Wyniki wyszukiwania dla słów: komunii swietej zaproszenia

KARTKI OKOLICZNOŚCIOWE I POCZTOWE RĘCZNIE ROBIONE

Posiadam do sprzedaży ręcznie robione karki pocztowe i okolicznościowe.
Podzielone są na kilka grup tematycznych, m.in. :
- Święta Bożego Narodzenia,
- Wielkanoc,
- Walentynki,
- 18-te Urodziny,
- Pierwsza Komunia,
- "Twój Pierwszy Roczek",
- śluby, urodziny, chrzty, rocznice,
Wykonuję zaproszenia ślubne, komunijmne i inne okolicznościowe.
Realizuję indywidualne zamówienia.
Czas realizacji zamówienia, w zależności od jego charakteru 3 - 7 dni.
Mogę realizowac zamówienia hurtowe i detaliczne - ilości i cena do
uzgodnienia.
Wystawiam faktury VAT.

Dostawa towaru za zaliczeniem pocztowym, przelewem na rachunek bankowy lub
gotówką.

Kontakt :

tel: 0 604200140



Witam :)

Troche tu pusto sie robi wiec moze teraz podzielimy sie doswiadczeniami
i sposobami realizacji ceremoni zaslubin w kosciele :)

Tym razem nie mam konkretnych pytan - prosze jedynie o opisanie co i w
jakich ilosciach sklada sie na czesc koscielna w Wazym reportazu?

Ja staram sie pokazac tylko to co najwazniejsze,
1. wejscie do kosciola + samo rozpoczecie mszy swietej (krotka gadka
ksiedza gdzie, kto z kim i po co),
2. czytanie pisma swiete (tylko jezeli ktos z rodziny czyta),
3. homilia (jezeli ksiadz ma cos sensownego do powiedzenia i nie gada o
polityce),
w p. 2 i 3 inseruje zaproszonych gosci zeby nie byla za nudne to sprawia
ze widz mysli ze sa 2 kamery
4. przysiega, obraczki (raczej ogolny plan (mlodzi i ksiadz) - jedna
kamera wiee sie nie zdziala tym bardziej, ze ksieza warjuja z tymi
ksiegami...)
5. komunia sw.
6. podpisanie aktu slubu (to praktycznie jako zakonczenie mszy sw.)
7. wyjscie z kosciola
... zyczenia......
calosc maksymalnie 12-15min (lacznie z zyczeniami) - przynajmniej widz
sie nie nudzi i nie siega po pilota ;)

nagranego surowego materialu z kosciola mam ok 40-50minm

Pozdrawiam
Kaziu



wymowa


to może tak:

X i Y
zapraszają
Sz. P. Mariannę xxxx
na ŚLUB, który odbędzie się
dnia 16 czerwca 2007 roku o godzinie 15:00
w Kościele MBC w ....


mądrze piszesz z tym ukrywaniem, z trudnościami zapisania czegoś na
papierze ale narzeczony postanowił jednak zaprosić ojca, którego nie
cierpi, ma do niego uraz ale wszscy naokoło tłumaczą mu, że ojca (dawcę
plemników, zwał jak zwał) ma się jednego i podczas sakramentu przystępuje
się do Komunii Św. Dlatego przekonał się, że zaprosi go ale tylko na ślub,
żeby mieć czyste sumienie. Nic więcej.



I przelejesz je na klawiaturę?
Ciekawość mnie zżera.


Zaspokajam Cię więc ;-)
Aktualnie jeszcze nie wymyśliłem, jak będą wyglądać te święta pod
względem religijnym. Wiem, że jeśli nie wykażę się wystarczająco dużą
siłą i nie przemogę się (efekt: nie pójdę), to moja matka się na mnie
śmiertelnie obrazi i mogą być przez święta tzw. ciche dni - a tego bym
nie chciał, bo pragnę zaprosić do siebie swojego chłopaka i spędzić z
nim nie tylko dni... Jednak mimo tych oczywistych korzyści, jakie dałoby
mi grzeczne wyspowiadanie się i przyjmowanie przez święta (chociaż)
komunii, cały czas się waham, bo 'ja mam uczucia', jak śpiewa Maleńczuk.

Zaskoczeni cynizmem? Hm, to pół-cynizm, pół-ironia, więc all OK.
prawiebrunet - kiedyś catholic boy
(you know how us catholic boys can be
 we make up for so much time... a little too late...)



10 maja 2008 o godzinie 21.00 w dolnym kościele św. Józefa Oblubieńca N.M.P przy ulicy Cierlickiej w Warszawie (dzielnica Warszawa-Ursus) odbędzie się czuwanie ze Mszą Świętą przed świętem Zesłania Ducha Świętego. Czuwanie będzie odbywało się do godziny 24.00.

Całość przygotowuje grupa neokatechumenalna z parafii z dzielnicy Warszawa-Włochy. Zaproszeni zostali między innymi osoby z Odnowy w Duchu Świętym i inni chętni. Liturgia neokatechumenalna, komunia podawana na rękę, kilka czytań, itp

Gorąco zapraszam. Szczególnie osoby mieszkające w okolicach Ursusa i Włoch, ale nie tylko.

Przyjdź, przyjedź, zobacz, wysłuchaj, przeżyj !!

Służebnice Najświętszego Serca Jezusa zapraszają młodzież żeńską na REKOLEKCJE

"Serce Jezusa znakiem miłości Boga do człowieka"

Kiedy?

6 -11 sierpień 2006r

Gdzie?

Dylaki, nad Jeziorem Turawskim (30 km od Opola)

Po co?

Poznać nowych ludzi, nawiązać nowe kontakty, wziąć udział w konferencjach, pobyć z Jezusem
w czasie adoracji i podczas Eucharystii, spędzić miło letnie wieczory, pospacerować nad jeziorem, ...

Informacje:

- rozważania o Objawieniach Serca Jezusa św. Marii Małgorzacie Alacoque
- przypomnienie o wartości I piątków miesiąca i komunii wynagradzającej
- zgłoszenia na rekolekcje do końca lipca na podane na zaproszeniu adresy
- dojazd z Opola do Dylak możliwy autobusem PKS
- rozpoczęcie w niedzielę o godz. 18.00- zakończenie około 16.00
- odpłatność - dobrowolna ofiara
- zapraszamy dziewczyny od 16 - tego roku życia

Rekolekcje prowadzi: Ks. Marek Jeziorański

Chcesz wiedzieć więcej?

Pisz: zolsercanki@pro.onet.pl

Dzwoń: 0-32 281-48-88 (S. Dorota)

Odwiedź: www.sercankibytom.wiara.pl

Kilka dni temu z Aslanem odwiedziliśmy wspólnotę Efraim przebywającą na rekolekcjach w Świętej Lipce. Zaproszeni na mszę poszli.śmy tam z radością. Po przystąpieniu do Komunii Świętej przystąpiłem do dziękczynienia i spostrzegłem, że wszyscy zgromadzeni rozmawiają na głos. Od razu zrozumiałem o co chodzi, ale po pewnym czasie zaczęli mówić różnymi językami, których nigdy w życiu nie słyszałem. To było coś fantastycznego. Sam co prawda nie mówiłem językami, ale po Polsku także dałem radę się modlić:). I nie rozumiem ludzi takich, jak ty Cichociemny. Jak możesz mówić, że Msza Św. to klepanie pacierzy i ustalony schemat? Każda Msza jest ofiarą Chrystusa, która odnawia się na naszych oczach. Wsłuchaj się sercem, w to, co mówi kapłan i staraj się włączyć do modlitwy, a nie narzekaj. Jeśli chodzisz do Kościoła po to, abby narzekać, a nie modlić się i dziękować Panu Bogu w Trójcy Jedynemu, to żaden z ciebie wierzący, tylko płaczka. Widzisz, że inni klepią pacieże, to ty módl się tym żarliwiej. Nie patrz na innych, tylko na Chrystusa. Msza bowiem jest fenomenem, gdyż na niej mimo iż jest wielu ludzi jesteś tylko Ty i Chrystus. I nic innego się nie liczy. Pozdrawiam:)

Tylko czasem ciężko jest nam wszystko pogodzić na raz. Nie chodzi nawet o uczestnictwo we wspólnotach jako tak. Tylko o naprawdę angaż w nich. Ciężko jest potem znaleźć czas na wszystko, czasem się terminy zlewają i z czegoś trzeba zrezygnować.


W DA jestem w roku akademickim, a jeśli chodzi o DDEM to są w ciągu roku 3 spotkania formacyjne + rekolekcje dla diakonii i studentów.

Kiedyś tak się zasanawiałem dlaczego Bóg mi zaczął tak pomagać od kiedy ewangelizuje studentów na mojej uczelni. Z nikąd nie było odpowiedzi. Aż tu kiedyś zostałem zaproszony na imieniny do pewnego księdza. Chłopak który wypisywał zaproszenia pomylił się z godziną rozpoczęcia uroczystości. Postanowiłem, że wykorzystam tą godzinę na Mszę Świętą. Idąc do Komunii Świętej znalazłem odpowiedź. Na jednej z kolumn wisiał na plakacie cytat z Dzienniczka siostry Faustyny.

Czyń, co jest w twej mocy w sprawie rozszerzenia czci miłosierdzia mojego, ja dopełnię, czego ci nie dostawa.

To jest liturgia,


Nie pozbawiajmy liturgii katolickiej literatury organowej, która jest bardzo często specjalnie po to napisana. Przecież nie proponuję Transporta, Rąk przepaści Messiaena czy Te Deum Langlais, tylko utwory, które w momencie kiedy mało kto się kwapi do śpiewania, bo albo słucha, albo idzie sam za chwilę do komunii, albo jako zaproszony gość tym bardziej słucha, bo np. nie chodzi na Msze, a tutaj z grzeczności uczestniczy.
Jak nie podczas liturgii odpowiednie utwory, to KIEDY?
Tylko na koncertach?

Na komunię zdecydowanie odradzam solo trąbki.
Coś spokojnego na organach czy z jakimś mniej donośnym instrumentem, np skrzypcami, obojem, fletem, ROGIEM - bardzo ładnie organy brzmią w zestawieniu z rogiem.
Poza tym, są różne fajne utwory jak owe per elevatione, które robią taki klimat modlitewny, że tylko naprawdę porządnie wspólnie śpiewana pieśń jest w stanie taką muzykę przebić, że się tak wyrażę.

Muzyka organowa solowa podczas Liturgii Mszy św. ZDECYDOWANIE TAK - oczywiście nie wszystko, a starannie dobrana muzyka.

Witam , widzę ze plener nie "wypalił" . Jeżeli można to ja z innej baczki . Koledzy i koleżanki , na 17 maja zostałem zaproszony na I Komunię Świętą . Zaproszony jako gość ale dano mi do zrozumienia że też jako " ten co zrobi zdjęcia" . I tu moje pytanie czy któreś z Was nie mogło by mi pożyczyć jakiegoś błyskadełka ? K 100 posiadam od dwóch miesięcy i nie zdążyłem się jeszcze zaopatrzyć w lampę . Nadmieniam iż nie mam 17 lat tyko więcej i o sprzęt dbać potrafię . Liczę na lokalny patriotyzm . Jeżeli znajdzie się ktoś kto może i chce pomóc to proszę o PW . Pozdrawiam Jacek vel SMIS .

A ja wróce jeszcze do terminów rozdawania zaproszen niby 2 miesiace to długo ale my slubujemy w maju a maj to miesiac komuni sw. i jak juz do nas doszło ze chrzestny mojego P ma komunie swojego syna i kto wie czy przyjedzie
i tak jak pusiaczek powiedziała (chcialam zacytowac ale mi nie poszło ) a mozna zawsze na ich miejsce zaprosic innych moze dalszych znajomych, ktorych ze wzgledu na sale nie dało sie wcisnac

Biorę ślub w Katedrze. Jak na razie żałuję, bo kosztował mnie będzie kupę pieniędzy. Sama uroczystośc 500 zł! Organista oddzielnie płatny, bo ci nie zagra. Dekoracja z kwiatów tylko Skrzydlewska. Jak pójdziecie tam pierwszy raz się dowiadywać to usłyszycie ,że cały koszt to 500 zł. Kłamstwo! Za późno sie zorientowałam i zamówiłam zaproszenia. Na początek biorą 50 zł za wpisanie na listę - nie dostaniesz pokwitowania i przepada! Czyli już 550 zł. Najtańsza dekoracj 600 zł (wstążki). Róże - 2000 zł. Razem ze mną są 4 śluby - jeśli będą chcieli róże to kolejne 500 zł dekoracja. Słowem ślub dla bogatych.
Pewnego gościa ten interes wyniósł 1200 zł......a miało być 500. Ksiądz zaczął ich w temat wprowadzać na koniec nauk. Milusio co?


A ja właśnie ze względu na post Marti, baaardzo się zastanawiam nad zmianą kościoła :smut:
Wiem, że Katedra jest naj... i wogóle powinnam się liczyć z kosztami. Ale nie sądziłam, że aż tak wielkimi... W katedrze przyjmowałam I komunię św. i miałam bieżmowanie, przez 15 lat byłam parafianką, a i w scholi ładnych pare latek śpiewałam, ale ślubu chyba brać nie będę
A szkoda...
Niestety takie koszty za sam ślub troszkę nas przerosły...
Jeszcze jak czytam posty dziewczyn, które płacą połowę tej magicznej kwoty i mają w nią wszystko wliczone, to niestety ale sentymenty idą na bok, a włącza się we mnie trzeźwy matematyk...

Moj syn idzie w tym roku do Komunii


Jesli chcesz aby twoje dziecko przystapilo do Pierwszej Komuni Sw. 7 czerwca 2009 to jestes zaproszony na wywiadowke, ktora odbedzie sie 9 lutego o godz. 20:00, Harpstraat 12. Na tym spotkaniu dowiesz sie wiecej na ten temat (to tak w skrocie napisalam).

Z pytaniami mozesz sie kontaktowac z:
- Pater Peter Peelen
- Kirsten Rustenburg

Jesli chcesz aby twoje dziecko przystapilo do Pierwszej Kmuni Sw. to wypelnij ponizszy formularz, ktory do 6 lutego powinnienes oddac pod dane adresy:
- Harpstraat 12
- Melkbon 8

Monika i Martin,

czy wiecie, że przed zawarciem sakramentu małżeństwa należy być jeszcze związanym innym sakramentem?

Sakrament pokuty i pojednania - z Bogiem.

Nie wejdziecie do Sakramentu Małżeństwa bez tego pierwszego.
To on daje siłę i moc przemiany siebie dla Miłości.

Dlatego ZANIM ZECHCIECIE BYĆ ZE SOBĄ - NAJPIERW ZECHCIEJCIE BYĆ Z BOGIEM-JEZUSEM.
Dwa -- sakramenty jeszcze: spowiedź święta i Komunia święta (przyjęty Jezus do swojego wnętrza)

Sakrament Małżeństwa nie wystarczy. Musicie nauczyć się odczytawać swoje sumienie.

trochę podpowiedzi jest tutaj:
http://www.teologia.pl/m_k/kkk1s15.htm#5

jeszcze raz - zanim WY, to najpierw ja-Bóg, on/ona-Bóg w relacji osobistej

inaczej porażka na starcie, bo zapraszacie jeszcze Jezusa - ślub w kościele - to nie ślub w kościele - TO ZAPROSZENIE CHRYSTUSA

do SAKRAMENTU MAŁŻEŃSTWA zaprasza się Chrystusa - a więc poczytajcie o Tym (Jezusie) oraz o tym czym JEST sakrament

jest - czymś co zostawił Jezus - a więc poczytajcie o Nim, kim jest Jezus i jakie nauki przyniósł chrześcijanom
od tego zaczynajcie! Od Jezusa! i swojej relacji z NIM!

inaczej wciąż wpatrujecie się w siebie, w siebie, w siebie,
a macie wpatrywać się w Krzyż, w górę, macie stanąć pod Krzyżem (bardzo blisko!) i pytać Jezusa o Drogę, o Waszą drogę!

pozdrowienia

Witam,
W tym roku moje dziecko będzie przystępowało do I Komunii Świętej. Mam ogromny dylemat z zorganizowaniem tej uroczystości (chodzi o to kogo zaprosić na tzw obiad) ponieważ jestem 3 lata po rozwodzie, ojciec dziecka utrzymuje z dzieckiem częste kontakty, moje kontakty z byłym mężem są dobre normlnie rozmawiamy mozna powiedziec o wszystkim tk ponadto mam tez normalne relacje z rodziną byłego męża. najgorsze jest to że chrześni dziecka są ze strony byłego męża. Obecnie jestem w nowym związku dla którego od 1,5 roku zmieniłam miejsce zamieszkania i zamierzamy w przyszłość zawrzeć związek małżeński....a więc mamy także nową rodzinę....Pomóżcie jak rozwiązać problem gości...są trzy rodziny: moja, mojego męża i mojego narzyczonego

Witam. Ja mam pytanie w podobnej kwestii. Moja córka za kilka miesięcy przystąpi do I Komunii Św. , jestem z Jej ojcem po rozwodzie 7 lat. Ojciec dziecka utrzymuje sporadyczne kontakty (Srednio raz w miesiącu) Z jego rodzina nie utrzymuje żadnych kontaktów. Nie jesteśmy też w nowych związkach. Nasze kontakty w sprawie dziecka są bardzo oficjalne. Zamierzam zorganizować po Komunii uroczysty obiad w restauracji . Chciałabym zaprosić moją i jego najbliższą rodzinę. I oczywiście Ojca dziecka. Nie chce zeby Ojciec partycypował w kosztach obiadu, wolałabym żeby kupił dziecku jakiś prezent. Czy wypada na zaproszeniu napisać imię dziecka z mamą czy samo imię dziecka. Chodzi o to że ojciec dziecka otrzyma też zaproszenie. Jak najlepiej to zorganizować, proszę o poradę.

Och nareszcie ktoś sie tu pojawił .Więc Edulita razem ze mną i Lilo będzie świętować Wielkanoc
U mnie też będzie skromnie ,bo też będziemy świetować u rodzinki ,a jeszcze czeka nas rozwożenie zaproszeń na Komunię mojej Kasi U mnie też barszczy biały ,kiełbaska biała ,uwielbiam ją zwłaszcza w te Świeta ,jakieś mięsko,ale nie wiem co jeszcze upichcę ,no i ukochany placek mojej Kasi -krówka -juz teraz chodzi za mną i sie pyta kiedy będę piekła
Edulita zdjęcie fantastyczne córeczki z tymi gałązkami i jajeczkami,ale widac ,że Nicolka bardzo chce te jajeczka zdjąć

Ania 1975 -witaj ,oj bardzo dawno Cie tu nie było Chyba z rok
Jezeli chodzi o przgotowania do Świąt to ja juz mam wysprzatane z czego jestem bardzo zadowolona bo prawdopodobnie zima idzie do Polski Teraz to tylko zakupki,i małe pieczenie .A na Świeta postanowilismy porozwozic juz zaproszenia na Komunie ,póki mąż będzie dłużej w domu,bo musze właścicielowi knajpki którą zamówilismy dać listę ,no i co nieco powymyslac co dać tym ludziom do jedzenia
Ana30 ,nie wiem ile będzie u Madzia ,ale u mnie naliczyliśmy samej rodziny 28 osób

Wspomnienie św. Piusa X, papieża

Komentarz

Dzięki zabiegom wspominanego dziś papieża Piusa X w Kościele upowszechniła
się praktyka częstej Komunii świętej. Zrozumiał on, że Jezus chce być z
nami nie tylko od święta, ale pragnie przenikać całą naszą codzienność,
dodając nam sił do odnawiania jej zgodnie z Jego wolą. Skoro więc
przyjęliśmy Jego zaproszenie na Ucztę eucharystyczną, okażmy się Go godni,
przystępując do ołtarza z wiarą, uszanowaniem i gotowością przemiany
życia.

Mira Majdan, "Oremus" sierpień 2003, s. 96

dziewczyny, ja juz wyzej napisałam że w moim zyciorysie jest luka. duuuuuuuuuuuuuuzo zrobili,połowy nie pamiętam bo nie chcę pamiętać,z regóły czowiek zapamietuje rzeczy dobre,godne zapamietania. nie ma sensu zatrzymywać w pamieci i w jakis sposób podtrzymywać wspomnienia złe.
MIKA masz świetą rację.czara goryczy się przelała......
pytasz o zabieranie dzieci do dziadków-skoro nie mamy kontaktu to i mąż ich nie zabiera. poza tym zwróć uwagę mże moja córka 9l nie jest małą dziewczynką któą mozna wsadzić do samochodu zapiąć w foteliku i zawieść gdzie sie chce .to dziecko duze które już samo dokonuje wyboru... wróć do mojej wypowiedzi wyżej i przeczytaj co powiedziała nt zaproszenia na komunie. a mały ich nie zna ,nie widział na oczy.mąż nic nie kombinuje ,zadnych podstępnych wyjazdów- nic podobnego. pozdrówka .Iga

Paulka dlaczego tak dużo kasy "odkładasz" na zaproszenia Na allegro jest duży wybór,naprawdę ładnych i tanich My zamawialiśmy i byliśmy z nich bardzo zadowoleni...
Tutaj masz przykładowe...i nawet w niektórych są druki gratis
http://allegro.pl/search....ting_interval=7

misiunia śliczne zdjątka

Mam dla Was wiadomość dnia :!: Ale zanim do niej dojdę to muszę wqszystko pokolei opowiedzieć
Więc ma gadu umówiłam się z kumpelą,że idziemy na 11 do kościoła...wyszłyśmy troszkę szybciej,żeby mogła sobie jeszcze zapalić...gdy siedziałyśmy w parku,zadzwoniła moja siostra,że mnie widzi i,że wszytsko powie proboszczowi,co robimy przed pójściem do kościoła...i tak się rozgadałyśmy,że już nie zauważyłyśmy,że już po 11...więc nici z kościoła...powiedziałam Ance,że ma stwaiać wodę na kawę i że zaraz u niej będziemy...po czym udałyśmy się na kawusię
Podczas siedzenia i gadania o dupie maryny siostra oświadczyła mi,że w sierpniu wychodzi za Tomka Ale jestem szczęśliwa Będę świadkową ale się cieszę Wprawdzie to tylko cywilny,ale zawsze ślub Z kościelnym pewnie by mieli tyle samo problemów co my,albo i więcej,bo Anka też nie ochrzczona,i bez komunii i bierzmowania,no i Tomek też swoją edukację religijną zakończył na komunii św...Ale...ślub to ślub...i to się liczy

Nie stało się nic. Prócz mega przygnębienia nie umiałam z siebie niczego wykrzesać. Mimo woli wracały wspomnienia... Boli...
Byłam na mszy św. Komunię sw. ofiarowałam za nasze małżeństwo. Zaprosiłam Pana Jezusa do serca, niech się tam rozgości, uleczy co złe, rozpali na nowo co dobre. Na pewno spotka tam mojego męża, może szepnie mu słówko. Nic nie mogę MU dać, prócz obolałego serca. ON wie co z tym zrobić.

Pełna szczerych chęci i ochoty
Zofia Anna Kurcewiczówna

oraz Bogu ducha winien
Andrzej Nowak

ogarnieci nieodparcie wzniosłymi ideałami życia małżeńskiego
oraz gwoli skrócenia niebezpiecznie przedłużającego się narzeczeństwa
postanowili zawrzeć związek małżeński

Uroczystość zaślubin
odbedzie się dnia 26. czerwca. 1998 roku o godzinie 17:00
w Kościele św. Marka w Radomiu

Po ceremoni miło nam będzie gościć Szanownych Państwa
na przyęciu weselnym
które odbędzie się w Domu Weselnym
ul. kasztelańska 45 w Radomiu

----------------------------------------------------------------------------------

Z radoscią oznajmiamy, że dnia 14. czerwca 2000 roku
wraz z wybiciem godziny 16:00

Anna Nowak
i
Tomasz Nowicki

Przed Bogiem złączą serca i rozpoczną wspólną
drogę życia mówiąc zgodnie "TAK"
Związek ten zostanie pobłogosławiony w
Kościele św. Stanisława Kostki w Dabrowie Górniczej,
na którą to uroczystość mają zaszczyt zaprosić W.P

Jana Kasprowicza
z osobą towarzyszącą

Rodzice i Narzeczeni

Zechcijcie drodzy goscie przyjąć tego dnia w
Naszej intencji Komunię Świętą

Po uroczystości zaslubin miło nam będzie świętować
wspólnie z W.P na przyjęciu weselnym w
Restauracji Hetmanka ul. Klasztorna 7

-----------------------------------------------------------------

Ale nie nazywam grzechem postawy procesyjnego podejścia do Komunii Świętej (z przyklęknięciem przed przyjęciem Jezusa) bo na to zezwolił oficjalnie Kościół Katolicki.


Gdy spowiednik Mela Gibsona ks.Stefan Sommervil gościl dobre kilka miesiecy temu w Polsce na zaproszenie Bractwa sw.Piusa X na jednym z wykładów opowiedział taką historyjkę-dialog:

"Katolik i protestant wchodza do kosciola. Protestant pyta - wy naprawde wierzycie, ze Bóg jest w waszym kosciele?
Katolik na to - oczywiscie!
Protestant - nieprawda, gdybyscie wierzyli, to wchodzilibyscie do kosciola na kolanach."

Odnośnie Komuni Św. to pytanie mam czemu tyle zaproszonych gości ma służyć.
Teraz nie wyprawia się komunii a raczej to są wesela.Komunia Św powinna kojarzyćsię z tym czym jest czyli z sakramentem i przyjęciem do swego serca Pana Jezusa,a o tym się raczej nie pamięta.
Ludzie odprawiają wielkie przyjęcia,prezenty coraz bardziej wymyślne,każdy chce się pokazać i zaszpanować by nie czuć się gorzej od innych,nikt nie myśli o istocie tego sakramentu tylko o własnej próżności.
Osobiście jestem zdania,że chrzty i komunie powinny być odprawiane w domu przy rodzicach,dziadkach i chrzestnych,jedynym sakramentem który uważam,że można hucznie uczcić to sakrament małżeństwa bo wtedy dwoje ludzi oprócz ślubowania zaczyna tworzyć nową rodzinę i rodziny obojga nowożeńców powinny to uczcić wspólnie więc tu uważam za jak najbardziej wskazane zaproszenie szerokiego grona rodziny ale na komunię to jak słyszę takie liczby gości wprawia mnie to w osłupienie.

Nie chcę tutaj nikogo urazić ale rozważam tylko to co się pisze na ten temat ijestem przerażona bo za 6 lat i mnie czekają takie przygotowania i jestem przerażona już dziś a strach mi myśleć co będzie za parę lat...

Syla dietkowo ok. tylko te parówki to najgorsze z możliwych rozwiązanie a ten ketchup powinnaś zamienić na musztardę lub chrzan
Za orbitek i hula hop wiielkie brawa

skąd ja te sytuacje znam, mój ojciec nigdy nie płacił alimentów bo albo na czarno pracował albo nie miał wcale pracy więc komornik też nie miał z czego ściągać kasy ale teraz doszło do komornika że zaczął pracować legalnie więc komornik ściąga z niego kasę do chwili kiedy ukończyłam szkołę dobrze mu za to... a wiecie co najlepsze zostawił moją mamę dla innej baby jak miałam roczek i nigdy się mną ani moim rodzeństwem nie interesował (nigdy życzeń na urodziny,komunię,święta po prostu zero zainteresowania) a co najlepsze jak widział mnie np w autobusie odwracał głowę ale jak się dowiedział że będzie ślub i że go nie zaproszę to rozpowiadał ze co to ze mnie za córka... myślałam że go zrugam od dołu do góry i wyjdę z siebie... ehhh ale się Wam wyżaliłam

To oczywiście rzecz osobista, lecz nie podzialam awersji likaona do rzymskiej mszy. Jesli nie mam innego rozwiazania to bywam i na rzymskiej mszy - to co jest problematyczne, to fakt braku zaproszenia do Komunii. Jednak na świecie wiele rzymskokatolickich Kościołów nie przejmuje się pogrózkami Watykanu i zaprasza wszystkich do udziału w Wieczerzy.

Uwielbiam mariawicką mszę, zdarza mi się czasami bywać, a tu przynajmniej jest między naszymi Kościołami interkomunia.
    le-mail: piotr120@vp.plllkomunikator: gg 106 728 16l


mądrze piszesz z tym ukrywaniem, z trudnościami zapisania czegoś na
papierze ale narzeczony postanowił jednak zaprosić ojca, którego nie
cierpi, ma do niego uraz ale wszscy naokoło tłumaczą mu, że ojca (dawcę
plemników, zwał jak zwał) ma się jednego i podczas sakramentu przystępuje
się do Komunii Św. Dlatego przekonał się, że zaprosi go ale tylko na ślub,
żeby mieć czyste sumienie. Nic więcej.


Pewien ksiądz jedynie słusznej religii dał kiedyś w mojej obecności
radę dotyczącej ojca:

   To trzeba twardo do ojca: Słuchaj ojciec -- tak albo nie!!!

I to było normalne w przypadku księdza, albowiem (jak już chyba na tej
grupie niedawno pisałem) mowa ludzka powinna być krótka -- tak lub nie.
Co nadto -- od złego pochodzi. :) Nie {jest} łatwiej zadzwonić do ojca
i powiedzieć:

   Ojciec -- na ślub możesz przyjść, ale na wesele cię nie wpuszczę.
   [i w razie czego psem poszczuję] ;)

-=-

A teraz moje zdanie:

Trudno mi zająć tu jakiekolwiek stanowisko. Jak już powiedziane -- ojca
ma się jednego, więc to żaden precedens i nawet ;) jeśli przyjdzie na
wesele a nie narozrabia (różni są ojcowie -- czasami przecież są pijakami
itp., podczas gdy dzieci mają porządnych) to czego mu żałować? Paru złotych
na jedzenie? Parkietu do zabawy? Muzyki?...

Inni w jego ślady nie pójdą, tłumów taki niechciany ojciec nie pociągnie za sobą.
Co innego z innymi ludźmi, bo wówczas cały świat może przyjść tłumacząc to słowami:
jeśli jemu wolno przyjść bez zaproszenia -- dlaczego nie mnie?

Ja nawet diabłu bym nie odmówił w taki dzień. :) Co najwyżej bym usunął
(ponoć ustawa dotycząca poczętych i naturalnie nie umarłych ;) nie przeszła dzisiaj)
z zabawy, gdyby **nadmiarowo** bałaganił. :)

Ukrywanie sensu pod słowami w takiej sytuacji jest moim zdaniem głupotą.
(przepraszam, jeśli uraziłem)

Nawet Chrystus w czasie wesela (na dodatek przecież nie swojego) zmienił
swoje zamiary i uczynił cud, choć nie zamierzał tego jeszcze wówczas czynić.



Dziecko zostało chyba zostawione same sobie na tej feście?
------
Kaja


Faszyscie nie odpisuje, bo on jest nieuczciwy i cale zycie chyba na
"obrotach". Prosze zobaczyc ile bledow nastukal w swoim poscie.
Dla osob niezorientowanych w niemieckich zwyczajach informuje, ze tzw
"swieta wina" czy "piwa" w Niemczech, sa w istocie zbiorowym upijaniem
narodu i "upychaniem" naprodukowanego alkocholu. Jednym slowem w Niemczech
pije sie na komende, jak w Komunie. Przy "Festach" takich sa tez rozne
karuzele, "autoskody" i inne atrakcje dla dzieci. Moze zabrzmi to pysznie,
ale mowie od serca, na swoja corke "stracilem" w trzy dni imprezy ok. 300 DM
(karuzele, mlyn, autoskoda, fale, strzelnice i inne loterie itp.). Do domu
przyniosla pluszowego pieska, drzewko-kaktus i krokodylka, ktore wygralem
dla niej rzucajac kolkami.
Kto chce, ten sie bawi, a kto chce ten tylko pije.

Przypomnialo mi sie na faszysty bazgroly, pewno zdarzenie na temat
niemieckiej kultury masowego upijania ludzi.
Swego czasu, byl do jednego niemieckiego programu telewizyjnego popularnego
moderatora Thomasa Gotschalka, zdaje sie "Wetten daĂź...?" zaproszony sp.
Marcello Mastroiani. Na zapytanie Gotschalka czy byl na "Oktober Fescie" w
Monachium i jego zachwycanie sie "tak pieknym zwyczajem", Mastroiani odparl
mu, ze raz tylko byl i juz wiecej nie chce, jak zobaczyl tych zapijaczonych
Bawarczykow, pierdzacych przy jedzeniu, bekajacych, wyjacych i
zalatwiajacych swoje potrzeby pod stolem. Gotschalka scielo i nie mogl juz
wyjsc z opresji. Program byl na glownym ARD-kanale i byl transmitowany do
kilku krajow. Taki wstyd!

Pozdrawiam
boukun
http://home.t-online.de/home/boukun/




| Hm, ja sie z rodzina widuje dosc czesto na urodzinach, imieninach,
| pogrzebach, i tak bez okazji, spotykamy sie na obiadach, czy na
| swieta czy cos...i jakos nie widze problemu ze spotykaniem sie poza
| knajpa (no tak, ale wszyscy w rodzinie maja co najmniej 36 metrowe
| mieszkania :))

A niektórzy mają rodzinę 500 km stąd i okazja do spotkania z ciotkami,
wujkami itp. jest głównie wtedy, kiedy są jakieś komunie czy chrzty.


No ja z takimi dalszymi krewnymi to jednak na pogrzebach i weselach,  bo
jednak nasza rodzina nie z takich, zeby od najblizszej rodziny uciekac tyle
kilometrow, ja mam najdalej,bo 18 km do rodzicow, 18 do tesciowej, jakies 20
km do dziadkow :)

TOBIE nie było potrzebne, ale zrozum, może komuś jest. Nie rozumiem
dlaczego to dla Ciebie taki problem, że ktoś chce rodzinę do knajpy
zaprosić? Ty płacisz, czy Twoja knajpa, czy jak?


nie jest problemem, a mnie to dziwi. Tak jak Ciebie dziwi fakt, ze ja nie
wynajmuje knajpy

Ale może ktoś ma ochotę na szaleństwo - dlaczego mu odmawiasz prawa do
tego? Pójście do knajpy uważasz za szaleństwo? No cóż, każdy ma swój
świat i swoje opinie...



sie zastanawiam nad poproszeniem kogos, zeby mi pomogl w gotowaniu na
Komunię syna, ale nikomu nie zabraniam robienia - jedynie sie dziwie.

Powiedz mi, gdzie i kiedy obserwujesz te imprezy na których to ludzie
zachowują się jak bydło, skoro sama nie robisz, a Twoi bliscy są
wychowani?


Jak jeszcze mieszkalam w miescie, mialam 76 sasiadow i widzialam te imprezy,
"zeby wszyscy sasiedzi widzieli, jak to ja robie impreze" :(niedaleko
wiezowca byla jedna z "modnych" knajp na dzielnicy), rozmowy, ze tamta to
robila w domu, a tamta to w innej knajpie, a obgadywanie, co kto postawil na
stol (wiesz, tam ludzie od 35 lat mieszkaja, znaja sie jak lyse konie, a
niektorzy nie maja nic do roboty tylko w oknie siedziec)

 Dla mnie bez sensu byłoby wlec małego dzieciaka

według swojego uznania.
K.


moj syn ma 9 lat ;) i do jego 4 roku zycia mieszkalismy w miescie, wiec nie
bylo problemu z przyjazdem rodziny na urodziny. I nie wlec, a wygodnie
jechac samochodem, wedlug mnie to dla dziecka radosc, ze ktos mu jednak
zaspiewa sto lat i nie jest to tylko mama z tatą, a i dziadkowie i
pradziadkowie - teraz juz jest troche madrzejszy :)


Anyu, jak rozumiem z twojej wypowiedzi masz wątpliwość, czy jeśli dwoje ludzi się kocha i wiedzą, że prędzej czy później zawrą związek małżeński, to ta ich miłość usprawiedliwia współżycie.
Otóż zapominasz o jednej ważnej rzeczy: Małżeństwo to SAKRAMENT czyli jak Cię uczono zapewne "widzialny znak niewidzialnej łaski". Mówiąc prościej: jest to zaproszenie Boga do swojego związku i przyjęcie od Niego darów i pomocy, aby dwoje ludzi realizowało powołanie do świętości na drodze małżeństwa.
Wyobrażasz sobie, że ktoś mówi: "kocham Chrystusa, ale do Komunii Świętej nie przystępuję, bo wystarczy mi że sobie tak popatrzę na wystawiony Najświętszy sakrament. To mi wystarczy " ? Razem z Komunia otrzymujesz dary od Boga, jego pomoc w walce z własną słabością. Bez Eucharystii nie ma życia wiecznego.
Podobnie ze sakramentem małżeństwa: w nim otrzymujesz dary, które pomagają Tobie i małżonkowi. Seks przed ślubem, to taka "zabawa" z ogniem i wyraz pychy. Seks przed ślubem dwojga kochających się ludzi to jakby powiedzieć: "my się już tak kochamy, że sobie Boże bez Ciebie damy radę."

Eleazarze, chciałam napisać tylko tyle, że powinieneś się zapoznać z zasadami interpretacji Pisma Świętego, np.: nie wyrywać wypowiedzi z kontekstu, Stary Testament interpretować w świetle Noweg Przymierza i wiele innych, które tu ewidentnie zlekceważyłeś jak zdążyłam zauważyć. Czytając to, co napisałeś odniosłam wrażenie, że Słowo Boże służy Ci jedynie jako instrument do zwalczania różnych opinii i popierania własnych poglądów. Właśnie dlatego ludzie, którzy z Tobą podjęli polemikę się tak oburzają. Dla człowieka wierzącego takie traktowanie Słowa Natchnionego jest obraźliwe. św. Hieronim napisał kiedyś, że "Nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa". Pójdę dalej tym tropem: traktowanie Pisma jak argumentu do poparcia własnego "widzimisię" jest traktowaniem Chrystusa jako narzędzia, które pomoże mi osiągnąć własne cele.
Aby był dialog, trzeba słuchać i być słuchanym. Słuchaj innych a nie szukaj w ich wypowiedziach sformułowania, które pomoże ci ich zniszczyć, wtedy ludzie chętnie będą z Tobą rozmawiać i Thorus czy Anya nie będą musieli martwic się o ich otwartość na polemike

Czy wie ktoś gdzie teraz mieszka? Jakieś 4 lata temu mieszkała przy ul.Conrada, ale urwał nam sie kontakt. Jest matką chrzestną mojego synka chciałam ją zaprosić na Komunię Sw ale nie bardzo wiem gdzie wysłać zaproszenie.Za wszelkie info na jej temat z góry dziekuję.Pozdrawiam

Moja corka tez ma w tym roku I Komunie Sw. i chociaz mieszkam w Brukseli, to chcialabym zamowic jakies piekne zaproszenia po polsku. Czy znacie jakies "zaufane"witryny internetowe, gdzie moge kupic zaproszenia bez obawy, ze zostane oszukana?

Bardzo fajnie piszecie...

Diana*
"Mogę Cię wtedy potrzebować... "

Kiedys uslyszalem to w kosciele i nie wiem czy dobrze napisze...
Jezus idac przez swiat postanowil odpoczac i wybral piekny dom posrodku malowniczej doliny.W okolo rozciagaly sie pola kukurydzy czy zboza zapukal i zostal goscinnie zaproszony do srodka na kolacje. "oczywiscie ze Jezus niezostal rozpoznany"
Podczas kolacji zostal uraczony opowiescia a raczej planami wzgledem syna ze dzieki tak dobrym plonom uda sie im wyslac syna na studia "czy cos takiego"
Wychodzac podziekowal,lecz owa rodzina naklaniala go do pozostania,mowiac ze slonce chyli sie ku zachodowi, lecz On odparl ze musi isc.
Po wyjsciu na brzeg gdzie w dole rozciagala sie cala dolina zeslal On burze.
Rozszalaly zywiol poniszczyl cale plony.

he he pomyslicie co ten Jezus narobil ale to jeszcze nie koniec.

Idac dalej napotkal pustelnika poprosil o wode ten podal w pieknym zlotym kielichu wysadzanym drogimi kamieniami. Jezus zapytal skad ma taki piekny kielich pustelnik opowiedzial Mu cala historie kim byl dawniej ze byl wielkim krolem i ten kielich dostal od kogos tam..." a ja nie pamietam" i rze rozdal caly majatek i tylko ten kielich sobie zostawil.
Jezus pozostal na nocleg. Nad ranem gdy pustelnik jeszcze spal Jezus wyszedl zabierajac kielich.

To jeszcze nie koniec...

Doszedl do rzeki a nad brzegiem czekal przewoznik. Poprosil wiec o przewiezienie przez rzeke a w drodze na druga strone Jezus zrobil dziurke w lodzi.Przewoznik plynac w powrotnej drodze.Gdy nagle na srodku rzeki ludz zaczela tonac on wraz z nia.

Swiety Pieter pyta sie Jezusa dlaczego tak postapiles? On wiec odpowiada:
-w pierwszym przypadku syn opuscil by rodzicow i zmarli by ze zgryzoty.
-w nastepnym tylko ten kielich byl mu przeszkoda do wejscia do raju.
-a ten przewoznik to dzien wczesniej wyspowiadal sie i przyja komunie swieta a byl on wielkim grzesznikiem. Przewozac ludzi lupil i co on tam jeszcze nie wyczynial...

Pewnie zmascilem! a jak kto slyszal? to poprawi..

Gdy o tym mówił, przypomniałam sobie dość osobliwe przeżycie sprzed kilku lat, kiedy byłam w Nowym Orleanie. Samotna i znudzona, przyjęłam zaproszenie na obrzęd wudu w dzielnicy francuskiej. Obserwowałam kapłankę, która kiwała się na boki, mrucząc po kreolsku i prosząc ducha Chango, by ją opętał. Nagle zobaczyłam, że kobieta się zmienia. Zaczęła uśmiechać się i tańczyć zupełnie inaczej, a błyski w jej oczach zgasły, jak gdyby była lunatyczką. Jednocześnie w głowie mi mocno zaszumiało, jakby coś usiłowało dostać się do mojego umysłu. Musiałam ze wszystkich sił się starać, by nie stracić przytomności.

ten fragment najbardziej rzucił mi się w oczy.
dlaczego ludzie szukają czegoś co jest tak blisko nas?

a ogólniej do pogaństwa...dawniej to okreslenie tyczyło się niechrześcijan, później przerzuciło się na niewierzących w nic, a tu okazuje się, że poganie jednak mają swoją wiarę...
a dla mnie poganin to ten...który wierzyy ale tylko oficjalnie. wystarczy się rozejrzeć dookoła. ilu z naszych znajomych sąsiadów bywa w kościele raz czy dwa w roku i to tylko po to żeby poplotkować....i czasami żeby ładnie wypaść na ślubie znajomego idą do Komunii św. gorsze świętokradztwa też mają miejsce.
a wiara w czarownice, druidów, voo-doo... to chyba choroba naszej cywilizacji. gry, książki, filmy pełne są mitycznych i legendarnych stworzeń. dla wielu ludzi to po prostu kolejna postać z historyjki, ale są tacy, którzy sytuację z bajki przenoszą w realia życiowe, nagle zaczyna wyczuwać obecność jakiegośtam wielkiego ducha, wiosnę/lato/jesień/zimę/czas/deszcz/kamień/rzekę/nietoperza uwarza za ucielesnienie bóstwa. tu działa szatan. jego największym sukcesem jest to, że ludzie przestają wierzyć w niego i nie zdają sobie sprawy że on działa cały czas...

maciol mylisz się - jest coś gorszego od pogaństwa. to taka "podgrzewana wiara"(od święta i na pokaz). w Apokalipsie w 3 rozdziale jest napisane "obyś był zimny albo gorący! A tak,skoro jesteś letni, ani gorący, ani zimny chcę cię wyrzucićz mych ust". jeżeli ktoś chce wierzyć, niech wierzy, ale jezeli nie, to nie mamy prawa go do tego zmusić ani namawiać. możemy dawać świadectwo, aby inni mogli się przekonać. ale narzucanie swoich poglądów, jeszcze może na dodatek siłą, to już fanatyzm

Mam 2-letniego synka i ostanio sporo myślałem na te tematy (+rozmowy z żoną). Sam nie chodziłem na niedzielną mszę zanim zacząłem chodzić na religię w zerówce (czyli miałem ponad 6 lat) i uważam, że ani trochę nie zaszkodziło to mojej wierze. Mama dostała podobną radę jak ostatnia przedstawiona przez proboszcza i się do niej zastosowała - też nie żałuje. Więc może jestem spaczony tym doświadczeniem, ale do rzeczy...
Najpierw chciałbym się dowiedzieć, czy są jakieś szczegółowe wskazania w dokumentach Kościoła na ten temat, mocno podejrzewam że nie, ale jestem na nie otwarty.
Druga sprawa "pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie" niekoniecznie musi odnosić się do udziału dzieci we mszy i mam podstawy, żeby uważać, że się nie odnosi. Mianowicie Jezus kieruje swoje zaproszenie do wszystkich ludzi, cytatów biblijnych mnóstwo, a jednak Kościół w odniesieniu do dorosłych niewierzących, którzy chcą przyjąć chrzest (katechumenów) nie zaleca udziału w Eucharystii i wprowadza do niej stopniowo (starożytna tradycja). A przecież też powinni się wprawiać. Dlaczego więc tu przywiązuje się wagę do pewnej dojrzałości we wierze, a w przypadku dzieci nie? Dodam jeszcze, że przygotowanie dzieci do pierwszej komunii św. opiera się dosyć mocno na liturgicznych materiałach przygotowania do chrztu dorosłych, więc analogia jest moim zdaniem dosyć dobra.
A co do biblijnych argumentów - tej wiosny oświeciło mnie czytanie z Księgi Nehemiasza na temat obchodów święta namiotów po powrocie z niewoli, gdzie jest o "zgromadzeniu, w którym uczestniczyli przede wszystkim mężczyźni, lecz także kobiety oraz wszyscy inni, którzy byli zdolni słuchać." Ponieważ cały ten fragment bardzo często przywołuje się w dokumentach dotyczących liturgii (na pewno częściej niż "pozwólcie dzieciom..."), więc myślę, że może być on istotnym, jeśli nie najistotniejszym argumentem za tym, by dziecko (w wieku 3-4 lat z natury mało zdolne do słuchania tekstów liturgicznych) poczekało.
Sam uważam, że powinienem zgodnie z przykazaniem kościelnym uczestniczyć we mszy "nabożnie" - z moim synkiem rzecz niemożliwa, kilka razy musiałem sprawdzić, no chyba że jest jakaś wyjątkowa sytuacja. A miłość bliźniego wymaga chyba również, by pozwolić innym na skupienie w czasie mszy.
Przemyśleń mam jeszcze trochę, ale wiem, że już i tak jest za dużo. Z ciekawością czekam na jakiś odzew

Fajnie, że Graffi sprowadził temat na właściwy temat. Czytając ten wątek odniosłem wrażenie, że miał dotyczyć własnie takich zdarzeń - od kuchni, czyli od zachrystii lub z drugiej strony ołtarza, a sprowadzony został do dowcipów (nawet nie anegdot).
Wydaje mi się, że ludzie jeszcze nas kojarzą bardziej z księżmi, niż cywilami. Kiedyś ministrant z mojej parafii zadaje mi pytanie na Mszy Św. imieninowej któregoś z księży:
- Proszę księdza, czy mam zanieść kwiaty na zachrystię?

A już szczytem był mój wjazd na parking "na księdza".
Uroczystości Odpustowe (o których już pisałem) rozpoczęły się w sobotę o 22-giej, ale należało przyjechać trochę wcześniej. Ja przyjechałem przed samą 21-ą, ponieważ chciałem uczestniczyć w takiej krótkiej pielgrzymce z Wąwolnicy do Kębła. Nadmienię tylko, że ze względu na niezbyt dobry stan zdrowia (sprawy z gardłem), nałożyłem ciemny golf + ciemny garnitur
A więc dojechałem do uliczki prowadzącej do kościoła. A tu straż (kierowała ruchem) każe mi jechać dalej. Otwieram szybę i mówię, że mam zaproszenie od proboszcza. Popatrzyli na mnie i mówią
- A Pan jest księdzem?
- Nie, szafarzem Komunii świętej - odpowiadam. Ale gościo wogóle mnie nie słuchał. To ksiądz, przepuście samochód- krzyknął do kolegów. Tłumaczenie nic nie pomogło.
Na koniec usłyszałem tylko:
- Niech ksiądz szybko przejedzie, bo zaraz rocesja rusza

Na drugi dzień spotkała mnie podobna sytuacja. Wjechałem już bez problemów (pomimo krawata). Przyjechałem ubrany elegancko w garnitur (fakt - czarny), ale miałem ewidentnie krawat (żeby wątpliwości nie było). Przywitałem się z księżmi, klerykami i diakonami, jak również z kilkoma osobami będącymi w tym pomieszczeniu. Był wśród nich młody chłopak (około 20-tkie, może mniej). Kiedy założyłem albę i przepasalem się, usłyszałem od niego pytanie:
- Czy podać ornat ?

A z drugiej beczki - Chrzest Święty. Nasi przyjaciele nazwali swojego synka Cezary (Czarek). A podczas Chrztu Św. usłyszeliśmy słowa księdza:
- Ja ciebie chrzczę CEZARZE ....

Niestety, ja odpadam, chociaż chciałbym bardzo. W Rzeszowie kuzyn ma wtedy swoją Pierwszą Komunię Świętą i jesteśmy z rodziną zaproszeni... ale chciałbym być bardzo.
Bawcie się dobrze

robiko,
choć w Twoich postach właściwie sie nie wypowiadam - to Twoja historię czytam i znam.
Jesteś często w moich myślach, a w mojej skromnej modliwie starm sie o tobie pamietać.
Przeżywam Z toba Twoje zmagania, cierpienie, ból i hustawki nastrojów.
Czekam na znak, kiedy napiszesz, ze drgneło cos w dobrym kierunku.
Mam cicha nadzieję, ze tak sie stanie.
Widzisz - piszesz, ze to Ty pamietałaś, przypominałaś o ro cznicach- imieninach i wszystko było ok. - teraz to Ty jestes ta jedza najgorsza...,
taki czasami przewrotny los.
U mnie było podobnie - to ja pokazywałam,a przez to uczyłam mojego męża, ze należy pamietac o bliskich, ze do dzieci jak sie idzie w gości to choćby lizak - dobre słowo - usmiech, to ja nauczyłam, ze o grobach najbiższych należy pamietać - dbać i wiele innych zachowań, których mąz z domu nie wyniósł.
Kiedyś mój mąż skłócony był ze swoja siostrą, szwagrem - to ja wyciągnęłam do nich pierwsza rękę. siostra męża jest chrzestną mojego syna. Kiedy była komunia uznałam, ze należy zaprosić - mąż był przeciwny - to ja tłumaczyłam wtedy, ze tak właśnie powinno sie postapić, ze decyzję o przyjazd na komunię i co za tym idzie pojednanie - pozostawiam siostrze męża to bedzie jej wybór. Przyjechała - konakty powolutku odżyły z czasem lekko ociepliły, a teraz mąż kiedy mnie zostawił i ja juz nie jestem potrzebna zwrócił swoją uwagę na siostrę i jej rodzinę to oni sa mu teraz najbliżsi a siostra jest najlepszą siostra na swiecie, choć kilka lat temu zapiekle sie od nie odcinał, mówił ze oszukała, ze materialistka, ze takie tam - rodzinny konflikt.
A teraz kontakty takie jak nigdy dotad - a ja no cóż z boku, ale nie żałuje tej decyzji - postapiłam dobrze. Tak czasem w zyciu bywa, najważniejsze, ze Ty robiko wiesz jak było, jak jest, że nie jesteś w poprzek z własnym sumieniem.
Co do telefonów od męża - czy odbierać, czy nie - ciężko radzić zwłaszcza osobie takiej, która sama jeszcze sobie nie radzi, która pyta i błądzi.
Stojąc z boku chce sie powiedzieć - nie odbieraj, może to w jakiś sposób skłoni męża do zaniepokojenia o Was, moze to spowoduje jego przyjazd. Moze byc też tak, że zna Ciebie na tyle dobrze, ze wie, że nie odbierasz bo nie chcesz, ale, ze nic złego sie nie dzieje, bo gdyby faktycznie było coś niepokojącego to nie wytrzymałabyś i zadzwoniła sama.

dlugo nie odpowiadalam bo nie mialam pomyslu... zastanawia mnie ostatnio: po co to wszystko? w Polsce dokladnie LEJE sie na liturgike... nie czytalam dokumentu, nawet nie mialam pojecia, ze istnieje. ale po tym, jak go przeczytalam, chyba wolalabym pozostac w nieswiadomosci... ciekawe, ile osob to zna. strone kkbids czasem przegladam ale przeciez nie jestem w stanie przejrzec nagle wszystkiego... a inni? pisalam juz o tym wzorcu mszy pontyfikalnej dla danej diecezji. a co, jesli sam biskup ROBI SOBIE JAJA Z NAJSWIETSZEJ OFIARY w imie pozytk duszpasterskiego. I dobra dzieci. tance, wyscigi podczas Eucharystii to u niego zadna nowosc. chyba nie musze pisac o kogo chodzi. zapewne on tez widzial Dyrektorium tylko, nawet jesli o uscisleniu slyszal... kogo obchodzi Konstytucja o Swietej Liturgii traktujaca o niej jako wlasnoci Kosciola a nie ksiedza... porazka. w sumie nie mozna sie dziwic ze nie ma nowych dokumentach, skoro starych nikt nie czyta. wyobraz sobie ze kiedys bedac na kodalu dostalismy zaproszenie do pewnej parafii... jakis czas temu to bylo. tamtejszy proboszcz nie wiem skad sie urwal. uslyszal ze przyjechala oaza stwierdzil ze `pomoze` troche przy Mszy Swietej. coz, moderator proboszczowi nie odmowi... juz na poczatku czuc bylo ze cos sie swieci - gosc wypadl w jakims smiesznym kapeluszu na glowie ustawiajac sie na koncu procesji wejscia... przed proklamowaniem Ewangelii UKLONIL SIE naszemu moderatorowi (przez chwile zwatpilam czy nam sie biskup nie ukrywa...) ksiadz stanal zdumiony, a tantej tak stal w uklonie. nastapila jakas wymiana zdan, po ktorej mod w koncu zrobil w jego kierunku reka cos co moglo oznaczac doslownie wszystko... tylko nie znak krzyza. pomijam jakies elementarne poczucie hmmm... no nie wiem, na co sie powolac... smaku(?)... w miejscu gdzie powinna byc homilia... gosc wyslal ministranta do zakrystii po gitare I zaczal spiewac jakies piosneczki z mlodosci, stojac na ambonie (!). stwierdzil ze od czasu gdy sam byl w oazie nie mial raczej z nia stycznosci I cieszy sie ze widzi kamuzo (rekolekcje byly polaczone I chyba nikt nie wspomnial ze kodal tez jest...). uwierz mi, to tylko wierzcholek gory lodowej wyczynow owego jegomoscia. nie godzi sie, co zrobil z modlitwa eucharystyczna. dobrze ze celebransem byl nasz mod. przynajmniej Msza byla wazna - a tamtej nie wcial mu sie do slow konsekracji. wiesz, po prostu zal. zszedl na bok zaczawszy rozdzielac Komunie Swieta tym ktorzy jeszcze z lawki nie wyszli, ba, nie wstali... na cholere komu procesja komunijna, wazne, by bylo szybciej. zapamietalam to dlatego tak bardzo szczegolowo, bo tego dnia bylam precentorka. takze widzisz. po co? wydaje mi sie ze mniej zdrowia sie straci I w ogole... gdy sie to oleje. bo rece opadaja jak sie takie cyrki widzi. a, jeszcze jedno. proste skojarzenie tego proboszcza bylo takie: oazy =) przyspiewki i naduzycia liturgiczne. owszem, chore skojarzenie, ale czy aby nie na wskros prawdziwe?

Mój chrzestny jest z Wrocławia,a ostatnio widziałam go na komunii,nie jest z rodziny...Nie wiem jak zareaguje na zaproszenie,bo nie mam z nim kontaktu,ostatnio zdobyłam nr tel i zadzwonie na święta...zobaczymy,jak to będzie....

Gościna w doma

Spośród zachowanych na Górnym Śląsku zwyczajów i obrzędów związanych z cyklem ludzkiego życia zwraca uwagę rodzinność świętowania, w ostatnich dziesięcioleciach bardzo celebrowanego, z okazji chrzcin, roczku (pierwsze urodziny dziecka), I Komunii Świętej, tzw. Abrahama, czyli pięćdziesiątych urodzin. Roczek i Abraham to uroczystości specyficznie śląskie, które nie są znane w innych regionach Polski, a ewentualnie zapożyczane są ostatnio w miejscowościach graniczących ze Śląskiem. Obie wspomniane okazje do spotkań rodzinnych i hucznej czasem gościny łączy się zazwyczaj z zamówieniem specjalnej mszy w parafialnym kościele. Obchodzenie roczku i Abrahama przypomina, że na całym Śląsku tradycyjnie obchodzone są przede wszystkim urodziny, imieniny zaś tylko w przypadku imion szczególnie znanych, jak Jan, Józef, Barbara - to ostatnie łączy się ponadto z tradycją barbórkową górników. Scenariusz wesel w ostatnich dziesięcioleciach bardzo się uwspółcześnił, zachowując tylko niektóre bardzo charakterystyczne dla niektórych okolic Śląska elementy, jak tłuczenie skorup porcelanowych przed drzwiami mieszkania panny młodej w przeddzień wesela (polterabend), znane w miastach przemysłowych i osiedlach robotniczych. W miasteczkach i wsiach nadal praktykuje się roznoszenie jeszcze przed weselem paczuszek z kołoczem, przeznaczonych dla gości zaproszonych na uroczystość, ale także dla znajomych, sąsiadów, współpracowników. Współcześnie paczuszki szczególnie starannie się pakuje i zdobi okolicznościową naklejką.

Uroczyście świętuje się srebrną i złotą rocznicę ślubu, z reguły zamawiając mszę w kościele.

źródło

1

Madziulka spokojnie Masz pół roku
Weekendowe robią dominikanie i na pewno inna parafia

Dominikanie:
Przygotowanie do małżeństwa

1. Katechezy dla narzeczonych
Jest to najczęściej wybierana forma przygotowania do przyjęcia sakramentu małżeństwa. Kursy obejmują cztery wykłady prowadzone przez małżeństwo, a jako przygotowanie do sakramentów spowiedzi, komunii i małżeństwa przez kapłana. Kursy sa zaproszeniem do podjęcia refleksji nad powołaniem do życia małżeńskiego i rodzinnego oraz przypomnieniem podstawowych prawd naszej wiary. Jest to także okazja do indywidualnej rozmowy na temat rozeznawania powołania i konkretnych problemów życia duchowego.

Katechezy prowadzone w naszym klasztorze obejmują cztery spotkania (każde trwa ok. 2 godz.). Wykłady odbywają się w każdy piątek (w piątym tygodniu miesiąca nie ma spotkań) w kapitularzu o godzinie 18.30. Można zacząć od dowolnego tematu ale trzeba uczestniczyć we wszystkich katechezach. Oprócz wykładów narzeczeni biorą udział w trzech rozmowach w Katolickiej Poradni Życia Rodzinnego, która działa także przy naszym klasztorze (koło furty, czynna w piątki w godz. 16.00 - 20.00, trzeba się wcześniej umówić na rozmowę). Pozostałe informacje o kursach dla narzeczonych można uzyskać u o. Karola Karbownika OP .

2. "Wieczory dla zakochanych"

"Wieczory dla zakochanych" (organizowane przez Ośrodek Spotkań Małżeńskich) adresowane są do młodych par, które pragną jak najlepiej przygotować się do sakramentu małżeństwa. Podczas "Wieczorów" narzeczeni poznają cele życia małżeńskiego, wartość sakramentu małżeństwa oraz zadania stojące przed rodziną. Uczą się także dialogu, który pomaga im lepiej się poznać oraz pogłębić wzajemne relacje. Informacje o "Wieczorach" można uzyskać kontaktując się z o. Michałem Pacem OP (tel. 423 16 13 wew. 310).

Konwent Świętej Trójcy
ul. Stolarska 12, 31-043 Kraków tel - centrala: +48 (012) 423-16-13
fax klasztoru: +48 (012) 423-00-80

Zadzwon i zapytaj

tu masz adres http://slub.zaprasza.net/slwyk.html poatrz i podzwoń

Nie doceniam, lekceważę…a przecież ona to wszystko dla mnie…


'Tyle pieniędzy już na angielski wydałam, a ty ciągle durniu nic nie umiesz!' miałem może z 10-11 lat,

'Ja tu wszystko dla ciebie, ręce sobie urabiam, a ty to masz gdzieś! Wszystko niszczysz tylko! Cały tatuś!'

'Jesteś chodzącą fabryką gówna!'

'Ja cię gówniarzu oduczę złośliwości! Powiedz to wreszcie dobrze!' - kiedy uczyła mnie wymowy angielskiego łamiąc przy tym na mnie drewniany wieszak. Miałem 9 lat. Sama angielskiego nie zna, ale uznała, że mówię źle i to po to by jej dokuczyć.

Kilka cytatów, które pamiętam, a pewno jest jeszcze wiele, których nie pamiętam (pewnie spowszedniały), ale pewno sobie przypomnę.

Nie chcesz, to nie idź do niej. Niech się wypcha lub udławi tymi pierogami. Ona jest częścią układu, w którym żyłaś do tej pory: kontrola, przemoc, manipulacja, Twój strach.

Moja matka manipulowała mną całe moje życie i ciągle usiłuje to robić poprzez inne osoby np. przez dziadka czy nawet moją żonę. Jak nie chciałem się z nią pocałować na przywitanie ostatnio i wręcz zasłoniłem się lewą ręką, to wyskoczyła z tekstem 'Nie zachowuj się tak, bo dzieci na to patrzą'. Dżizas, nie mieszkam z nią 14 lat, nie utrzymuję z nią kontaktu, a ta mi tu wyskakuje, jak gdyby było wszystko w porządku! Odpowiedziałem 'No i co z tego?!' i nie ustąpiłem. I dopiero w tej chwili zdałem sobie sprawę, że układ został złamany. A tyle lat to trwało.

I ciągle te zaproszenia na urodziny, komunie mojego rodzeństwa (z drugim mężem, mam z nimi zero kontaktu, ani ja znam te dzieci ani one mnie), na święta. Jak gdyby nigdy nic sie nie stało. Takie ciągłe kłamstwo.

Twoja matka sama jest chora, ale to już jej problem, a Ty zadbaj o siebie. Kiedy zadbasz o siebie, będziesz mogła zadbać o swoje małżeństwo i tak dalej już pójdzie.

3m się.

No cóż termin zna, więc ostatecznie ustalilismy z dziecmi że wyślemy zaproszenie ale tylko do koscioła. Bardzo watpliwe aby dojechała ale nie chce aby miała pretensje ze jej nie zaprosiłam. Ma do mnie telefon ale na komórke więc wiem ze to ona dzwoni i ustaliliśmy z dziecmi że po komunii ja jej telefonów nie będe odbierac , i najnormalniej w swiecie zabronie jej kontaktu z nimi bo mam takie prawo jako ich opiekun.Wiecie co ona dwiedziała sie o nas wszystkiego podobno od pracowników DD. Wie gdzie mieszkamy ba nawet w jakim domu, wie że mamy swoje dzieci i w jakim wieku nawet jakims cudem ma namiary do mojej rodziny bo co tu duzo mówic jestesmy znani w okolicy.
Mam duży zal do pracowników DD ze bez mojej zgody podali jej takie informacje i nic nie zrobie w tej sprawie bo podobno oficjalnie nikt ich nie podał. Jak nas ma zamiar traktowac to widać, pytanie do mojej Emi czy aby im nie robimy krzywdy nie bijemy itd.
Jest ich ciotką i spokojnie patrzyła jak ojciec wariat je bije molestuje i jak im było super w DD. Teraz sobie przypomniała o dzieciach jaka troskliwa no szok. Chyba tylko po to aby namieszac .Muszę tą znajomość zakończyć bo dzieci bardzo cierpią przypomina im wszystko o czym chca zapomnieć, obudziła w nich nadzieje że moze jednak komus na nich zależy tylko po to aby obrzucić błotem ich matke. Powiedziała że była pijaczką, narkomanką i miała AIDS. Powiedziała to jednym tchem i zdaniem tak że nie moglismy zareagować. Dodatkowo dzieci dowiedziały się że nawet sukienke komunijną Emi i pogrzeb matki musiała sfinansować rodzina po co to było? Rozwaliła to co my zrobilismy z nimi przez ten czas kiedy są u nas, wywróciła ich swiat do góry nogami i jastem za to na nia wsciekła.I dlatego uwazam że znajomość z nia nie wnosi nic dobrego w ich życie.


Hm, ja sie z rodzina widuje dosc czesto na urodzinach, imieninach,
pogrzebach, i tak bez okazji, spotykamy sie na obiadach, czy na swieta
czy cos...i jakos nie widze problemu ze spotykaniem sie poza knajpa (no
tak, ale wszyscy w rodzinie maja co najmniej 36 metrowe mieszkania :))


A niektórzy mają rodzinę 500 km stąd i okazja do spotkania z ciotkami,
wujkami itp. jest głównie wtedy, kiedy są jakieś komunie czy chrzty.

| a niektórzy ludzie zwyczajnie mają ochotę podjąć swoich
| gości czymś, choćby kawą i ciastem.

No to chyba knajpy do tego nie potrzeba ?


Zależy. Zależy ile osób, zależy czym się chce podjąć.

| Ja też nie jestem wielką fanką weselich takich, żeby cała wieś o tym
| gadała, sama po ślubie miałam tylko krótkie przyjęcie weselne zamiast
| całonocnego weselicha, ale z drugiej strony - tak już zupełnie nic, to
| jakoś łyso.

No niezupelnie nic - w domu obiad byl, jak zwykle, kawa i ciasto
rowniez, ale nie bylo mi potrzebne wynajmowanie knajpy (no tak, ale
mieszkalam w mieszkaniu o pow. 115 m2 z tesciowa i kilkoma innymi
osobami) wiec mialam 20 metrow salonu pewnie do dyspozycji...


TOBIE nie było potrzebne, ale zrozum, może komuś jest. Nie rozumiem
dlaczego to dla Ciebie taki problem, że ktoś chce rodzinę do knajpy
zaprosić? Ty płacisz, czy Twoja knajpa, czy jak?

| W naszej kulturze przyjęło się, że ważne okazje celebruje
| się specjalnym strojem i odświętnymi przyjęciami. Oczywiście jeśli
| ktoś tego nie lubi to nie musi nic organizować, ale dlaczego
| wyśmiewać i deprecjonować tych, którzy chcą uczcić taką okazję?

Ja nie wysmiewam, tylko dziwie sie, po co robic wielka impreze, jak sie
nie ma na to warunkow ?


Bo ktoś chce robić wielką imprezę na przykład. A warunki ma - tzn. ma
kwotę pozwalającą na wynajęcie knajpy na ten cel. Nie mnie oceniać czy
słusznie czy nie.

| Przecież celebrowanie przy stole nie musi oznaczać opychania się do
| wyrzygu - przynajmniej moi goście nie traktują organizowanych przeze
| mnie spotkań jako okazji do nażarcia się. Jeśli Twoi traktują, to
| serdecznie współczuję gości, też bym takich nie zapraszała.

Ja nie mam problemow  z zapraszaniem gosci, bo mam gosci dobrze
wychowanych (moze i przeze mnie ;) ) ale niestety jak obserwuje te
imprezy "zastaw sie a postaw sie" najlepiej w megawielkiej i drogiej
knajpie, bo co sasiedzi powiedza to mam takie dziwne odczucia. Mi
dokladnie zwisa, co sie przyjelo w naszej kulturze, jezeli mnie
osobiscie to nie odpowiada to sie do tego nie zmuszam, a jesli dziecko
ma urodziny (a ma je w lutym) i rodzina nie jest w stanie do niego
dojechac (mieszkamy na zapadlej wsi, a reszta najblizszej rodziny -
babcie, dziadek, pradziadkowie  w jednym miescie ) to wsadzam dziecko w
samochod, pakujemy ciasto i robimy impreze objazdowa - kazdy z "gosci"
dostaje po kawale ciasta, dziecku sie spiewa sto lat i kazdy zadowolony.
a ze nie jestem typem ksiezniczki do obslugiwania, to nikt z
nawiedzanych nie ma z nami problemu. I bez wielkich szalenstw tez sie
mozna ucieszyc z wlasnego swieta (a jakby dziecku bylo przykro, jak
rodzina by nie dojechala, bo nie maja dobrych samochodow na moje zaspy :)


Ale może ktoś ma ochotę na szaleństwo - dlaczego mu odmawiasz prawa do
tego? Pójście do knajpy uważasz za szaleństwo? No cóż, każdy ma swój
świat i swoje opinie...
Powiedz mi, gdzie i kiedy obserwujesz te imprezy na których to ludzie
zachowują się jak bydło, skoro sama nie robisz, a Twoi bliscy są
wychowani? Bo do niewychowanych chyba nie chodzisz, prawda?
Byłam na kilku tego rodzaju imprezach w knajpach i nigdzie nie było
"zastaw się a postaw się". Było po prostu NORMALNIE - bo i towarzystwo
też było normalne. Dla mnie bez sensu byłoby wlec małego dzieciaka

według swojego uznania.
K.


W dobie narastającej laicyzacji i relatywizmu katolicy i prawosławni Europy wezwani są do dawania wspólnego świadectwa o wartościach etycznych i o swojej wierze w Chrystusa. Czytamy o tym w deklaracji, którą Benedykt XVI podpisał 16 czerwca w Watykanie razem z abp. Chryzostomem II.
Przemawiając do przybyłego z oficjalną wizytą zwierzchnika cypryjskiej Cerkwi, Papież wyraził radość z rozwijanych z nią relacji ekumenicznych oraz nadzieję na osiągnięcie pełnej jedności z prawosławnymi i możliwość wspólnego sprawowania Eucharystii. Przypomniał sięgającą apostolskich czasów tradycję chrześcijańską Cypru. Szczególnie ważne są w niej postacie św. Barnaby, współpracownika Apostoła Pawła, oraz św. Epifaniusza, który był tam pod koniec IV w. biskupem Salaminy. Ten teolog i duszpasterz wskazywał wiernym prawdy wiary i drogę, jaką mają kroczyć, ostrzegając przed zagrażającymi błędami.

„Oto metoda również dzisiaj skuteczna w głoszeniu Ewangelii, zwłaszcza młodym pokoleniom, będącym pod silnym wpływem prądów myślowych przeciwnych duchowi ewangelicznemu” – powiedział Benedykt XVI. Na początku trzeciego tysiąclecia Kościół staje przed wyzwaniami i problemami podobnymi do tych, z jakimi spotykał się bp Epifaniusz. „Jak wtedy, tak i dzisiaj – wskazał Papież - trzeba uważnie czuwać, ostrzegając Lud Boży przed fałszywymi prorokami, błędami i płytkością propozycji niezgodnych z nauczaniem Boskiego Mistrza, naszego jedynego Zbawiciela”. Równocześnie zachodzi pilna konieczność znalezienia nowego języka, by głosić wspólną nam wiarę. „Ma to być podzielany przez nas język duchowy, zdolny wiernie przekazać prawdy objawione. Pomoże nam on odbudować w prawdzie i miłości komunię wszystkich członków jedynego Ciała Chrystusa”- powiedział Ojciec Święty.

Benedykt XVI wskazał, że tworzeniu takiego języka służy katolicko-prawosławny dialog teologiczny. Wagę tego dialogu podkreślił też zwierzchnik cypryjskiej Cerkwi, która bierze w nim czynny udział. Przypomniał on wizytę, którą w roku 1973 złożył Pawłowi VI w Castelgandolfo abp Makarios III, będący wtedy równocześnie prezydentem Cypru. Kraj ten nawiązał wówczas stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską. W ostatnich dziesięcioleciach cypryjscy teolodzy prawosławni mogli studiować na uczelniach kościelnych Rzymu, korzystając ze stypendiów przyznanych przez Papieską Radę ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Dziękując za to, Chryzostom II zaoferował letnie stypendia dla teologów katolickich, by mogli się tam uczyć języka nowogreckiego i poznawać prawosławną liturgię. Wskazując dalej na kryzys przeżywany przez Europę, która odrzuca swe chrześcijańskie korzenie, podkreślił potrzebę nowej ewangelizacji i wspólnego świadectwa wyznawców Chrystusa. Mówiąc o sytuacji podziału swojej ojczyzny, zwierzchnik cypryjskiego prawosławia zaapelował do Benedykta XVI jako pochodzącego z kraju, który również pozostawał długo podzielony.

„Nasza ojczyzna i wasz siostrzany Kościół apostolski Cypru cierpi, ale też z godnością trwa za wstawiennictwem swoich świętych, a zwłaszcza swego założyciela, Apostoła Barnaby. Prawa człowieka są deptane” – powiedział abp Chryzostom II. Zwierzchnik cypryjskiej Cerkwi wskazał, że „zabytki ulegają zniszczeniu. Dzieła naszego duchowego dziedzictwa stają się przedmiotem międzynarodowego handlu. Podział ostatniej europejskiej stolicy, Nikozji, zdaje się przeciągać w nieskończoność. Któż usłyszy nasze słuszne skargi i zaprotestuje wobec możnych tego świata, którzy wykorzystują imię Chrystusa, są jednak głusi na prawo miłości?”. „Prosimy Waszą Świątobliwość o wsparcie nas niezwyciężoną bronią braterskiej modlitwy, ale również ojcowskim wołaniem w obronie nie podlegających przedawnieniu praw starożytnego, apostolskiego Kościoła siostrzanego Cypru – wyspy będącej skrzyżowaniem dróg ludów, religii, języków i cywilizacji Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu” – powiedział zwierzchnik cypryjskiego prawosławia.

Chryzostom II zaprosił Papieża do odwiedzenia Cypru, przypominając starożytne określenie Rzymu jako Kościoła, który przewodzi w miłości.

We wspólnej deklaracji Ojciec Święty i prawosławny arcybiskup wyrazili wolę coraz intensywniejszego dążenia do pełnej jedności wszystkich chrześcijan. Nawiązali do sytuacji podziałów i napięć na Cyprze i na Bliskim Wschodzie. Podkreślili rolę chrześcijan i wszystkich wyznawców jedynego Boga w przywróceniu tam pokoju. Wskazali na zasadnicze znaczenie godności i praw człowieka, wśród nich zwłaszcza wolności religijnej. Stwierdzili, że profanowanie miejsc kultu godzi w ludzką cywilizację. Bogate dziedzictwo wiary katolików i prawosławnych winno ich skłaniać do głoszenia Ewangelii, odpowiadając na potrzeby dzisiejszego świata. Wśród nich podpisana przez Benedykta XVI i Chryzostoma II deklaracja wymienia kwestie bioetyczne związane z obroną ludzkiego życia, walkę z ubóstwem, głodem i chorobami w perspektywie międzynarodowej solidarności oraz problemy ekologiczne.

W momencie, kiedy człowiek nie żyje w stanie łaski uświęcającej,. to na zewnątrz jest żywy a w środku martwy. Nie obraź się za określenie, ale to taki chodzący trup. Nie ma w nim życia. Z doświadczenia wiem, że nie można być w pełni szczęśliwym żyjąc życiem tylko doczesnym. To tylko na krótką metę może mi się wydawać, ze Eucharystia jest mi niepotrzebna. Moje odejście od Boga, które trwało 4 lata, zaczęło się właśnie od odejścia od Eucharystii. Najpierw właśnie od nieprzyjmowania komunii, i nawet nie dlatego, ze nie mogłam, ale dlatego, że nie chciałam. Potem spóźniałam się coraz bardziej na niedzielną Mszę Świętą, a potem praktycznie przestałam na nią chodzić w ogóle. I tylko na początku wydawało mi się, że jest fajnie. Bo przecież odcięłam się od źródła. Kiedy na pustyni człowiek nie ma wody, umiera. Tak i było tutaj. Bez Eucharystii człowiek nie potrafi być dobry, bo to Jezus daje siłę. U mnie to wyglądało w ten sposób, że coraz bardziej brnęłam w grzech. Tak jak bagno, które wciąga. I w którymś momencie się okazało, że wcale nie jest fajnie, co więcej pojawiło się tysiące problemów nie wiadomo skąd, i wcale nie tak łatwo z tego wyjść. Zdecydowałam się wrócić do Jezusa, kiedy doświadczyłam głodu Boga. To byłą tak wielka tęsknota, że to był głód. I wiem, że to Jezus dał mi łaskę powrotu i to On mnie z tego wyciągnął. Ale teraz nie wyobrażam sobie już życia bez Eucharystii.

Eucharystia jest pokarmem, który pozwala żyć naprawdę, żyć pełnią życia, czyli nie tylko tym życiem ziemskim, że oddycham i funkcjonuję, ale tym życiem duchowym. Jezus, który przychodzi w Eucharystii daje siłę do tego, by być dobrym, by kochać, by wychodzić do innych ludzi, by przekraczać własne słabości. On jest jak woda na pustyni. On jest źródłem.

Co więcej Eucharystia to spotkanie z Jezusem, żywym i prawdziwym. Jeśli teraz trudno Ci odczuć Jego obecność, przypomnij sobie to doświadczenie pierwszego spotkania z Nim. On, który Cię kocha pragnie się z Tobą spotykać na Eucharystii i dawać Ci samego Siebie. Więc bardzo wielkie znaczenie ma dla Jezusa Twoja obecność. Bo On się cieszy z każdego spotkania z Tobą. I chce byś uczestniczyła w pełni. Bo inaczej to wygląda tak, jakbyś przyszła na ucztę i nic nie jadła. Gospodarz uczty stara się przygotować to, co najlepsze, a Jezus daje Ci namacalnie to, co najlepsze, bo samego Siebie. On nie może wejść do Twojego serca, jeśli Go nie zaprosisz. Dlatego czeka aż Twoje serce będzie czyste i gotowe na Jego przyjęcie, aż je otworzysz i powiesz: wejdź Panie Jezu. Inaczej nie wejdzie. A wie, że bez Niego nie ma prawdziwego życia. To wszystko, co nam się wydaje, że daje nam szczęście, kiedy żyjemy bez Boga, to tylko pozory. Oddaj Jezusowi ten konflikt wewnętrzny. Powiedz Mu o wszystkim i pozwól Mu działać, a On Cię naprowadzi na właściwą drogę i pomoże to wszystko zrozumieć. Pozdrawiam.


1. Do szkoły zaproszono fotografa
Nauczyciel namawia dzieci, by każde kupiło odbitkę zdjęcia grupowego.
- Pomyślcie tylko, gdy już będziecie dorosłe, popatrzycie na fotografię i powiecie: "To Krzyś, teraz jest prawnikiem" albo "To jest Adaś. Teraz jest lekarzem."
Na to cienki głosik z tyłu sali:
- Albo: to jest nauczyciel. Teraz już nie żyje.

2. - Mama, a gdzie sie wkłada tampony?
-Noo... wiesz... tam skąd się biorą dzieci.
-W bociana!?

3. Córka do matki:
- Mamo, mamo, mówią, że jestem nienormalna.
- Kto tak mówi?
- Muchy.

4. Miłość w oczach dzieci:

Co ludzie robią na randkach?
... "Na pierwszej randce ludzie zazwyczaj mówią sobie kłamstwa i są one tak ciekawe, że umawiają się na drugą randkę." (Mike, 9)

5. Klasówka z matematyki
..pełne skupienie...

- nagle nauczycielka mówi:
- Zdaje mi się, że słyszę jakieś głosy!...
Na co z sali po cichu Jasiu mówi:
- Mi też, ale ja się na to leczę...

6. Nietypowy chrzest
Przychodzi facet do księdza:
- Księże proboszczu... ja mam taką nietypową prośbę. Chciałbym ochrzcić swojego kotka.
- Nie ma mowy! Bezrozumne i bezduszne stworzenie nie ma prawa do świętych sakramentów! Nie mogę dopuścić do takiej profanacji!
- Ale ja bardzo kocham swojego kotka i chciałbym, by dostąpił on zbawienia.
Ja dobrze zapłacę. Jestem bardzo bogaty.
- Nie ma takich pieniędzy!
- Tak? Ale ja jestem gotów zapłacić... ( tu wymienił astronomiczną sumę).
Ksiądz zaniemówił. Pomilczał chwilę, jakby coś rozważając, wreszcie zrezygnowanym głosem powiedział:
- Oczekuję Pana wraz z pańskim kotkiem i rodzicami chrzestnymi w niedzielę o piętnastej.
W wyznaczonej porze wszystko odbyło się zgodnie z regułami. Kotek został ochrzczony, a czek zainkasowany. Po kilku tygodniach jednak wieść dotarła do biskupa. Ten, wściekły jak osa, wsiadł do mercedesa i sam, bez kierowcy, pognał do parafii owego księdza. Wpada na plebanię i już od progu wrzeszczy:
- Co ty, na Boga, wyrabiasz?! Koty chrzcisz? Przecież to grzech śmiertelny, nie mówiąc już o ośmieszeniu Kościoła!
- Ekscelencjo! Ja rozumiem. Tak, to jest grzech i ja biorę go na swoje sumienie. No ale... Business is business! Proszę za mną.
Oprowadził biskupa po kościele, pokazując świeżo wyzłocony ołtarz, odnowione organy, marmurowe posadzki i boazerie z cennego drewna. Na plebani z dumą pochwalił się najnowocześniejszym sprzętem audio-video, luksusowym mercedesem w garażu, świetnej jakości (i ceny) meblami.
- Widzi ekscelencja? A pamięta ekscelencja może, ile przesłałem ostatnio do kurii?
- Pewnie! Sam kupiłem mercedesa za te pieniądze. Myślałem, że z rok je odkładałeś.
- A czy ekscelencja wie, że pogrzeby i śluby u mnie za darmo? Mam tyle kasy, że nie muszę brać od ludzi.
- Skąd?
- WŁAŚNIE ZA TEGO KOTKA!
- No to ile, do cholery, ten facet ci dał?
- Dał... (tu ksiądz wymienił sumę).
Biskup zaniemówił. Milczał przez chwilę, jakby coś rozważając, wreszcie zrezygnowanym głosem powiedział:
- Przygotuj kotka do komunii i bierzmowania.

Wezwanie do pojednania chrześcijan

Kiedy brat Roger wyjeżdżał w 1940 roku z Genewy, aby założyć wspólnotę w Taizé, kierował się taką intuicją: aby chrześcijanie stali się wśród ludzi zaczynem pokoju, nie mogą odkładać na później pojednania między sobą. Po wielu latach tak opisał swoją drogę:

„Poruszony świadectwem życia mojej babci, idąc jej śladem, odnalazłem swoją własną tożsamość chrześcijanina, kiedy pojednałem w samym sobie wiarę moich przodków z Tajemnicą wiary katolickiej, nie zrywając komunii z nikim.”

Droga, którą utorował brat Roger jest delikatna, wymagająca, i stale ją jeszcze zgłębiamy.

W Chrystusie wzajemnie do siebie należymy. Kiedy chrześcijanie są podzieleni, orędzie ewangeliczne staje się niesłyszalne.

Jak odpowiedzieć na nowe wyzwania stojące przed naszymi społeczeństwami, przede wszystkim na wyzwania związane z sekularyzacją i z harmonijnym współistnieniem różnych kultur, jeśli nie połączymy darów Ducha Świętego złożonych we wszystkich chrześcijańskich społecznościach? W jaki sposób nieść wszystkim pokój Chrystusa, jeżeli pozostaniemy podzieleni?

Nie marnujmy już energii na spory między chrześcijanami, czasem nawet w obrębie naszych własnych wyznań! Spotykajmy się częściej w obecności Boga na słuchaniu Słowa, w ciszy i uwielbieniu:

Raz w miesiącu lub raz na kwartał zaprośmy mieszkańców naszych miast, naszych wsi, naszych regionów na „czuwanie w intencji pojednania”. [1]

Aby przygotować takie czuwanie młodzi ludzie mogą wyruszyć w drogę, wyjść do innych, do innej parafii, ruchu lub grupy, a nawet zaprosić tych, którzy dopiero szukają wiary.

Pragnienie, by czynić razem wszystko, co razem uczynić można, będzie wtedy coraz większe. To, co nas łączy, jest ważniejsze od tego, co dzieli: pozwólmy, żeby świadczyło o tym nasze życie!

Wymiana darów między różnymi tradycjami chrześcijańskimi już się rozpoczęła. Widzimy w Taizé, że we wspólnej modlitwie i w osobistych spotkaniach pogłębia się wzajemny szacunek i że taka wymiana dokonuje się w sposób naturalny.

Niektóre aspekty Tajemnicy wiary w jednych tradycjach chrześcijańskich zostały bardziej uwypuklone niż w innych.

Chrześcijanie Wschodu zawsze kładli nacisk na to, że zmartwychwstanie Chrystusa, już przemienia świat. Czy to nie dzięki temu wielu z nich zdołało przetrwać dziesiątki lat cierpień, jakich doznawali w minionych wiekach? Wschód z wielką wiernością przechował nauczanie Ojców Kościoła. Monastycyzm, który ofiarował Zachodowi, tchnął w cały Kościół życie kontemplacyjne. Czy chrześcijanie Zachodu nie mogliby szerzej otwierać się na te skarby?

Chrześcijanie Kościołów wywodzących się z Reformacji mocno podkreślali takie prawdy Ewangelii: Bóg daje swoją miłość bezinteresownie; w swoim Słowie wychodzi na spotkanie każdego, kto słucha Jego Słowa i wprowadza je w życie; prosta ufność wiary prowadzi do wolności dzieci Bożych; wspólne śpiewanie pomaga głębiej przyjąć Słowo Boże. Czy te wartości nie są istotne dla wszystkich chrześcijan?

Kościół katolicki w widzialny sposób zachował przez dzieje powszechność komunii w Chrystusie. Szukał on nieustannie równowagi między Kościołami lokalnymi i Kościołem powszechnym. Jeden nie może istnieć bez drugiego. Służba komunii na każdym poziomie życia Kościoła pomogła utrzymać jednomyślność w wierze. Czy wszyscy chrześcijanie nie mogliby podjąć większych starań o coraz głębsze zrozumienie istoty tej służby?

Ponad podziałami wyznaniowymi pilnie potrzeba pogłębienia wymiany darów między kontynentami. Na przykład chrześcijanie w Europie mogliby wiele otrzymać od Kościołów z innych kontynentów. W zamian za to, co te Kościoły otrzymały od Europy, dzisiaj one mogą jej przywrócić ewangeliczną świeżość.

Męczennicy i świadkowie Chrystusa idą już przed nami drogą ku jednej jedynej komunii. Oni wzmacniają naszą nadzieję i naszą determinację w dążeniu do widzialnej jedności między wszystkimi chrześcijanami.

[1] Co miesiąc na stronie internetowej www.taize.fr (w dziale „Modlitwa i śpiewy”) znajduje się propozycja, jak przygotować taką modlitwę, oraz medytacja biblijna, która może być wprowadzeniem do wspólnej rozmowy po modlitwie. Rozumie się samo przez się, że taka inicjatywa nie zastępuje regularnej modlitwy w parafii.

copyright © Ateliers et Presses de Taizé, 71250 Taizé, France.

Prazie w przymonki tragedyjo buła

Jekoś tak tero am sprowdy nie ziedzioł, ło czam tu woma psisać, alem cołe szczajście dostoł łod moji fameliji ejnladunek na przymonki. No i tedy mi do łba przyszła tako jena łopoziostka, co to buła pora lot tamu nazod łu Huberta, jek to jygo szurkoziu ksióndz mnioł psiyrszy roz hostyjo w gamba wetchnóńć. No jó, ale nie banda już woma tu dali splytoł, jek te łopoziostki mi do łba przychodzó i łopoziam woma to wszystko łod przodka, bo jeszcze za mnie zacznieta psisać ło Hubercie.
W niydziala przed Bożam Ciałam zawdy łu noju w kościele só przymonki, no i jek am już móziuł prandzy, to pora lot tamu nazod w tan dziań nosz Alfridek mnioł take śwanto. A bodojci! Co to sia Hildka musiała tedy narobzić, ale ło tam nie banda już woma klepoł! Sprowdy poziam lepsi woma, co te przymonki só cołkam jenaksze tero jek kedajś. Mojo óma to zawdy spomnino tan ciajżki cias, co to nie jedan szurek bez skorzniów abo w dwóch jenakszych do kościoła na przymonki poloz. Fejn com tero drugych ciasów doczkali. Ale poziam woma sprowdy, co tero mnie sia cole nie zidzi, co te szurki jek dziywczoki w tych bziołych kitlach na przymonki jiść muszó. Ale djochli tam! Jo tero już przymonków nie banda mnioł i w kitlu nie póda, to sia jadozić nie brukuja i łopoziam woma, co dali z tam Alfridkam buło!
No jó, to po tam cołam jygo łuczaniu i Hildowam psieczaniu, przyszła ta niydziela. Jek na Warmnijoków przystoji, Hubert z Hildó sia fejn łoblekli i pośli ze swojam szurkam do kościoła na te przymonki, a tamój już na niych coło Hubertowo famelijo czekała. Noprzód wszystko buło fejn! Ludziska wleźli do kościoła no i mszo sia zaczóła. A cobyśta zidzieli, jek tamój wszystke muterki ryczeli z noszó Hildó na psiyrszam mniejscu. No jó, ale jek am już woma móziuł, wszystko buło fejn, aż nie przyszed tan cias, co dzieciuki ze swojami łojcami do komuniji mnieli jiść. Alfridek siedzioł w drugam banku to i chućko na niygo kolyj przyszła. Jek tlo łón dupa z banku podniós to i łoroz Hubert z Hildó kele niygo stojeli. Siułka noprzód zaczkali, ale zaro łuklankli. Tedy ksióndz łotyjnół z kelicha hostyjo i wetchnół ja Alfridkoziu w gamba. Szurczok buł taki przejanty, co chućko pysk zawer i bez to ksiandza jygomościa w pazora łukójsiuł. Palaruch morowy! Jek ksióndz sia wyder, to aż sia wciórke zlankli, a Hubert z Hildó to nie ziedzieli, dzie swoje dupy posodzić majó, coby jych ludzie nie pozbadli. No a jek do chaty przyśli, nazod to Hubert zaczół gamba drzyć na Alfridka, a Hilda na Huberta. Tedy to jo am sia na niych wyder, coby gamby zaperli i swojam gościom zryć co dali.
No jó to tak sia skónczuły te Alfridkowe przymonki. Hubert to po niych do kościoła nie chcioł jiść, bo sia ludzie z niygo śnieli. A sprowdy am łusłuchoł jeszcze, co nosz ksióndz bodoj sia dali boji Alfridkoziu hostyjo do gamby wtykać. Ale jo poziam tlo tyle, co Hildka po tych przymonkach: - „Jek by pazorów tak głamboko nie pchoł, to by go Alfridek zambami nie ficiuł”.

Do zidzanio i coby jeszcze roz.
Łukasz Ruch

Jek byśta nie ziedzieli:
łojce – rodzice
skorznie – skórzane buty z cholewami
cole – wcale
nie brukuja – nie muszę, nie potrzebuję
bank – ławka
szurczok – chłopczyk, zdrobniale od „szurek” (chłopak)
nie pozbadli – nie zauważyli, nie zobaczyli (zwrot używany też w znaczeniu: nie pojmować)
ejnladunek – zaproszenie
przymonki – uroczystość przyjęcia pierwszej komunii świętej

Kilka miesięcy temu Janusz Pawul w Gazecie Wrocławskiej napisał taki oto artykuł:
Prawo księdza

Środa, 8 czerwca 2005r.

ZGORZELEC Bezradna matka zapowiada, że będzie szukała pomocy u biskupa

Edyta Piotrowska i jej mama Janina Jasińska są przekonane, że kłopoty z komunią chłopców to efekt ich podwójnego, polsko-izraelskiego obywatelstwa. fot. Janusz Pawul

– Proboszcz dyskryminuje moje dzieci, bo mają podwójne obywatelstwo – twierdzi Edyta Piotrowska i oskarża księdza
o antysemityzm. – To jakaś bzdura – kwituje oskarżenia ks. Jan Kułyna

Starszy syn Edyty Piotrowskiej miał pójść do pierwszej komunii 3 lata temu. Dziecko chodziło do kościoła, uczyło się modlitw, zbierało specjalne obrazki – ziarenka. Ale kiedy termin przyjęcia sakramentu zbliżył się, ksiądz proboszcz Jan Kułyna z parafii św. Jadwigi stwierdził, że Igor do komunii nie pójdzie, bo jego rodzice są w Izraelu i nie płacą na kościół.
– Chodziłam do prałata, ale nie pomogło. Zadziałała dopiero interwencja u biskupa – opowiada Janina Jasińska, babcia Igora. Chłopiec przyjął komunię, ale w kościele p.w. św. Bonifacego. W tym roku do sakramentu miał przystąpić jego młodszy brat Kolin. Chodził na nauki, zdawał egzaminy. Pierwsza komunia miała się odbyć na początku maja. Tydzień wcześniej ksiądz wyczytywał w kościele wszystkie dzieci i wręczał im obrazki do pierwszej spowiedzi. Kolin dostał obrazek, ale po mszy ksiądz poprosił go do siebie i kazał oddać.

Szok dla rodziny
– Wziął syna sam na sam i stwierdził, że nie dopuszcza go do komunii, przeze mnie. Dlatego, że nie chodzę do kościoła i jestem „przewrotna matką”. Czy ktoś może mi wytłumaczyć, co to znaczy „przewrotna”? Dlaczego takie rzeczy opowiada się małemu dziecku? – dziwi się Edyta Piotrowska. Jak mówi, próbowała rozmawiać na ten temat z proboszczem, ale na nic się to zdało. Syn nie przystąpił do sakramentu.
– Obaj chłopcy mają podwójne obywatelstwo: polskie i izraelskie. Księdzu nie raz zdarzało się robić z tego powodu różne uwagi. A przecież dziecko, jeśli jest katolikiem, ma takie samo prawo do sakramentu jak wszyscy – mówi Edyta Piotrowska.

Temat zamknięty
– Ja antysemitą? Bzdura – obrusza się ks. proboszcz Jan Kułyna. – Nigdy tego typu argument nie padł w żadnej rozmowie. Ta pani szuka zwyczajnie różnych środków, żeby wymusić tę komunię – komentuje zarzuty. – Powiedziałem, że jeśli bardzo chce, może dać syna do komunii do kościoła św. Bonifacego.
Na pytanie, dlaczego mały Kolin nie mógł przystąpić do sakramentu we własnym kościele, ksiądz Jan Kułyna odpowiadać nie chce. – To są sprawy między wiernymi i proboszczem. Od ich rozstrzygania jest ksiądz dziekan i biskup. I niech tak zostanie – mówi proboszcz. •

Tylko z biskupem
W legnickiej Kurii Biskupiej, do której zadzwoniliśmy w sprawie syna Edyty Piotrowskiej usłyszeliśmy, że jeśli dziecko nie otrzymało sakramentu, sprawę należy załatwiać osobiście z biskupem. Jego Eminencji jednak nie zastaliśmy. Do sprawy wrócimy.


Następnie na forum pojawiły się informacje w sprawie chodzenia po kolędzie:
witam,a jak podoba wam się ten zwyczaj "zaproszenia" księdza do domu na zasadzie zapisów wraz z opłatą w parafii jednego z naszym lokalnych kościołów?
kiedyś to było pukanie do drzwi a teraz zapłać i zapisz się....
link do całego tematu: http://www.forum.zgorzele...p?t=707&start=0


teraz wyszła następna sprawa: opłata za pozwolenie na wzięcie sakramentu małżeństwa w innej parafii kosztuje 100 zł A podobno bycie duchownym to powołanie, a nie biznes. - dodam tylko że sprawa dotyczy tego samego księdza, o którym pisze Janusz.

Macie jeszcze jakieś podobne przypadki ? Bo jak widać pomysły księży są coraz ciekawsze.

zanim dyskusja tutaj sie rozpocznie na nowo z całą żywiołowością proponuje zapoznać się z nastepującymi tematami poruszonymi w dziale diakonia liturgiczna. Jesli mimo tego wszystkiego co tam napisano macie cos do dodania to proszę bardzo.

Diakonia Liturgiczna Czemu?
DTK na prawie kazdej stronie o Mszy w rycie nadzwyczajnym jest krytyka odnowionej Liturgii
http://forum.oaza.pl/view...5&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna ¤ Ruch Światło-Życie a msza trydencka
DTK czy RŚŻ powinien interesować się rytem nadzwyczajnym.
http://forum.oaza.pl/view...6&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna Siedzenie po Komunii na tridentinie?
DTK postawy wiernych w rycie nadzwyczajnym mszy
http://forum.oaza.pl/view...4&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna Powrót do tradycji?
DTK papieskie celebracje i ich oprawa zewnętrzna
http://forum.oaza.pl/view...5&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna ¤ Liturgia dwóch SOBORÓW - Bytom
DTK zaproszenie na spotkanie DDL o dwoch rytach
http://forum.oaza.pl/view...3&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna List do Papieża w sprawie mszy trydenckiej
DTK dyskusja o „Deklaracji w sprawie uwolnienia liturgii tradycyjnej”
http://forum.oaza.pl/view...3&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna Tridentinum czy Vaticanum??
DTK ryt nadzwyczajny na rekolekcjach oazowych
http://forum.oaza.pl/view...9&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna Wywiad z o. Tomaszem Kwietniem
DTK refleksje o jego trosce o liturgię i wypowiedziach
http://forum.oaza.pl/view...6&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna Drogowskazy a Tradycja
DTK Jak się ma VII Drogowskaz do kultywowania Mszy Piusa V?
http://forum.oaza.pl/view...9&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna "Tradycja a reforma liturgii"
DTK info o konferencji z udziałem Aidana Nicholsa OP
http://forum.oaza.pl/view...9&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna ¤ "Msza Wszechczasów a nowa msza oazowa"
DTK dyskusja o relacji między rytem nadzwyczajnym a zwyczajnym w 2005 roku
http://forum.oaza.pl/view...9&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna Uatrakcyjnienie mszy!!
DTK o nadinterpretacji w sprawach reformy liturgicznej
http://forum.oaza.pl/view...2&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna Uczestnictwo we Mszy Świętej Wszechczasów
DTK czy wierny może uczestniczyc we mszy w rycie nadzwyczajnym
http://forum.oaza.pl/view...1&highlight=dtk
Diakonia Liturgiczna Wykład o. Kwietnia OP
DTK zaproszenie na wykład o.Tomasza Kwietnia OP w 2005
http://forum.oaza.pl/view...7&highlight=dtk

Wszystkie wcześniejsze wątki zostały zarchiwizowane.

Napisałem ostatnio na naszym forum wydarzenie z mojego życia a propos Eucharystii i chciałbym tutaj też się nim podzielić :

"
Nie chodzi mi bynajmniej o odczuciu głodu do jedzenia podczas Eucharystii

Pomyślałem (może po rozmowie z Adką ?), że przydałoby się przychodzić częściej do kościoła. Sprawdziłem w necie o której są u mnie Eucharystie, no i zonk, bo była rozbieżność. Tudzież ponoć o 7 a tudzież o 8, a nasza parafia nie ma swojej strony. A że akurat oczy mnie trochę bolały od tego wlepiania się w monitor, to pomyślałem, że przejdę się na spacer i "własnoręcznie" sprawdzę Powiedziałem że wychodzę na pół godzinki i zniknąłem. Zdawałoby się, że niby moja decyzja - bo spontaniczna. Idąc spotkałem sąsiadkę, która już obczaiła że jestem ministrantem (PS: nie służę w swojej parafii) bo była w Maurycym kiedy mieliśmy DOM (zapomniałem jej spytać co tam robiła) i przywitała mnie dobrym słowem, bo widziała mnie jak szedłem do Trzebnicy. Zrobiło mi się miło w serduchu i już raźnym krokiem i z lekkim sercem podreptałem pod kościół. Usłyszałem organy - kocham gdy ktoś gra (bez fałszów) na organach i pomyślałem, że pomodlę się chwilkę. Ale akurat niestety było wszystko pozamykane, sprawdziłem więc sobie tylko ogłoszenia i godziny. Już miałem wyjść, gdy na teren kościoła wszedł nieznajomy ksiądz (jak się okazało - rezyduje w naszej parafii) i zagadnął mnie. Na początek kogo szukam, potem usiedliśmy na ławce i tak krok po kroku trochę mnie podpytał. W rezultacie po 10 minutach zapytał, czy nie chciałbym pojechać do Dominika zobaczyć, czy nie ma tam akurat jakiegoś Nabożeństwa jeszcze (dziś jest św. Dominika). A akurat pomyśałem że nie zaszkodzi i pojechaliśmy. Na początek w autobusie i w drodze przez rynek odmówiliśmy różaniec. Przyznam, że nigdy jeszcze nie odmawiałem go w dwie osoby na głos między zwykłymi, obcymi ludźmi na ulicy. Wyjątkowe uczucie, ale poczułem, że należy teraz szczególnie należy dać świadectwo. Doszliśmy w ten sposób do kościoła. Akurat kończyła się Eucharystia gdy weszliśmy do środka, więc poczekaliśmy, potem usłyszałem popis organisty, który chciał chyba nie tylko sobie umilić pobyt w tej świątyni. I wtedy, podczas tej krótkiej modlitwy medytacyjnej zacząłem pojmować. Zacząłem zauważać, że to wszystko nie przypadek. Logiczny ciąg zdarzeń : (moja chęć jako zarodek) i rozbieżność informacji, moje zmęczenie, sąsiadka otwierająca moje serce, ksiądz, który wyszedł się przejść, jego propozycja, aż wreszcie trwająca Eucharystia (czyli otwarty kościół) - to wszystko to zaproszenie. Zaproszenie Pana dla mnie w swoje progi. I jeszcze organista dający mi sposobność do modlitwy. To jest dla mnie znak. Znak, że Bóg mnie kocha i chce abym był Jego świadkiem. Nie mówię tu o powołaniu do kapłaństwa, ale o zaproszeniu do kościoła. Ukazanie, że z chęci bycia na Eucharystii wiedzie już sama prosta droga do niej. Poczułem prawdziwe pragnienie uczestniczenia w Eucharystii, oddania uwielbienia Panu i przyjęcia Go w Eucharystii (Komunii). Tak, Pan dał mi dziś jasno do zrozumienia, że chce bym był obok Niego, chce abym Mu służył i zaprasza mnie do siebie, do swojego stołu Eucharystycznego. Wspaniałe uczucie.. Dałem tylko Jemu wiadomą obietnicę. I jestem Mu strasznie wdzięczny za to wszystko. Kończąc już - pomijając drogę powrotną z księdzem, już wracając samemu z kościoła do domu przyszła do mnie pewna refleksja. Do tej pory uważałem, że naładować akumulatorki, zrozumiec pewne sprawy, czy dotknąć zamiarów Pana - spotkać go osobiście, można tylko na rekolekcjach, że tylko w tak wyjątkowym czasie można doświadczyć Jego planów i zamiarów, usłyszeć Jego słowo. Dzisiejszy dzień był jednak dowodem, że wcale tak nie musi być. Wystarczy otwartość oczu, uszu, umysłu, a przede wszystkim serca, aby go spotkać w zwyczajnym dniu. Było to bardzo mocne dla mnie przeżycie, choć dzień był jak co dzień. Wystarczyło, że chciałem Go spotkać, a On dokonał reszty. Czyż to nie wspaniałe ? Życzę Wam wszystkim czytającym, abyście także potrafili go spotkać, nawet w powiewie wiatru, zapachu polnego kwiecia, czy w szumie skrzydeł motyla. On jest w każdym z nas i z pewnością odezwie się, jeśli tego zapragniemy .

Chwała Panu !
Taka mała refleksja, chciałem się z Wami podzielić Ksiądz chce mnie namówić na Kapucynów, ale nie dam się Ja z tych, co prócz Boga, kochają również kobiety
"

Dla kogo nasze spotkania rekolekcyjne są otwarte?

Moim zdaniem warto najpierw zwrócić uwagę na charyzmat naszej wspólnoty, wyrażający się w dochowaniu wierności sakramentalnemu współmałżonkowi i w wierze w uzdrowieniową moc sakramentu małżeństwa. Warto zauważyć, że nasz wspólnotowy charyzmat bezpośrednio wynika z nauki Pana Jezusa nt. małżeństwa i z faktu, że podczas przysięgi małżeńskiej zawarliśmy nierozerwalne, święte przymierze z Bogiem i współmałżonkiem. Że Bóg w tym przymierzu przyjął na Siebie zobowiązanie pomagania małżonkom (o ile Ci do Niego się zwrócą) w każdej sytuacji – także w tych najbardziej po ludzku „ beznadziejnych”. I powiedział każdemu z małżonków: "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela" (Mt 19, 6).

W tak ustalonym celu wspólnoty mieszczą się wszystkie działania, które służą jego realizacji, które afirmują sakrament małżeństwa (przymierze małżonków z Bogiem) – jego świętość i nierozerwalność małżeństwa. Są to działania, zachowania i postawy, które przyczyniają się do odbudowania (czy zbudowania na nowo) faktycznej jedności małżonków na każdej płaszczyźnie ich małżeńskiego życia – służą ich pojednaniu. Do tych największych i najbardziej spektakularnych zaliczyłbym nawrócenia, powroty marnotrawnych małżonków do siebie. Celowo słowem marnotrawny objąłem obie strony małżeńskiego węzła, gdyż bardzo rzadko zdarza się, by winę za kryzys ponosiła tylko jedna strona. Jak wiemy wszyscy jesteśmy – mniej lub bardziej - grzeszni, a więc i małżonkowie, i wszyscy mamy się z czego nawracać. Aby wytrwać w wierności potrzebujemy stałego nieustannego nawracania się – odwoływania do Bożej łaski poprzez aktywną wiarę, czyli modlitwę, czytanie Pisma św., korzystanie z darów jakimi są sakramenty św. (Spowiedź św., Komunia św.). To samo w przypadku wiary w moc i pomoc ze strony samego Boga – w Jego uzdrowieńczą łaskę płynącą z sakramentalnego przymierza ze Stwórcą wszystkiego co istnieje. Wiara w uzdrowienie chorego małżeństwa jest konsekwencją wiary w Boga, w Jego sakramenty – jest łaską, którą każdy sakramentalny małżonek otrzymuje, jeśli ma serce otwarte na Boga. A więc gdy aktywnie wierzy!

Dlaczego Chrystus powiedział, że większa będzie radość w Niebie z jednego nawróconego niż z 99 sprawiedliwych (Łk 15, 7)? Myślę, że wynika to z samej istoty miłości doskonałej do której jesteśmy przez Stwórcę zaproszeni. Dlaczego Ojciec Syna Marnotrawnego urządza królewskie przyjęcie nawracającemu się Synowi – powracającemu do Domu Ojca? Dlaczego Starszy Syn nie cieszy się wraz z Nim?

Jesteśmy wspólnotą trudnych sakramentalnych małżonków wyznających wiarę w Jezusa Chrystusa – Boga. Nie widzę powodu dla którego nie mielibyśmy zachować się tak wielkodusznie jak Ojciec Syna Marnotrawnego i zapraszać na nasze rekolekcyjne spotkania tych, co chcą nawracać się na sakramentalne życie małżeńskie. I jak to już wcześniej pisałem – dla naszych sakramentalnych współmałżonków każde takie przez nas docenione i jakoś dobrze nagłośnione nawrócenie może być wielkim impulsem do nawrócenia innych małżonków ( w tym także naszych ). Bo nic tak nie przemawia do serca i rozumu jak nawracanie się innych!

Uważam, że jako wspólnota sakramentalnych małżonków powinniśmy wspierać wszystkich marnotrawnych (np. uwikłanych w niesakramentalne związki) sakramentalnych małżonków oraz tych, co są tylko po ślubie cywilnym, którzy faktycznie chcą i czynią starania w kierunku życia zgodnego z przysięgą małżeńską. Którym takie rekolekcje np. „O sakramencie małżeństwa i jego mocy” mogą być bardzo potrzebne. I w żaden sposób obecność nawracających się nie kłóci się z charyzmatem naszej wspólnoty, wręcz go potwierdza i umacnia.

Myślę, że warto stale pamiętać, że nawrócenie zagubionej owcy wywołuje 99 razy większą radość w Niebie niż życie sprawiedliwej.

Już jako mały brzdąc lubiałem chodzić na chór, w którym śpiewała moja babcia i z uwagą patrzeć na ręce org.Jerzego, które z wielką precyzją przemieszczały się po klawiaturze...
Lubiałem już od przedszkola siadać do pianina w domu dziadków i "brzdąkać", ale prawdziwie zakochałem się w organach, z czego zdawał sobie sprawę mój chrzestny, który wiedział, co ma mi kupić na komunię...Była to czterooktawowa "Fugijama", którą trzymam (z sentymentu) do dziś... Ćwiczyłem, grałem. W późiejszych klasach podstawówki zaprzyjaźniłem się z organistą strzyżowskim Januszem Bogatką, który do czerwoności rozpalił moje zainteresowania muzyczne. To właśnie pod jego batutą miałem zaszczyt grać w orkiestrze O.S.P.(na puzonie basowym, tenorowym, i na sakshornie tenorowym)
W orkiestrze grałem krótko, ponieważ zbliżała się 8 klasa i egzaminy do LO, a orkiestra (próby i występy) zabierała sporo czasu...ale nauczyłem się czytania nut...
Początki mojej posługi organistowskiej, to rok 1999 , gdy pod wyrozumiałą opieką ks. kapelana Krzysztofa Koprowskiego jako wolontariusz zacząłem grać w Kaplicy Szpitalnej w Hrubieszowie .Pełniłem też funkcję organisty pomocniczego w parafii pw.Św Mikołaja , grając na zastępstwach - najczęściej w Kościele Filialnym p.w. Św. Stanisława Kostki , ale gro posługi toczyło się przy szpitalu . Aby wzbogacić Liturgię zapraszałem moją przyjaciółkę - Ewę - skrzypaczkę z Katowic do wspólnej oprawy ,a także Bożonarodzeniowa Milenijna Eucharystia z udziałem chóru "Promień" . Promowałem też mojego serdecznego przyjaciela - org.Łukasza Machulskiego , który najpierw mi asystował ,a następnie po moim odejściu zastąpił... Od 2 II 2000 - pracowałem rok w parafii p.w. Św Stanisława w Teratynie , grywałem też wówczas często w parafii dziekańskiej p.w.MBNP w Hrubieszowie i innych parafiach diecezji (czy to z racji ślubu , pogrzebu , czy zastępstwa). Następną placówką na której podjąłem się posługi w 2001 roku była parafia p.w. Narodzenia NMP w Strzyżowie .Tam poznałem tajniki prowadzenia kancelarii parafialnej , grałem na wyjątkowo dźwięcznych fisharmoniach , wspaniale udawała mi się współpraca z parafianami , młodzieżą i Scholą Parafialną... lecz z powodu zbliżającej się matury po pół roku zrzekłem się stanowiska i oddałem nauce ... Będąc już na studiach w Tomaszowie Lub. wspomagałem przez pewien czas parafię p.w.NSPJ grając wolontarialnie na Mszach porannych , oraz niedzielne Msze w Wydziałowej Kaplicy WZNPiE KUL ... niestety po zapaleniu oskrzeli przestałem i nie wróciłem do posługi aż do lipca 2003 roku , gdy na 3 miesiące oddałem się posłudze w rodzinnej parafii p.w. Św. Ducha w Hrubieszowie , lecz z przyczyn ode mnie niezależnych musiałem posługę tą przerwać i do dnia dzisiejszego funkcji organisty nie pełnię , aczkolwiek gram na zaproszenie lub na zastępstwa dość często ... Przedwczoraj miałem zaszczyt grać w Sanktuarium Matki Bożej Sokalskiej w Hrubieszowie, dziś wyjeżdżam do Machnowa Nowego, gdzie jutro na uroczystościach odpustowych i X lecia kapłaństwa tamtejszego proboszcza, mam zapewnić oprawę muzyczną, zaś od wtorku do niedzieli pełnię (w zastępstwie) posługę w Klasztorze OO.Bernardynów w Hrubieszowie...

Nasz kochany pan organista zawsze twierdzi, ze spiewając na Mszy Świętej modlimy się mocniej i głębiej... Ale uważam również, że cudowną i dogłębną modlitwą jest modlitwa w ciszy i spokoju....


Są miejsca w czasie mszy, kiedy nalezy śpiewać, są miejsca, kiedy nalezy zachować milczenie i niestety i jedno i drugie jest nieprzestrzegane. Zadaniem organisty jest ukulturalniać lud zgromadzony na mszy czy nabożeństwie i nie ma się co dziwic takiemu podejsciu, choć kazdy muzyk służący do mszy musi sobie zdawać, kiedy ma grac, a kiedy ma "przysnąć".
Niestety, poziom muzyki liturgicznej i orientacji ludzi w tej dziedzinie(jak i w dziedzinie literatury muzycznej) jest bardzo niska. Czego to jest iwna? Przede wszystkim skąpych proboszczów, którzy oszczędzają każdy grosz. Jets bardzo wiele wspaniałych osób, absolwentów Akademii Muzycznych, którzy naprawdę swietnie grają i na liturgii, i literature organową. Niestety, chcąc być przyjetym, często muszą ukrywać swoje dyplomy, żeby miec jakieś szanse. Efektem takiego podejscia proboszczów jest to, że w kosciołach często słyszymy emerytowanych górników, którym z trudem przychdozi zagrac coś z nut(już wyuczonego), a co dopiero czytac a'vista czy harmonizowac na zywo. A osoby takie, którym proboszcz nic nie mówi, myślą że wszystko jest gites i trzymają się swojego podejścia. oczywiscie - mam szacunek do emerytowanych górników, ale niech ci wysłuzeni ludzie odpoczywają czy robią coś innego, a nie zabierają się za poziom wiedzy i orientacji muzycznej parafii. A świeżo upieczeni magistrowie muszą iśc na bzrobocie(chyba że trafi się jakieś zaproszenie na danie recitalu). Przeprasza, ale chyba to jest pomyleniem pojeć... Dlatego nie ma się co dziwić, jak dzisiaj wygląda poziom spiewu, który nagle wszyscy chcą podnosić(choc będzie to ciężka i zmudna praca). Paulina - oczywiście nie kieruj tych słów jako do swojego organisty, bo go nie znam, zatem nie moge o nim nic mówić. Mówię ogólnie o tym, co się dzieje...
xpaczkax - najlepiej dojść do mszału. Sa tam antyfony, których powinno się trzymać w doborze śpiewów(tajemnica dnia). Bardzo dobrze jest tez znać treść czytań(może pomóc w piesni na wejście i przygotowanie darów), a super, jak znamy treść homilii. Oczywiście trzymamy się także obrzędu, jaki panuje przy ołtarzu(czyli na przygotowanie darów, jeśli uważamy, że nic nie pasuje, można zaśpiewać "Jeden Chleb" - pieśń eucharystyczna, ale przeciez słowa tej pieśni dzieja się na ołtarzu, a w Adwencie także "Zróbcie Mu miejsce". Pieśni na wejscie, przygotowanie darów, komunię i uwielbienie winny byc liturgiczne, pieśn na zakończenie już nie musi byc liturgiczna(procesja wyjścia nie jest już częścią liturgii). Zamiast pieśni na przygotowanie darów można odmawiać(czy śpiewać, jeśli znamy melodię) dialog z mszału, na uwielbienie i na zakończenie nie musi być śpiewu(ta część może się odbyć w ciszy). Śpiewanie pieśni na wejscie i komunię można zastąpić recytacją lub śpiewaniem(schola lud) antyfon na te części.
Dawniej istniały także pieśni przed i po kazaniu, dziś już się ich nie stosuje(chyba, że w parafii jest taka tradycja).
Pozdrawiam