:41)
Nie msze Ci chyba zreszta o tym opowiadac. zgoda ale nikomu na tym nie zalezy - kasa wyda kasa przyjmie. ta cala procedura jest chora. weterynarze na targach konskich przechodza obok okaleczonych koni obojetnie........ to jest normalne jezeli nie lekarze maja zadbac o ich dobro to kto? Na punktach przeladunkowych jest to samo bezprawie
met (14:45)
i tu się nie zgodzę - u nas jest targowisko i jest wet i wszystko gra. jak ktoś z zaniedbanym koniem przyjeżdża, to płaci mandat, nie jest wpuszczany na targ i zostaje wytknięty przez zgromadzonych
Gosia (14:45)
napewno?
met (14:45)
a targowisko do małych nie należy. na pewno, jestem na nim co miesiąc
Gosia (14:46)
jestes tam od poczatku do konca
met (14:46)
dziś też właśnie wróciłam. od rana do 13-14 - tak się kończy
Gosia (14:47)
to moze tam urzeduje wet, z powolania nie wiem. isprzedajacy nie bija koni gdy nie chca wejsc do auta ,traktuja je bardzo humanitarnie ?
met (14:49)
jak któryś zaczyna wrzeszczeć albo próbuje konia uderzyć, to wtedy zbiera się grupka osób, zaraz znajdzie się lonża i koń zostaje wprowadzony, a facet opierdzielony
Gosia (14:50)
to w jakims cudownym zakatku zyjesz , bo normoalnie to sprzedajacy jeszcze by tym tzw zielonym wtlukli. i potulnie kuli uszy i zgadza sie na wszystko - ten facet oczywiscie
met (14:51)
jasne, czasami nawet flaszkę musi wprowadzającym postawić - jeśli nie wierzy, że z koniem da się dogadać. a oni zieleni nie są... zwykli koniarze...
Gosia (14:51)
to jezeli jest tak dobrze to o co tu walczyc ////
met (14:52)
a zakątek też nie cudowny... bo wiele krzywdy w prywatnych stajniach koniom się dzieje... ale zimniaki raczej dobrze sobie żyją. żeby w innych miejscach było podobnie. poza tym chcę wejść niektórym 'hodowcom' do stajni. narobić im problemów. wyobraź sobie 1,5-roczne klacze zajeżdżone i zaźrebione
Gosia (14:53)
tzw pseudo hodowcom
met (14:53)
2-latki skaczą już 1,5 metra. tak jest. mamy tu 2 takich
Gosia (14:55)
to wszystko tez sprawa sporna. co prawda nie wiem jaki jest najlepszy wiek do pierwszorazowego zaźrebienia klaczy , moze to przesada zeby tak młodego konia juz tak obciazac
met (14:57)
a ja wiem, troszke sie orientuje w hodowli
Gosia (14:58)
a co do skokow to 1,5 m to niemalo ale moze zaczynały od małych wysokosci i uzyskane to jest droga treningu, cos nie przypuszczam zeby kon 1,5 roczny tak sobie skakal takie wysokosci chyba ze metoda paly i bata
met (15:00)
Gosia, czy Ty nigdy nie widziałaś konia 2-letniego
met (15:00)
toż to źrebak! kiedy miały trenować? zastanów się. czy Ty na pewno zajmujesz się KOŃMI
Gosia (15:00)
NIO
met (15:01)
a od jak dawna interesujesz się końmi? jeździsz? masz swoje?
Gosia (15:03)
NIE NIE MAM .A WIDZIALAM JUZ KONIE ROCZNE KTORE DOBRZE CHODZA POD SIODLEM I SA USPOSBIENIEM SPOKOJU I OPANOWANIA
met (15:05)
uważasz, że to ok? a Ty chciałabyś w wieku 9 lat mieć dzieciaka? toż to gwałt... a siodło? dziewczyno, jesteś niedoinformowana! przecież roczniak to powinien siedzieć na łące. wiesz co... Ty walczysz o prawa zwierząt? zastanów się, o czym mówisz, bo na razie same herezje wygadujesz!

CZY O TO WALCZYCIE??? O TO... ŻEBY ROCZNIAKI BYŁY ZAJEŻDŻANE??? DOKĄD ONE TRAFIĄ W WIEKU 6-8 LAT, JEŚLI NIE DO RZEŹNI???

21. "Odpisz cnotę na straty, gdy wejdziesz do mojej chaty"
Po drodze niewiele się do siebie odzywali. Tylko James dla rozluźnienia atmosfery zaczął opowiadać jakiś dowcip o Rusku, Niemcu i Polaku, ale po nieudanej puencie
- eee... zapomniałem...
zamilkł, włożył ręce do kieszeni i ze spuszczoną głową podążył za resztą.
W Wielkiej Sali nie znaleźli Petera, był za to Noise z pargaminem w ręce. Ledwo ich zobaczył, jego usta zaczęły się szybko otwierać i zamykać. Był za daleko, aby usłyszeli jego głos, ale wszyscy zrobili miny pod tytułem "mam już tego dośc".
- O Boże... zaczyna się - jęknęła cicho Viki i zamknęła oczy w nadziei, że kiedy je otworzy, to gej okaże się być tylko złym snem. Niestety po otworzeniu oczu Noise wydawał się tak samo prawdziwy jak zawsze.
- Oto marzenie dziewczęce: dostać się w dobre ręce! - wyczytał z pergaminu i z dumą wypisaną na każdym atomie ciała uśmiechnął się w bananowym stylu.
Kilkanaście dziewczyn z Gryffindoru i Revenclawu, które rozsiadły się dookoła Amerykanina zaczęło bić brawa. "Chester....litości"- pomyślała błagalnie Viki siadając koło niego. Wzrok wbiła gdzieś daleko przed siebie. Spróbowała zająć czymś swój umysł "przedwczoraj były naleśniki, wczoraj tosty, to dzisiaj pewnie dadzą jajecznicę ze skwarkami i jakimś zielskiem".
- Czuła żal doskonały, gdy się grzechy nie udały - mrugnął do niej Amerykanin i znacząco spojrzał na Remusa, który wydawał się być trochę skołowany.
- Jak ci w twarz zapieprzę!! - Syriusz spojrzał groźnie na poetę i warknął zupełnie jak pies. Potter kopnął go w kostkę.
- I co? Spodobało się Perełce? - spytała Srebrna nie zwracając uwagi na Blacka. Jego wybuch wściekłości diametrialne zmienił jej stosunek do Noise. Robiła mu na przekór.
- No! I to bardzo. A szczególnie to twoje... takie życiowe, ach... - wzruszył się Noise i aż oczy mu się zaświeciły, gdy spojrzał w kierunku stołu Slytherinu i dojrzał nikły uśmich błądzący na rozmarzonej twarzy Lucjusza.
- O czym wy gadacie? - zdziwił się Lupin siedzący trochę dalej od Łapy niż zwykle.
- A takie nasze tajemnice - mrugnęła do niego, na co Syriusz zareagował głośnym chrząknięciem.
- Spoko luz Blackuś. Już nie jesteśmy kurna razem. Zapomniało ci się? Przecież sam zerwałeś - uśmiechnęła się do niego jadowicie.
- Uuuuuuuuu - zabuczeli chłopcy oprócz Łapy.
- Spadajcie na bambus - czerwona jak burak Viki zainteresowała się tostami - o której zaczyna się ta pierniczona impreza we wspólnym? - umiejętnie zeszła na inny temat tracąc jednocześnie jaskrawy kolor z twarzy.
- O dziewiętnastej i trwa do białego rana! - James poczochrał się po głowie i uśmiechnął przymykając lekko oczy.
- Boże... co za siano. Jak by je widłami przerzucali - Srebrna dotknęła jego włosów (NA GŁOWIE), lekko sprężynowały - widzę, że używałeś bożonarodzeniowego żelu.
- Taaaa.... moje włosy stały się takie miękkie, one chłoną jak gąbka...
- Jestes taki kobiecy...
- Hehe wiem. - odparł i zaczął pochłaniać kolejne porcje jedzenia.
Po raz pierwszy, odkąd Viki pamięta, zjadła tak mało. Tylko jednego(!) suchego(!!) tosta.
- Dobrze się czujesz? Może w końcu żołądek skapitulował? - zaniepokojony Lupin dolał jej soku.
- Hmmm... chyba moja podświadomość wysyła sygnały do cholernego brzucha, żeby się przygotował na wieczorne zalewanie robaka. - głośno westchnęła i odruchowo spojrzała czy przypadkiem nie leci Pelagia.
- Się nawalimy, że ho ho! - Remus zaakcentował "ho ho" i wypił zdrowo z pucharu.
- Nie dbaj, panno, o opinię. Byleś zachowała linię. - wtrącił ni z tego ni z owego gej, któremu nadal asystował tłumek wielbicielek.
- Noise zrób coś dla mnie i pieprznij się mocno w głowę... - zaproponowała już lekko zdenerwowana Viki.
- Kiedy mnie naprawdę wena bierze...ach... - poetycko westchnął Amerykanin.
- Ta i pewnie ma na nazwisko Malfoy - mruknęła pod nosem i łyknęła soku.

Większość dnia się obijali. Czymś w miarę konstruktywnym zajęli się dopiero po trzech godzinach szwędania się po zamku. Na trzecim piętrze postanowili tak zaczarować ściany, aby mogły pluć na przechodniów. Noise jako zmuszony ochotnik, musiał wypróbować nową niespodziankę dla uczniów i nauczycieli. Niestety "plujka" nie zatopiła w nim weny twórczej. Ledwo doszedł do nich mokry i zdyszany, wygłosił:
- Lubię chodzić do tej szkoły. Gdzie belfruje amor goły! - cały uradowany własnym geniuszem, poleciał do wspólnego po pergamin, który tam po śniadaniu zostawił. Jeszcze raz doświadczył "plujki".
Zaskoczona Czwórka (bez Petera) stała chwilę w bezruchu i wyobrażała sobie Sevlakowa jako gołego anioła. Gdy się ocknęli spostrzegli, że czarując ściany zapędzili się w kozi róg i teraz sami musieli miedzy nimi przejść. Wszyscy równie mokrzy poszli wysuszyć ubrania do wieży Gryfonów. Syriusz próbował porozmawiać z Viki, ale ta szybko się od niego odsuwała.
Siedząc przed kominkiem w szlafrokach, opowiadali sobie dowcipy.
- Hej! A ten słyszeliście?? - James wstał tak, żeby go wszyscy widzieli - Co to jest zezolog? - spytał z szerokim uśmiechem. Dopiero, kiedy zaległa totalna cisza, odpowiedział - Zwierz z zezem!!
I zaczął się strasznie śmiać. Sam.
- I z czego się tak ryjesz? - spytał w końcy Syriusz, którego ta "nasiadówka" bardziej wkurzała, niż rozweselała. Miał zniesmaczoną minę i musiał mocno podkurczyć nogi, żeby "głodne jego ciała" nastolatki przestały patrzeć się na jego zgrabne nogi.
- Hahahhahahaha......... sam nie wiem - przyznał się James i z głupim uśmiechem usiadł z powrotem na swoje miejsce i już się nie odzywał.
Teraz Viki zaczęła się dziko śmiać.
- A ty z czego? - spytał ze zrezygnowaniem Peter, który dołączył do nich, jak mokrzy szli do wieży Gryfonów.
- Hahahahhaha zwierz z zezem! Dobre, kurde ,dobre!! - uderzała rękoma w kolana i nadal zanosiła się śmiechem.
- Wiesz... masz zapłon jak w trabancie... zaraz czy ty nie miałaś jaśniejszych włosów?* - spytał Noise, która jak to miał w zwyczaju pojawiał się niewiadomo skąd i strasznie denerwował tym ludzi.
Wszyscy przyjrzeli jej się dokładnie.
- Ja tam nic nie widzę. - odrzekł Potter i wyciągnął nogi bliżej kominka.
- Ja też nie... chociaż to może tak przez światło? - zaniepokoił się Peter. On zawsze niepokoił się czymkolwiek, co odbiegało od określonej normy.
- Eeee ja mam ciemniejsze włoski? Zaraz cholera przyjdę. - Viki czuła się dosyć nieswojo, gdy wszyscy zaczęli jej się przyglądać - "Jak na wystawie rasowych chomików, kurdesz molesz" - szybkim krokiem skierowała się do swojego dormitorium "Noise jako przyszły fryzjer damsko-męsko-nijaki ma "ten", no, zmysł fryzjerski...hmm" . Stanęła przed lustrem w łazience.
"O kurna faktycznie. Cimne siem robią... co jest?". Obejrzała sobie włosy raz jeszcze. Nieźle się przy tym powyginała. Nagle naszła ją myśl, że to może być w jakiś sposób związane z księgą, którą dostała od wuja. Taka luźna myśl... bardziej intuicja. Otworzyła kufer i wyjęła grube tomisko. "Tu musi coś, kurna mać, być!" - niecierpliwie położyła ją na łóżku.
Przebiegła palcami po okładce tomu. Teraz coś jej przypomniało z taką siłą, że aż walnęła się w czoło.
- JA *****!! ALE JESTEM GŁUPIA GĘŚ!
- Racja!! - dobiegł ją głos zza pleców.
- AAAAAAAAAAAA - wrzasnęła tak głośno, że z Lasu zerwały się ptaki - NOISE ....TY.... DUPKU!!! PUKAJ......chociaż czasem... - ostatnie słowa wydyszała zdjęta grozą nagłego pojawienia się chłopaka.
- Sorry. Co tam masz? - niewzruszony spojrzał jej przez ramię.
- Trzymaj! - rzuciła mu księgę a sama zaczęła gorączkowo szperać w kufrze.
- Czego tam tak sista szukasz? Wszystkie ciekawsze rzeczy już ci zwędziłem.
- Mhm. Tak! Mam! - krzyknęła uradowana i szybko się wyprostowała.
Wyciągnęła cieniutki srebrny łańcuszek, a na jego końcu zwisał mały, także srebrny listek.
- Ale jestem kurdesz głupia! Przecież to takie proste - ponownie uderzyła się dłonią w czoło. - słychać była pusty dźwięk.
- Właśnie debilu!... A o co chodzi? - zaciekawił się Noise.
- Dawaj księge. Dzięks. - gorączkowo zsunęła listek z łańcuszka i dopasowała go w miejsce brakującego na grzbiecie tomu. Nagle coś chrupnęło.
- Puściłaś bąka? - Noise nieznacznie się od niej odsunął.
Nie słuchała go i z fascynacją psa patrzącego w lustro, otworzyła księgę.
- Milczenie wyraża zgodę, wiesz? - zmartwił się chłopak i leciutko pociągnął nosem, spodziewając się fali smrodku.
- Przymknij się. Patrz!! - położyła księgę pomiędzy nimi i wskazała na pierwszą stronę.
Na kartkach zaczęły pojawiać się czarne literki. Najpierw były bardzo blade, ale zaraz po tym zrobiły się wyraźne.
- Eeee jak dla mnie to to jest dziwne... bo ja tu nic nie widzę - rzekł rzeczowo Amerykanin i pytająco przyglądał na Viki.
- Nic a nic?** - spojrzała na niego spode łba.
- Noo... nic - jeszcze raz sprawdził czy go oczy nie zawodzą.
- To spieprzaj na dół. Musze trochę poczytać. - wzięła księgę na kolana.
- Aloha! - krzyknął jej ze schodów i posłusznie zbiegł do wspólnego.
- Ta... - wymamrotała niby na pożegnanie.
Spojrzała na całkiem już wyraźne literki.

Loading....
Please wait
17%

- eee? - zdobyła sie na niewyraźne mruknięcie, ale pokornie poczekała na "100%".

Please select language
English
Deutsch

Polski


Lista nie miała końca. "Ojć kurna, zaczynam się bać". Przycisnęła palec koło napisu "Polski" i czekała.

It will take just a moment
Downloading language…

Czekała w napięciu minutę. Czekała drugą. Po dziesiątej miała ochotę wyrzucić księgę za okno. Wreszcie zaczęły pojawiać się napisy.

Proszę uzupełnić poziom atramentu...
Pomoc?
Dalej
Wróć do menu

- Co jest do jasnej....? - nadal lekko zszokowana, wzięła pełen kałamarz ze stolika nocnego i już nieco agresywnie wylała jego zawartość na kartkę. Ku jej zdumieniu granatowy płyn znikał zaraz po zetknięciu ze stroną.

Poziom uzupełniony. Proszę czekać...

- Wypieprze... normalnie wypierdzielę... - krzyknęła po kolejnych dziesięciu minutach czekania. Gdy jej wszelkie zapasy cierpliwości były dramatycznie na wyczerpaniu, na pierwszej stronie pojawił się napis:

Otwarcie zakończono sukcesem. Witamy w księdze bogini Bastet.

- Pasztet? - spytała niepewnie samą siebie.

BASTET ...

Księga się widocznie obruszyła.
- eee? - po chwili zdała sobie sprawę, ze rozmawia z książką. Gdyby nie znała Noise to to mogłoby ją zdziwić, ale po tym oryginale, którym okazał się być Amerykanin, nic nie jest już w stanie zaskoczyć Viki.

Wprowadź imię, nazwisko i kroplę krwi
Opcje
Dalej
Wyjdź

"Cholera jasna, niech to dunder świśnie!". Wzięła pióro i nabazgroliła"Wiktoria Czartoryska". Gorzej było z kroplą krwi. Strupki się już na ranach porobiły i Viki nie miała ochoty ich zrywać. Po minucie zdecydowała się na leciutkie ukłucie na palcu. Wzięła stary nóż wojskowy, który trzymała w nocnym stoliku i nacięła opuszek. Momentalnie pojawiła się kropelka krwi. Przycisnęła palec do karty księgi.

Skanowanie...
Zakończono 1%

- Dupa... - odparła zrezygnowana i zasnęła. Gdy obudziła się po godzinie...

Wykonano.
Właścicielka krwi jest potomkinią w prostej lini od Bastet.

- Znowu ten pasztet... - wymamrotała przecierając oczy wierzchem dłoni.

BASTET była egipcjanką. Jej niecodzienne magiczne zdolności pomogły jej w uzyskaniu tytułu "bogini". Umiała ona, bowiem czarować bez użycia różdżki, jak również była animagiem. Dzięki niej, koty zaczęły być czczone w starożytnym Egipcie. Podejrzewa się, iż Bastet pochodzi z rodu wywodzącego się z Grecji...

- Normalnie "Moda na sukces" odcinek 5648.

Przez wiele tysiącleci jej moce objawiały się najczęściej u dziewcząt pochodzących z jej rodu. Wiktoria Anna Czartoryska jest 843 kobietą poczynając od Bastet, która posiada magiczne zdolności drugiego stopnia.
Pomoc?

Przycisnęła palec na wyrazie "pomoc". Szybko pojawiła się mała tabelka. Musiała do niej wpisać to, o co chce zapytać. "Instrukcja obsługi księgi" - wpisała pospiesznie. Po chwili wiedziała już jak księga działa. Na pierwszej stronie można było "rozmawiać". Na pozostałych zaś były informacje o rodach i inne *****, czyli właściwie była to księga uniwersalna. Dla tych, którym chciało się wszystko czytać i dla tych, którzy byli za leniwi, żeby męczyć oczy i woleli po prostu zapytać. Viki należała do grupy...
- Te książka! Czemu mój brat miał te no takie zdolności jak Pasztet?

Matuesz Daniel Czartoryski był dopiero siódmym mężczyzną, który miał moc jak BASTET. Niestety nie nauczył się animagostwa zanim zmarł, a mógł sobie to przyswoić bardzo szybko. Oczywiste jest, że przemieniałby się w kota, tak jak wszyscy potomkowie bogini...

- A ja tak bardzo cholera chciałam być biszkoptowym labradorem, a tu zonk.

Żal jej było, kiedy chłopaki zawołały ją ze wspólnego, że czas na obiad. Włożyła księgę do kufra i porządnie go zapieczętowała. Zamyślona zeszła na dół. Po drodze na obiad, James opowiadał jeszcze jakieś kawały, na które Viki jak zawsze reagowała opóźnionym śmiechem. Podczas posiłku zjadła cały półmisek ze smażonymi rybami, fytkami i surówką. Wszyscy byli zadowoleni, że dziewczyna dużo je, bo gdy nie jadła, to ludzi zaczynała ogarniać panika, że coś jest nie tak.
- Nie chciałbym cię mieć na utrzymaniu Vik... za dużo kasy na jedzenie by szło - uśmiechnął się Lupin.
Syriusz nadal nabzdyczony dźgał widelcem swoją biedną rybę i sflaczałe frytki.
- Wiesz, co? Nie po to ta rybcia się poświęcała, żebyś jej teraz nie doceniał! - Noise próbował przerwać ciszę, która zalegała od dobrych pięciu minut.
Nagle do sali wleciała lotem zamaszysto-rozpaczliwym Pelagia.
- śiófcia? ćiu tyk płóźno? - Viki miała do granic napełniony otwór gębowy i widowiskowo prychała jedzeniem.
Sowa chcąc wylądować na środku stołu, wleciała na Noise, którego wzięła chyba za postawną belkę.
- Złaź ze mnie głupie, stare ptaszysko!! - krzyczał w niebogłosy i próbował strącic ptaka ze swojej nieskazitelnej i boskiej fryzury na żel.
- Hej, tylko nie stare! - żachnęła się Srebrna i wzięła na ręce Pelę.
Do nóżki miała przywiązany list, jednak Viki wcale na niego nie patrzyła.
- Peluś!! A Tobie co w oczko?? - sowa miała jedno oko bardzo zaczerwienione i widać było, ze ją boli. - Idę do skrzydła szpitalnego. - zdecydowała od razu.
- To ja też się przejdę - zaproponował szybko Remus.
- Nigdzie nie idziesz - Syriusz pociągnął wstającego już chłopaka za pelerynę.
- Owszem, on idzie Black - Viki podniosła wysoko głowę "Rany... wyglądam jak napuszony Malfoy..."

Pani Pomfrey "od ręki" zajęła się Pelagią.
- Ona jest ślepa na jedno oko i wdarła się infekcja....hmmm....może okład z wyciągu z teskrzewu...hmmm... - mruczała pod nosem.
- No to co pani zrobi? - spytała zdenerwowana Viki.
- Tak... zatrzymam infekcję, ale wzroku sowa nie odzyska. Przykro mi - westchnęła.
- Kur**
- Słucham? - przeraziła się staruszka.
- "KUR**" mówiłam - syknęła dziewczyna.
- Och, panno Czartoryska!! - pielęgniarka zakryła usta dłonią.
- To po włosku "zakręt"... - z pomocą nadciągnął Remus.
- A chyba, że tak. To w tym... jak wy to nazywacie - "slangu" uczniowskim? - kobieta trochę się uspokoiła.
- Tak, tak. To takie nowe modne powiedzonko - dodał szybko Lupin.
Jeszcze chwilę postali przy sówce, ale pielęgniarka wygoniła ich z pomieszczenia z obietnicą, że można będzie jutro odebrać sowę. Srebrna pogłaskała Pelę i obiecała, że wróci rano. Zwierzę totalnie ją olało. Dopiero na korytarzu Viki otworzyła kopertę, którą pani Pomfrey ściągnęła uprzednio z nóżki Pelagii. W środku był krótki list:

Twuj stanik jest taki piekny. Chciałbym Cie codziennie w nim oglądać. Pszepraszam za głębokie rany.

- OBRZYDLIWE!!! - Viki rzuciła list na ziemię, opluła i podpaliła zaklęciem. Otrząsnęła się z obrzydzenia.
- Co się stało? - zaniepokoił się Remus.
- Jakiś pieprzony maniak seksualny się na mnie uwziął, A do tego kurna ukradł mi ***** jeden, stanik!! Kosztował mnie majątek!! - dziewczyna była strasznie wściekła - i miał taki fajny sztuczny brylancik!! Aaaaaagrrr...
- Bleee... czemu nie powiedziałaś nam wcześniej?
- Że miał brylancik?
- Że cię goni jakiś zbol - Lupin w akcie rozpaczy przejechał ręką po twarzy.
- Bo was to nic nie obchodziło!! Myśleliście, że te rany to mi się robią ot tak sobie?? Bo co? Bo nie umyłam zębów dostałam karę Bożą? - całkiem wkurzona kopnęła zbroję stojącą po drodze na siódme piętro.
I tak, jak już kiedyś to miało miejsce, musiała przed nią uciekać. Lupin wolał pójść w jej ślady, kiedy zbroja wyciągnęła miecz. Gdy zziajani weszli do pokoju wspólnego zastali pozostałą trójkę i geja siedzących w fotelach naprzeciw kominka.
- Uuuu ale żeście baraszkowali. Viki, wymęczyłaś Lunusia, oj wymęczyłaś. Ledwo biedak chodzi - uśmiechnął się obleśnie James.
Syriusz przyjrzał jej się podejrzanie. Noise i Peter wybuchnęli nieopanowanym śmiechem. Podniosła ku Potterowi dłoń.
- Crucio czy Kadavra...ach taki szalony wybór. - pomyślała.
- Właśnie uciekaliśmy przed...ufff....zbroją, która nas ganiała z mieczem, bo ją kopnęłam, bo mi ukradli stanik z brylantem, ale przedtem Pela została piratem. - wyrzuciła z siebie jednym snem.
- Ta... a ja jestem mugolką - powiedział złośliwie Amerykanin.
- Niewiele ci cholera brakuje...
- Męska stałość - on był stały, tylko one się zmieniały - Noise rozsiadł się wygodniej i wlepił barani wzrok w płomienie.
- A co to ma do cholery znaczyć?? - Viki była trochę zbita z tropu.
- Była skromność wzorem, ale nigdy wieczorem - nie przerywał sobie - o łotrze stary, stary łotrze. Im młodsza się o ciebie otrze. Tym do niej robisz oczy słodsze. - tutaj spojrzał wymownie na Lupina, który ciągle stał.
- PRZECIEŻ JA JESTEM STARSZA!! - wrzasnęła Srebrna.
- Chyba straszna... - dodał półgębkiem Peter.
- ZRESZTĄ TO NIE MA NIC DO RZECZY. OPRZYTOMNIEJ DO JASNEJ CHOROBY!!!
- Mówiłaś coś? - spytał niewinnie Noise.
- Grrrrrrrrrrrrr a fakajta się stare dziady! Czy jestem z Was wszystkich najbardziej cnotliwa?? JESTEŚCIE OBLEŚNI!! Cholera! Cholera! Cholera!
- Szkoda, że nie rozumiemy po polsku, Vik. - odparł niewzruszony Syriusz.
- I BARDZO CH.. DOBRZE!! - wrzasnęła w ojczystym języku i poszła krokiem słoniowatym do swojej sypialni.
- Jaka nerwowa... pewnie za mało jej było jedzenia na obiad... - Potter był wdzięczny Bogu, że Srebrna już sobie poszła.

22. Hyppi Niu Jer! Hej...hyp...ho, hej ho!!......hyp.....

Wiktoria ledwo usiadła na swoim, dokładnie pościelonym i nakrytym narzutą, łóżku, a natłok myśli jakie teraz zaprzątały jej głowę, sprawiły, że poczuła się strasznie znużona. Można by powiedzieć, że "ją nieźle zamuliło". Mimowolnie przekręciła głowę w prawo i spojrzała na równiusieńko położoną poduszkę, która jakby emitowała z siebie jakieś senne promienie doskonale działające na umysł dziewczyny.
Normalnie, to uwaliłaby się na łóżku i wszystko wymościła na tylko sobie znany rozkład. Lecz tym razem z pokorą ściągnęła buty, sweter i spodnie. Jednak jakaś część Viki została taka sama jak kiedyś, bo zdjęte ubrania, z mniejszym impetem co prawda, acz wylądowały na podłodze koło łóżka Lily. Wsunęła się powoli pod miękką, chłodną narzutę, położyła głowę na, zdawało się dla niej, bardziej puszystej poduszce niż zwykle. Jeszcze tylko zdążyła lekko podkurczyć nogi i już zasnęła. Jednak to od czego chciała się uwolnić poprzez sen nie dawało jej spokoju. Potok jej myśli w rzeczywistości, zamienił się teraz w sny. Przed jej oczami migały, z prędkością światła, obrazy, na których na pierwszym planie gościł Syriusz. W jednej chwili był czuły i troskliwy. W drugiej z pewną siebie miną i lekceważącym spojrzeniem. To znowu był wesoły, szeroko uśmiechnięty i beztroski, a za chwilę zdenerwowany i oschły. Dziewczyna jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy, ale przy Blacku zaczynała dostawać lekkiej nerwicy. Jego humory ją wykańczały. Pomimo, że sama nie była doskonała i umiała większości ludzi grać na nerwach, to nie sprawiała wrażenia aroganckiej damulki. "Syriusz to bezczelna panienka" - nawiedziła ją myśl. Przez chwilę wydawało jej się, że to przecież niemożliwe, żeby Łapa był kobietą, ale sny mają to do tego, że w nich wszystko jest logiczną całością i długo nie zastanawiamy się nad nawet najgłupszymi myślami, tylko przyjmujemy je za prawdę ostateczną. Tak więc, do końca snu Viki była przekonana, że Syriusz ma sekret i tak naprawdę jest dziewczyną. Gdy w jej głowie miał się już rozegrać finał snu i definitywne sprawdzenie kobiecości Syriusza poprzez zajrzenie mu pod spódniczkę, coś zaczęło energicznie szarpać ją za ramię.
- Wstawaj kartoflu! - usłyszała jak przez ścianę.
- Jeszcze chwilkę, już momen... - wymamrotała - KARTOFLU?? - tym razem wkrzyknęła lekko osłabionym głosem.
- Wiedziałem, że podziała! - ucieszył się farbowany blondyn o śniadej cerze, który siedział na łóżku Lily i wpatrywał się roześmianymi oczyma w Viki - Ty tu śpisz, a my na ciebie we wspólnym czekamy! - Noise był wyraźnie pełen jakiejś życiodajnej energii. Viki nawiedziła jeszcze ostatnia senna myśl, że to Amerykanin wyssał z niej energię i przez to musiała pójść spać... ale Noise wampirem? Nie... to przeczyło jakimkolwiek prawom natury.
- A po bździągwę? - bąknęła na wiadomość, że na nią czekają.
- Nowy Rok! Des Neues Jahres meiner Liebe, czy cos w tym rodzaju... - podniósł się zostawiając na łóżku Lily dokładny odcisk swojego zgrabnego tyłka.
- Nie szwabuj. Zaraz zejdę. - wymamrotała i przecięgle ziewnęła - Hej poczekaj! - zawołała na chłopaka, który najwyraźniej zbierał się do wyjścia - W co mam się ubrać?? - zdała sobie sprawę, że nie ma żadnej noworocznej kreacji.
- Przyjdź goła. Zrobisz furorę. - uśmiechnął się w swoim luzackim stylu, który tak denerwował Viki.
- Ale ja, kurna, mówię poważnie! - chwyciła poduszkę i rzuciła nią w chłopaka.
- A ja nie?

(sceny drastyczne)

- No dobra, przekonałaś mnie. Ubierz się w najbardziej odjazdowe ciuchy, jakie posiadasz. - odparł wielce inteligentnie okolczykowany cudzoziemiec.
- Piżamę? - spytała ostrożnie.
- Jezu... pokaż kufer. - Noise przejechał ręką po twarzy.
Ociągając się wstała z łóżka.
- Tylko załóż na siebie jakiś szlafrok, bo jeżeli nie wiesz, to ci przypomnę, że jesteś w samej bieliźnie. - Viki już chciała walnąć go jakąś super ciężką rzeczą, ale Noise bez słowa, jak prawdziwy gentelman, odwrócił się do niej tyłem.
Zaskoczyła ja ta nagła zmiana w chłopaku, ale nic nie mówiąc zaczęła ubierać na siebie rzucone brutalnie na ziemię rzeczy.
Nie wiedziała, że Noise obserwował ją za pomocą małego lusterka.
Gdy skończyła, podeszła do niego i na nowo rozpoczęła urwaną uprzednio rozmowę.
- A po kiego?
- A po kiego co? - chłopak zdawał się zapomnieć, o czym wcześniej rozmawiali. Jego dziury w pamięci już coraz mniej dziwiły Srebrną.
- Czemu chcesz kurdesz mój kufer, hę? - dokończyła z lekkim zdenerwowaniem ujawniającym się miarowym kurczeniem się powieki.
- Chcę zobaczyć jakieś twoje rzeczy, żebyś jakoś wyglądała.....hmmm.....taaaa. - zaczął szybko przerzucać nieuporządkowane rzeczy w kufrze Viki - Dawaj te bojówki z prawej.
- To, to się nazywa "bojówki"? - poczuła się jakby po raz pierwszy wzięła do ręki swoje spodnie.
Noise z rozpaczy zakrył sobie twarz dłońmi i wydał wiele nieartykułowany dźwięk typu "uuuudzisasmarijan". W czasie, gdy Viki przyswajała myśl, że posiada bojówki, Noise trochę ochłoną i odparł już przez uśmiechu:
- Tak... To weź BOJÓWKI i może jakiś top... - machnął na nią niedbale ręką, jakby stracił wszelaką nadzieję.
- A co to top? - spojrzała na niego figlarnie. - No dobra, dobra żartowałam. - szybko odparła widząc nietęgą minę chłopaka. - Nie posiadam.
- A pokaż tę czarną bluzkę z długimi rękawami. No tą co leży koło tego czegoś.
- Uwielbiam twoją, kurna, precyzyjność, bazylu jeden. Masz - rzuciła w jego kierunku czarną, zmiętą bluzkę.
Noise przyjrzał się jej swoim "krawieckim" okiem.

SZARP

- Proszę. Masz tu top. - podał kawałek materiału oniemiałej dziewczynie.
- JASNA CHOLERA!! PRZECIEŻ TY MI ROZERWAŁEŚ BLUZKĘ!! - wybuchła po chwili zupełnej ciszy.
- No i masz top. O, a z rękawów można zrobić opaski. - uśmiechnął się szeroko.
- Pieprz się. - odparła z niesmakiem.
- Bardzo chętnie, ale tylko z...
- DARUJ!! - skrzyżowała przed sobą ręce, jakby broniąc się przed wizjami jakie zaraz mogły ją nawiedzić.
W czasie piętnastu minut szczotki i inne duperele wyciągnięte z szuflady Lily stworzyły na głowie Viki kilkadziesiąt warkoczyków. Srebrna ubrała się szybko i nawet nie zauważyła jak Noise bawił się księgą Bastet. Kiedy dziewczyna zrobiła sobie lekki makijaż, którego nawet Noise nie dostrzegł ("no bez przesady. Chciałam, żeby był kurna bardziej widoczny"), zeszli razem z schodów.
- brachol... ja wyglądam jak niedorobiona Helga. - szepnęła do geja, gdy już prawie weszli do pokoju wspólnego.
- Ho ho! Nie pochlebiaj tak sobie. Predyspozycji na modelkę nie masz...
Srebrna, która wbrew przezwisku nie miała teraz srebrnych włosów tylko jasne szarawe, od razu rzuciła się na piwo porozkładane na każdej wolnej przestrzeni pokoju wspólnego.
- Jak to leciało? "nie będę więcej pić tego świństwa??" - James, który nagle pojawił się obok niej, przyjacielsko poklepał ja po ramieniu.
- Nie klep mnie jak konia. A wtedy z tym zaprzestaniem kurdesz picia, to ja o wódzie mówiłam...
- A właśnie tam stoi. - wskazał kierunek za jej plecami
- Gdzie??!! - spojrzała szybko za siebie.
- Pffffff naiwna... - prychnął rozbawiony i rozmarzonym krokiem poszedł w stronę wkurzonej Lily.
Jak się później okazało, ktoś nałożył zaklęcie na schody prowadzące do jej dormitorium i żadna dziewczyna nie mogła tam wejść i się dostatecznie na Sylwestra wyszykować. Noise uwielbiał robić psikusy.
Viki, nie przerywając opróżniania drugiej butelki piwa, jeszcze chwilę patrzyła się za odchodzącym Jamesem.
- Głupi okularnik. Oby jego dzieci wyglądały lepiej niż on... - mruknęła pod nosem i ze szklanką wypełnioną do połowy piwem zaczęła bezcelowo gapić się w ścianę przed sobą.
- Cześć Vik.
- Jaki pieprzony Vik?! - odwróciła się na pięcie będąc święcie przekonaną, że Noise znowu chciał ją wkurzyć- Eeee znaczy cześć - poprawiła się szybko.
Obok niej usiadł Mike Smooz. Wyglądał dosyć "nonszalancko", oczywiście nie tak jak Syriusz (napastowany teraz przez rzesze fanek, którym kielichy wypadały już lekko z rąk). "Rany jakie one wrażliwe i delikatne" - pomyślała mimowolnie - "Na szczyńście meine żołądasek już się wyrobił". Pociągnęla spory łyk "z gwinta" i skupiła swoją uwagę na przystojnym Gryfonie.
- Jakie masz postanowienia noworoczne? - spytał Mike, ni z gruszki ni z pietruszki.
- Przestać pić - otworzyła następną butelkę. - A ty?
- Nie powiesz nikomu? - zmienił ton z wesołego na poważny.
- Nie ("Jasne, że powiem"), oczywiście, że nie. - chwyciła ją ciekawość.
- Bo wiesz, ty mieszkasz z Lily, nie? Czemu ona kocha się w Potterze? - ściszył głos tak bardzo, że Viki ledwo rozróżniała słowa.
- A bo ja ci wiem? Serce kobiety to labirynt itepe itede. Może leci na okulary? - ciekawość odpłynęła w siną dal. "Po kiego mi mówisz, jak ja jestem jednym z nich. Już nawet nie "jedną". Między nimi zatracam swoją osobowość, ot co!... kurdesz...".
- Czego ja nie mam, co on ma? - spytał już desperacko Mike. Jego wyraz twarzy był taki niewinny, że gdyby Viki nie zależało teraz bardziej na upiciu się, to zapewne zadurzyłaby się w nim po uszy, a nawet końcówkę swojego najdłuższego włosa.
"pfff... raczej powinno być, czego on nie ma, co ty masz!".
- może jest taki "odważny" znaczy lekkomyślny? - podała mu piwo. Nie wziął.
- Ale przystojniejszy chyba ja jestem, nie? - ujawnił się w nim już zupełny desperata.
"A myślałeś, że co?!"
- Zostawię to bez komentarza.
- A mogłabyś szepnąć Lily dobre słówko o mnie? - spytał z nadzieją.
- Mogę.....ale to będzie kosztować. - dodała po krótkim namyśle.
- Hmm...ile? - spytał ostrożnie marszcząc przy tym czoło.
- Prezent na urodziny. Poniżej... dobra, dla ciebie kurna promocja... poniżej dwóch galeonów nie przyjmuję. - powiedziawszy to w jej głowie zaświtał pomysł na zbiciu fortuny na niespełnionych miłościach innych ludzi.
Jej pełne korupcji rozmyślania przerwał głos Mike'a:
- Hehe....ok. To pa! I szczęśliwego nowego...
- SIORB. Tobie też! - skończyła pić czwarte piwo.
Po paru chwilach zrobiło jej się rozkosznie ciepło. Zmrużyła oczy, a na jej ustach błąkał się sympatyczny uśmiech. Wszystkie problemy odleciały. Została tylko ona i przyjemna pustka w głowie.
- Vikiiiii wracaj na Ziemię - Remus potrząsnął ją za ramiona. - Ledwo dwudziesta za pasem, a ty już pijana? - zaczął się śmiać.
- Remi? Ale co ty tu robisz? - spytała inteligentnie zapominając, że Lunatyk też jest Gryfonem.
- Oj dziewczyno, dziewczyno. A stwarzałaś pozory takiej ułożonej kobiety - powiedział ironicznie.
- Co tam pozory... wiesz... napiłabym się wódeczki. Tak maluteńko... maluśko - powiedziała kuszącym głosem - mógłbyś mi trochę przynieść? - była w tym momencie za leniwa, żeby zwlec swój tyłek z fotela, na którym, niewiadomo kiedy, się rozwaliła
- Nie. - uciął sucho Lupin wprawiając tym Viki w stan głębokiego zdziwienia zaprawionego strachem, że wódki już zabrakło.
- Co nie? Wódkiiiii!! - krzyknęła, ale jakoś tak bardziej desperacko.
- Nie.
Kolejne odrzucenie "prośby", Viki przyjęła jako przejaw choroby psychicznej Remusa.
- Nie będziesz pić wódki. - w końcu chłopak rozwinął swoją myśl.
- Hę? Czyżby cię nieszczęśliwie pogięło? Przecież dzisiaj jest Sylwester... kurde no.
- A kto tak niby mówi? - dziewczyna wydęła lekko usta.
- Ja.
- Ale ja zazwyczaj cię cieciu nie słucham. Wódkiii!! Usycham! - zrobiła teatralną minę a'la zbity aktor.
- Przestań zawodzić. Nie będziesz pić i już. - uciął jej rozpaczanie.
- A-a-ale czeemuu - udała płacz.
- Bo to niezdrowe...
- Powiedział wilczek godzinę przed odlotem. - powiedziała głośno i wyzywająco spojrzała mu w oczy
- Ciiiiiszej. I nie rób takiego zeza - syknął.
- Nie sykaj mi tu i dawaj wódkę. - usiadła prosto na fotelu.
- Nie będziesz pić niczego mocniejszego od piwa. - Remus skrzyżował ręce na piersiach (swoich!).
- Nie troszcz się kurna o mnie. - odpowiedziała już nieźle wkurzona.
- Nie mów ciągle "nie".
- Nie rozkazuj i daj mi wó...
- Nie będziesz pić! Wątroba ci wysiądzie!
- Dopiero za dwadzieścia lat. Gdzie ta wóda? - gardziła teraz piwem. Chciała go zdenerwować. - Polak nie kaktus, pić musi.
- A nie będziesz pić, jak ja też nie będę? - zapytał i zrobił sprytną minę.
- Gdzie ta pie... oooooo proszę jaka odmiana. Dobra! Nie będę pić kurna wódy jak ty dzisiaj ŻADNEGO alkoholu nie wypijesz!
- Nawet piwka mi nie podarujesz?? Litości! Dzisiaj nowy rok! - role jakby się trochę odwróciły.
- To mój warunek i basta! Jak cię gdzieś z napojem choćby zbliżonym do piwa znajdę, to się uchleję wódą jak Sevlakow, wejdę za szafę i mnie w ***** nigdy nie wyciągniecie!! - zaczęła się śmiać. Dzięki jej planowi, Lupin jako jedyny będzie trzeźwy i będzie można z nim pogadać.
- No dobra... - westchnął Remus i tęsknie spojrzał na stoły zastawione butelkami. W niektórych zostało jeszcze większość pierwotnej zawartości.
- Ach. A to wszystko dla mojego dobra... - poklepała go po plecach i "odpłynęła" w stronę Noise. Rzesze mocno już podpitych fanek dosłownie rzucały się na niego. Bilans "rzucania" dwa uszkodzone stoły i kilka przewróconych foteli.
- Aby kobiety gubić, trzeba kobiety lubić...
Roześmiane od ucha do ucha dziewczyny nie pojęły chyba sensu jego rymnięcia i dalej go napastowały. Biedny musiał uciec na trzeci stopień schodów prowadzących do sypialni chłopców. Tam pijane nastolatki nie mogły go dopaść, bo zatrzymywała je niewidzialna ściana. Viki przyglądała się tej scenie ze śmiechem. Amerykanin poczekał cierpliwie jak dziewczęta dadzą sobie spokój i zmienią obiekt zainteresowania na piwo, tudzież mocniejsze trunki. Dopiero wtedy pozwolił sobie zejść ze schodów.
- Wiesz za co cię lubię siora? - spytał zmęczonym głosem.
- Mhm?
- Że ni chodzisz "stadem" jak te tu... rany jakie napalone. Ich postanowieniem noworocznym numer jeden to mnie zaliczyć. Jedna powiedziała mi to wprost.
- A mnie nikt tak kurczę nie powiedział - zmartwiła się Viki.
- Bo nikt cię nie chce - podsumował chłopak i nie zważając na śmiercionośne spojrzenie dziewczyny kontynuował dalej - Kto by chciał taką paskudną holeryczkę?
[brzydkie słowo].
- Nie jestem holeryczką! - syknęła w międzyczasie szczypiąc Noise.
- Ale jesteś za to paskudn...AU - krzyknął chłopak i odwdzięczył się dziewczynie pięknym za nadobne.
W rezultacie każde z nich miało całe czerwone ręce. Gdy się uspokoili, to wypędziwszy paru pijanych smarkaczy usiedli na wygrzanych fotelach.
- A jak tam z Twoim? Nie idziesz do niego?
- Mówisz o Perełce? Idę, idę, ale samemu głupio. Może ty pójdziesz i udamy, że ja się ino podłączyłem?
- Kurde, ale z ciebie krętacz. I co? Wyjdzie, że to niby ja do niego szłam? Kurna, a po co niby miałabym tam iść? Po odżywkę do włosów?!
- Przydałaby ci się... AU!
- Może pójdę złożyć życzenia Sevovi, ale kto w tym czasie będzie pilnował Remusa? - odczepiła się od jego ręki zostawiając na niej kilka nowych śladów szczypania.
- Bo co? - spytał prawie mając łzy w oczach i rozcierając uszczypnięte miejsca.
Opowiedziała mu historię z Lupinem.
- Możemy kazać Syriuszowi. - rzekł, jak nigdy rzeczowo gej.
- On go będzie aż "nadto" pilnował.
- Myślisz, że nie pozwoli mu oddychać?
- Coś w tym stylu.
- No to bieremy Remcia z namy chłopokomy!! - zawołał i uznał problem niańczenia Remusa za zakończony.
- Ach, jesteśmy tacy męscy! - przełożyła mu ramię przez barki.
Po długiej próbie namówienia Lupina na pójście do Ślizgonów, wreszcie cała trójka wyszła z przesiąkniętego zapachem piwska pokoju.

Na korytarzach było pusto. Większość uczniów była albo zbyt pijana, żeby wyczołgać się z pokojów, albo właśnie się do takiego stanu doprowadzała. Szli dosyć długo, bo Irytek zaczął ich nękać, rzucając im pod stopy mnóstwo skórek od bananów i jakieś inne rzeczy, które nie wzbudzały zaufania. Viki wyszła bez większych obrażeń, ale kiedy poltergeist wyciągnął łajnobomby wszyscy, wszystko jedno czy po bananach czy nie, równo uciekali.
Remus jeszcze nigdy nie był w pokoju wspólnym Slytherinu. Właściwie, to bardzo chciał poczekać przed lustrem, ale Srebrna wypowiedziała hasło i na spółkę z Noise zaciągnęła go do pokoju. Smród czystej zwalił Srebrną z nóg. Lupina także. Amerykanin krzyknął tylko "Nareszcie jak w domu!" i pobiegł w bliżej nieokreślonym kierunku lecz, jak koszmarny sen, zaraz powrócił. Głośna muzyka zagłuszała większość rozmów. Remus musiał krzyczeć do dziewczyny, aby ta cokolwiek zrozumiała.
- Rany Viki.... daj mi się napić chociaż jednego. Patrz ile tego tu mają...
- Dobr...znaczy nie!! Cholera, obiecałeś! Chcesz mnie zza szafy wyciągać? No chcesz?!
- Nie, bo i tak się zaklinujesz.
Noise odciągnął Frustrację od biednego Gryfona. Dopiero teraz bliżej stojący Ślizgoni zdali sobie sprawę, że "nawiedzili" ich intruzi.
- Ksym wy jezdeście? - wybulgotał jakiś postawny piątoklasista.
"Wszyscy zalani w trzy dupy..." - westchnęła w myślach Viki żegnając się z wizją składania sobie życzeń ze Snape'm.
- Jesteśmy przerośnięte alkomaty... - odparowała Srebrna z wyrazem obrzydzenia na twarzy.
- Rany!! Ludccie!!!Kyntrooooolaaaaaa!! Chowyc wyno dy piffnycy!!!
W pokoju wybuchł popłoch. Większość uczniów rozbiegła się po dormitoriach. Na środku pozostało kilku delikwentów leżących pod stołami, oraz Snape siedzący trzeźwo na jednym z nielicznym nie poprzewracanych foteli. Malfoy był jednym z okupujących powierzchnię podstolną. Kotek Nemo dosłownie wkręcał się w butelki po piwie, żeby wylizać choć kropelkę. Widocznie przejął złe nawyki Ślizgonów. Noise szybko podszedł do Lucjusza, wyciągnął go spod mebla i pomógł usiąść na fotelu.
- Witaj Viki. Cóż cię sprowadza? - wyraźnie krzyknął Sev. Muzyka ciągle grała, więc było dosyć trudno się porozumieć.
- Szczęśli.....SZCZĘŚLIWEGO NO...NOWEGO ROOOOKUUU!!! - wrzasnęła.
Remus wypowiedział jakąś formułkę i muzyka ścichła.
- DZIĘKI...ekhem, dziękuję. Słuchaj Sev. No normalnie wszystkiego tego i tamtego. Żebyś fajową miał dziewczynę, mnóstwo dzieci....eeee...dużo składników do eliksirów i w ogóle naj naj w nowym roczku. - uśmiechnęła się jednocześnie wstydząc się trochę, że nie wymyśliła nic oryginalniejszego.
- Mhm. Ja tobie tego samego - odwzajemnił krzywy uśmiech
- Smarek trochę wyobraźni.... - westchnął Remus, który najwyraźniej wolałby stąd szybko wyjść.
Gdy jednak zobaczył srebrnego węża na ścianie z czerwonymi oczkami, podszedł do niego i próbował wyjąć kamyki.
- Pokrewne dusze? - spytał Snape z kamienną twarzą.
- Tak jakby. No Sevi życz mi. - ponagliła go czerwienią się na twarzy przypomniawszy sobie historię z wężem - Edziem.
- Życzę ci fajnego chłopaka, lub dziewczyny. Wedle upodobania. Dobrych ocen i żebyś już się z tymi debilami nie włóczyła - pokazał głową na Lunatyka.
Noise tymczasem miał dużo radości, gdy Malfoy wydał z siebie jakiś bliżej nieokreślony dźwięk.
- Żyje!
- Jaka szkoda... - wymamrotała Viki i Snape.
"Rany, cholera, trzeba znaleźć gejom jakiś porządny schowek..."
- Może się przejdziemy? Luckowi dobrze to zrobi, kurde nie? - odciągnęła Remusa od węża tłumacząc, że oczka to nie rubiny a szkiełka.
- Tylko debil by się na to nabrał Lunuś - Sev zareagował atakiem kaszlu na wypowiedź dziewczyny.
- No chłopaki i Noise! Chodźcie się przejść!
- A py kego? - wybulgotał Malfoy i głośno czknął.
Dla Noise była to widocznie cudowna muzyka, bo zrobił rozanielone oczy.
- Żeby ci było lepiej! Patrz się do cholery poświęcam! Idziemy! Snape weź Nemo.
Po chwili wszyscy wyszli z zasmrodzonego pomieszczenia. Świeży powiew sprawił, że Malfoy trochę się ocudził.
- Gdsie ja sesteem? Czyster? - spojrzał nieprzytomnie na Noise.
- Jestem tu. Jestem. Będzie ok.
- A gdzie babcia? - wytrzeszczył oczy na geja i szeroko otworzył usta - O Boże, ona.... nie żyje!!
Viki próbowała jak tylko mogła tak zagadać Severusa i Remusa, aby ci nie zauważyli, że geje to geje. Usłyszała za sobą cmokanie. Widocznie chłopaki nie chciały czekać za wygodną komórką na miotły.
- AAAAAAA - krzyknęła, kiedy Snape już chciał się odwrócić do Malfoya.
- Viki! Co się stało? Znowu coś widziałaś?
- Nie jakoś tak chciało mi się kurde krzyknąć...hehe. Wiecie idźcie przodem, porozmawiajcie sobie, bo ja muszę zamienić słówko z tymi cholerami.
Poszli bez słowa.
- Czy ty debilu jeden i drugi moglibyście jakieś pozory zachować?!! Won mi do kibla!! Ches, odprowadź potem Blondiego do pokoju, bo sam dupek nie trafi. Spotka was kiedyś kara Boska!
Viki odeszła szybko w stronę oddalającego się Lupina i Seva.
- Cara Bosca? Czo to? - spytał Lucjusz.
- Chyba jakaś włoska aktorka... - obojętnie odpowiedział Noise wpatrzony w Malfoya, jak w obrazek.

Chłopaki szli w milczeniu obok siebie. Srebrna szybko ich dogoniła. Ze Snape'm życzyła sobie jeszcze raz wszystkiego najlepszego i razem z Remusem wróciła do pokoju wspólnego Gryfonów. Było już mocno po dziesiątej. Zabawa rozkręciła się na dobre. Było słychać głośne śpiewy, które zagłuszały tylko trochę mniej głośną muzykę. "Kakofonia doskonała...". Około godziny siedzieli razem, popijając lemoniadę (na co inni reagowali śmiechem) i gadając. Naprawdę dobrze Viki się z nim rozmawiało. Okazał się być mniej pewnym siebie (a dziewczynie wydawało się do tej pory inaczej), bardziej inteligentny i lepszym słuchaczem od Syriusza. Pożarli się tylko o politykę, lecz zaraz skończyli, kiedy zdali sobie sprawę, że do północy zostało tylko dziesięć minut. Srebrna poleciała składać życzenia Lily, innym koleżankom z dormitorium i pozostałym Huncwotom. Kiedy podeszła do Blacka, ten właśnie próbował złapać równowagę i oparł się plecami o ścianę.
- Szczęśliwego nowego roku debilu. Ech i tak pewnie kurde zapomnisz... pijusie.
Już chciała odejść, ale ten złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie.
- Chciałbym, żeby było jak dawniej... - jego mętnawy wzrok nie był już taki pociągający jak zwykle.
- To brzmi jak z taniego harlequina! A jak kurczę chcesz, żeby było jak kiedyś, to nie bądź taki chorobliwie zazdrosny! I przestań pić do jasnej cholery! - sam jego widok napawał Viki gniewem.
- Kiedy ja piję przez ciebie...
- To pij wodę, będzie zdrowiej... puść mnie, jeszcze nie złożyłam życzeń Remusowi.
- To teraz jesteś z nim? Z kwiatka na kwiatek, co? - wydawał się trzeźwieć z minuty na minutę.
- Jeśli chcesz być kwiatkiem... widzisz znowu zazdrość. Oducz się tego, to kurna zobaczymy.
- Dla ciebie przepłynę wpław Atlantyk - rzekł ni z tego ni z owego.
- Ta? A na czym? - odparła inteligentnie Viki.
Nie odpowiedział jej. Puścił ją, życzył udanego roku i chwiejnym krokiem podszedł do Jamesa. Viki zauważyła Lupina rozmawiającego z Noise, który przed chwilą wrócił. Ten ostatni rozmamłany i szczęśliwy z wypiekami na twarzy wypijał kolejne piwo, na które Remus patrzył z utęsknieniem.
- Za minutę północ!! - krzyczały w miarę trzeźwe jednostki do tych, którzy ledwo kontaktowali.
Srebrna Dopchała się do nich w tempie ekspresowym.
- Noisiik!! - rzuciła mu się na szyję.
- Kobieto!! Noise!! To po kambodżańsku i szę ne odmienia do wszczekłej chołoby!
Viki nie zwróciła uwagi na jego wybuch gniewu.
- Życzę ci wszystkiego kurna naaaaaaaajlepszego, żeby ci się udawało z ... Miłością Twojego Życia i żeby spełniły się wszystkie twoje cholernie głupie marzenia!!
- A ja ci zyce, zebys byla scensliwa tak po płostu. I zeby wsystko z Syriusem se uloszyło itepe. - przytulił ją mocno. - no co mne tyk pykasz paluchomy?
- Dysssys smsffie pfyfanie...
- Czo? - poluźnił ucisk.
- Dusisz mnie pacanie! - wyrwała mu się i głęboko odetchnęła.
Odwróciła się do Remusa.
- Dużo: kasy, lasek, dobrych ocen, udanych dowcipów, perfum.... - wypowiedziała jednym tchem - i żebyśmy się więcej o kurde polityce nie kłócili, chociaż według mnie republikanie to....
Nie dokończyła. Lupin objął ją w pasie i pocałował. Viki była w lekkim szoku ("eeeee.....eeeeee"). Mózg jej stanął.
- 10....9....8....7.....6.....5....4.....3.....2....1.......SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!!!
Wszyscy w miarę trzeźwi wrzeszczeli w pokoju. Jednak Srebrna wcale się tym nie przejęła. Teraz i ona objęła Remusa. Dopiero po dłuższej chwili odsunęli się od siebie.
- Aleś się zaczerwieniła - zaśmiał się.
- A ty to niby nie buraku? - patrzyła centralnie na podłogę. Wstydziła się trochę... tak przy ludziach i Noise.
Amerykanin podskoczył do nich i wyściskał każdego z osobna.
- Zmenam zycena Viki! Zebys byla scynsliwa z Lupciem!!
Rozejrzała się po pokoju. Na schodach prowadzących do sypialni chłopaków stał Black i wpatrywał się w nią "bezbarwnym" wzrokiem. "Jezu... co jeszcze mi się dzisiaj cholera przytrafi?!?! Że on też się zawsze do udupionej dupy napatoczy". Odwróciła wzrok.
- Nie przejmuj się. Pogadamy z nim, to wszystko się wyjaśni... - Remus złapał ją w talii i przyciągnął do siebie.
"tru tu tu "Biały welon dla geja" odc. 1979 "Fernandez zabija zdradzającą go żonę - Luciję i swojego bliskiego przyjaciela - Mondeza"... jakie cholernie życiowe. Chyba zacznę pisać scenariusze...".
- Może skuma, może nie.
Całą noc przesiedziała w wolno pustoszejącym pokoju wspólnym. Czuła się dziwnie. Czegoś jej brakowało... dopiero o piątej nad ranem zrozumiała, co ją tak od początku roku męczyło. Całe te "uczuciowe zawirowania" stały się teraz prostą ścieżką "Głupia bóbr ze mnie...". Cmoknęła Remusa w policzek 'za wytrwałość w niepiciu alkoholu' i w drugi policzek 'za wszystko'. Pobiegła ("łaaaaaaa bolą bolą nóżki....choroba") do swojej sypialni i wzięła zimny prysznic. Po dziesięciu minutach już suszyła dłonią włosy, które wróciły do swojego dawnego koloru. Ubrała się szybko i pobiegła z powrotem do wspólnego. Lupin ciągle siedział na fotelu. Nie patrzyła na niego tylko krzyknęła "Kamios" i wbiegła po schodach do dormitorium chłopaków. Syriusz stał przy oknie i pił coś z fioletowego flakonika.
- Cześć ufff ufff Black. Chodź ze mną - opadła na krzesło.
- Po co? - odstawił flakonik i odwrócił się do niej.
- Muszę coś sobie wytłumaczyć. - odparła zniecierpliwiona.
- Sobie? - zdziwił się z tajemniczym uśmiechem na twarzy.
- Nie masz już kaca? - zmieniła temat.
- Nie. Kupiłem w Hogsmeade zapas "KOC-a"
- Ke?
- KOC - Kacowe Oczyszczanie Człowieka. Jak możesz nie znać? Przecież to podstawowy eliksir każdego siódmoklasisty!
- Aha. No dobra, chodź kurna ze mną. - wstała z krzesła, roztarła bolącą łydkę.
- A jak nie? - oparł się o ścianę.
- To rzucę się z parteru. No chodź do cholery!
W końcu łaskawie zszedł za nią po schodach. Ledwo chłopacy zobaczyli się nawzajem, obaj stanęli i wpatrywali się w siebie spod byka.
- I co myślisz, że wygrałeś, tak? I jak całuje? Pewnie lepiej niż mnie, co wymoczku?
- Słuchaj tak dalej nie może być. - zaczął Remus. Widocznie miał już gotową mowę.
- Zgadzam się, więc stąd spieprzaj. Ona woli mnie! - krzyknął Black.
"O rany [brzydkie słowo]... ale super!!! Chłopaki się o mnie biją!! Hmmm na razie na słowa, ale może być ciekawie, cholernie ciekawie" - prawie skakała z radości, no ale nie wypada...
- Jakbyś nie pamiętał to MNIE wybrała pierwsza... - Łapa wskazał wymownie na siebie.
- Ale ją rzuciłeś, więc mogłem ją... - zaczął ostrym głosem Lupin.
- NIE MOGŁEŚ!!
- MOGŁEM!!!
- JEST MOJA !!
- NIE, BO MOJA....no dobra, to inaczej. Odstąp mi ją. Ona lepiej się czuje przy mnie.
- Pfff niby czemu co wilkołaku?
- Bo to JA potrafię sprawić, że jest szczęśliwa, a przez ciebie to ona miała tylko zszargane nerwy!! Przecież było to po niej widać! Trochę utyła...
- Ej! - krzyknęła Viki.
- ... i cera się jej zrobiła niezdrowa. - kontynuował Remus jakby dziewczyny w ogóle nie było.
- Ejejejejej, skończ! - krzyknęła już trochę głośniej.
- Powiedz Viki - Syriusz zwrócił się do udającej przerażenie dziewczyny - kogo wolisz? Bo taka wymiana zdań z tym przygłupem nie ma sensu.
Podeszła do nich wolno. Zatrzymała się przy Blacku, który momentalnie wyprostował się i spojrzał z wyższością na Remusa.
- Najpierw wybrałam Huncwota numer jeden, bo jest nonszalancki, silny, przebojowy, pewny siebie i często sprawia, że czuje się przy nim rozluźniona. Jest także lekkomyślny, co jest na swój sposób pociągające...
Syriusz prawie się rozpływał widząc minę Lupina.
- ...ale tej kobiecie to nie wystarczyło, o nie... - podeszła do Remusa - ...i wybrała Huncwota numer dwa, bo jest inteligentny, czuły, opiekuńczy. Czuje się przy nim bezpiecznie i wie, że zawsze może na niego liczyć.
Nastąpiła chwila ciszy, bo chłopaki stały oniemiałe, a Viki zbierała się na następną wypowiedź.
- Nie ma rady... dopiero razem tworzycie wymarzonego mężczyznę. Jak jestem z jednym, to myślę o drugim i na odwrót. Co proponujecie? - splotła dłonie.
Nic nie odpowiedzieli, nadal wpatrując się w nią z rozdziawionymi gębami.
- to jak? Zgadzacie się na ...trójkącik? - ostatnie słowo wypowiedziała z lekką dozą strachu, że obaj rzucą ją po takim pomyśle. - będę was traktowała cholera tak samo.
Chłopcy przyjrzeli się sobie nawzajem z przestrachem i obrzydzeniem.
- No spokojnie! Spokojnie! W trójkąciku nie będzie musieli się ze sobą ten tego i w ogóle...
- Czy ktoś tu ustala niemoralne związki??
Odwrócili się szybko. Na schodach stał rozczochrany Noise ubrany w krwisto czerwony szlafrok.
- Hej bracie! Jak się masz? Właśnie wymyśliłam kurde sposób na to wszystko! - podeszła do niego. - stworzyłam trójkącik!! - zadowolona z siebie czekała na pochwały.
- Możesz tak wszystkiego nie rozgadywać? - spytał obruszony Remus.
- Och, sista widać, że mieliśmy wspólnych przodków! Jesteś geeenialna!!!
Ziewnął tak, że żaden smok by się tego nie powstydził. Oddechu także.
- Fuj. Myj ty kurna zęby - szepnęła marszcząc nos. - jak było wczoraj z Blondi?
W odpowiedzi tylko się wyszczerzył. "Pewnie fajnie...".
Wróciła do Huncwotów.
- To jak chłopaczki? Aha, kurna. Mam jednak kilka przykazań. Ty - wskazała na Blacka - nie będziesz zazdrosny! A ty - tytaj na Remusa - nie będziesz wszczynał żadnych kłótni, chociaż to odnosi się bardziej do Syriusza... No dobra róbcie co chcecie, ja idę spać.
Wspięła się po schodach do swojego dormitorium i rzuciła całkiem wyczerpana na łóżko. Uderzyła głową o coś twardego. "Żesz cholera jasna to weźmie!!". Była to butelka kremowego piwa. Obok leżała karteczka.

"Żebyś mogła chociaż trochę się rozweselić. To wczorajsze z Lupinem, było boskie. Rozpaliliście mnie do czerwoności!! Mój krawat zresztą też!

Noise Bennington"

- Gej to nic przyjemnego o pół do szóstej nad ranem - wyszeptała i wypiła chyłkiem trunek, po czym błyskawicznie zapadła w głęboki i spokojny sen.

_________________________________________
_________________________________________

od idgi:
i teraz nastąpi szok wielki ( )... no bo niestety.. ekhm.. nie chce mi to przejść przez klawiature... nie ma kolejnych partów... chyba sie musze popłaszczyć do Inline.... <chlip chlip>